Posty oznaczone tagiem: wypaczenia

Kanon Pisma Świętego i mity na jego temat

29 września 2011, 06:00

W dyskusji na temat działań Marcina Lutra w kwestii kanon Pisma Świętego Hardi napisał na forum biblijnym (kolory pochodzą ode mnie, aby zaznaczyć fragmenty, do który będę się odnosił):

[M. Luter] Niczego nie zastąpił tylko nie przyjął zmian, zostawił taki układ jaki od zawsze mieli żydzi i mają do dzisiaj, taki układ jaki używali pierwsi chrześcijanie.

Tekst, jak może się zorientować każda osoba mająca nieco więcej wiedzy w tej kwestii, jest kompilacją trzech mitów na temat kanonu Pisma Świętego, które krążą wśród zwolenników spisu ksiąg Biblii stworzonego przez M. Lutra. Omówię je po kolei, tak jak są zaznaczone kolorami.

Zielony:

Nie jest prawdą twierdzenie, że M. Luter nie przyjął „zmian”, bo takich nie było w istniejącym w Kościele katolickim od IV wieku kanonie Pisma Świętego. Protestanci twierdzą co prawda, że dopiero Sobór Trydencki dopisał księgi deuterokanoniczne do Pisma Świętego, ale ta teza nie wytrzymuje konfrontacji z dekretami synodów w Hipponie i Kartaginie, listą ksiąg Wulgaty czy dekretem soboru we Florencji dla Jakobinów z 1441 roku. Co najciekawsze, protestanckie twierdzenia nie wytrzymują nawet zestawienia z dekretem Soboru Trydenckiego, który stwierdza, że przyjmuje księgi Pisma Świętego, tak jak je czytano w Kościele, a nie że ogłasza listę ksiąg natchnionych przez Boga.

Czerwony:

Żydzi, wbrew tezom piewców kanonu Lutra, nie posiadali jednego, obowiązującego wszystkich wyznawców judaizmu kanonu Pism co najmniej do końca I wieku n.e. Ba! W czasach Chrystusa na terenie samej Judei i Galilei istniały co najmniej trzy wersje list ksiąg natchnionych (faryzeuszów, saduceuszów i esseńczyków), a diaspora dokładała czwartą. Kanon faryzejski, który przyjął Luter, wygrał wśród żydów po powstaniach żydowskich pod koniec I i na początku II wieku – inne stronnictwa (esseńczycy, saduceusze) wyginęły, a faryzeusze przejęli przewodnictwo w diasporach po tym, jak wyemigrowali z Palestyny.

Niebieski:

Pierwsi chrześcijanie w kwestii ksiąg ST posługiwali się zasadniczo Septuagintą. Pojawiały się głosy, że powinien obowiązywać kanon faryzejski, ale zostały one ucięte przez orzeczenia synodów w Hipponie i Kartaginie, które po zatwierdzeniu przez papieża zostały rozciągnięte na cały Kościół. De facto mówienie o jakimkolwiek kanonie w przypadku chrześcijan do wydania tych dekretów jest błędne. Kanon to jest coś ustalonego, a do końca IV wieku każda lokalna wspólnota sama decydowała o tym, które księgi uznaje za natchnione. Różnice dotyczyły nie tylko spisu ST, ale nawet ksiąg NT. Dopiero te synody, które wymieniłem, uporządkowały sytuację podając pełen spis ksiąg natchnionych przez Boga (tak ST jak i NT).

„Dowód”

27 września 2011, 06:00

Kiedy przychodzi do dyskusji na temat modlitwy do świętych, aby wstawili się za nami do Boga, można oczekiwać z ponad dziewięćdziesięcioprocentową pewnością, że oponent zacytuje ten fragment Biblii:

„Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni. Z powodu tych obrzydliwości wypędza ich Pan, Bóg twój, sprzed twego oblicza.” V Moj. 18.10-12

Kiedy zaś już przytoczy powyższy cytat, to z triumfem obwieści, że właśnie pokazał, iż Bóg zakazał proszenia kogokolwiek w niebie o wstawianie się do Niego. Jednakże, chociaż na pierwszy rzut oka wydawało by się, że rzeczywiście tak jest, to jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. W tym konkretnym przypadku w kontekście, który pomijają osoby powołujące się na ten fragment jako na zakaz modlenia się do świętych.

Przytoczę teraz jeszcze raz ten cytat, ale wraz z kilkoma wersami poprzedzającymi i następującymi po nim:

Pwt 18:9-14 Biblia Tysiąclecia

„(9) Gdy ty wejdziesz do kraju, który ci daje Pan, Bóg twój, nie ucz się popełniania tych samych obrzydliwości jak tamte narody. (10) Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; (11) nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. (12) Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni. Z powodu tych obrzydliwości wypędza ich Pan, Bóg twój, sprzed twego oblicza. (13) Dochowasz pełnej wierności Panu, Bogu swemu. (14) Te narody bowiem, które ty wydziedziczysz, słuchały wróżbitów i wywołujących umarłych. Lecz tobie nie pozwala na to Pan, Bóg twój.”

Kontekst, jak widać, zdecydowanie zmienia znaczenie zakazów, które są zawarte w wersach 9-12. Przestają być one uniwersalne, co twierdzą osoby powołujące się na ten fragment, ale zaczynają odnosić się do praktyk ludów pogańskich, na terenie których mieli zamieszkać Izraelici. Zakaz przestaje dotyczyć, jak to próbują wszystkim wmówić przeciwnicy modlitw do świętych, zwracania się z prośbami do osób w niebie, ale staje się zakazem wywoływania duchów za pomocą ludzi parających się tym zajęciem.

Inaczej mówiąc: Jest całkowicie chybiony jako argument przeciwko tym modlitwom.

Co tak naprawdę wiemy o Wielkanocy? Cz. 1

3 czerwca 2011, 17:20

Artykuł o takim tytule znalazłem niedawno w wewnątrz firmowym biuletynie w dziale z ciekawostkami. Ponieważ mnie zaintrygował sformułowaniami, z którymi już wielokrotnie się spotykałem w dyskusjach na temat Wielkanocy, stwierdziłem, że warto by go poszukać w sieci. Cóż… Moje przewidywania okazały się słuszne i bez większych problemów trafiłem na witrynę, z której pochodzi: Co tak naprawdę wiemy o Wielkanocy? Poziom „merytoryczny” tekstu tak mnie zaintrygował, że postanowiłem, opierając się na fragmentach tego tekstu, napisać dokładnie co tak naprawdę wiemy o Wielkanocy. Prześledźmy więc krok po kroku ten artykuł i zapoznajmy się z tym, jak się rzeczywiście sprawy mają:

Na pewno wiemy, iż Wielkanoc jest świętem upamiętniającym zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa tzw. Zmartwychwstanie Pańskie. Warto jednak wiedzieć, iż w Nowym Testamencie i w żadnym z pism Ojców Apostolskich nie ma żadnej wzmianki o Wielkanocy, a pierwsi chrześcijanie nie obchodzili takiego święta. Skąd więc wywodzi się Wielkanoc, gdzie są jej początki ?

Niestety, już w pierwszym akapicie autor dopuszcza się, najprawdopodobniej nieświadomie, pisania nieprawdy. O ile faktem jest, że rzeczywiście w Nowym Testamencie nie ma niczego na temat świętowania Wielkanocy, to w kwestii pism Ojców Kościoła i obchodzenia tego święta przez pierwszych chrześcijan sprawy wyglądają zdecydowanie inaczej. Świadczy o tym chociażby żyjący w II wieku Tertulian:

„Najbardziej uroczystym dniem [dla] chrztu jest Wielkanoc. (…) Następnie okres Zielonych Świąt jest również stosowny dla udzielania chrztu. Jest to okres najradośniejszy tak z powodu częstego ukazywania się Zmartwychwstałego wśród uczniów, jak również przekazanie nam daru Ducha św., i wreszcie objawienia nadziei na ponowne przyjście Pana. Albowiem, jak wstąpił do nieba, tak przyjdzie ponownie, to znaczy w Zielone święta. Lecz również i Jeremiasz, gdy mówi: ‘I zgromadzą ich z najdalszego krańca ziemi w owym dniu uroczystym’ [Jr 31:8], wskazywał na Wielkanoc i Zielone święta, które są dniami uroczystymi w najwłaściwszym sensie. Poza tym każdy dzień Pański, każda godzina, każda chwila jest stosowna dla udzielania chrztu. Zresztą, jeśli nawet w uroczystości jest jakaś różnica, to dla łaski nic to nie znaczy”

Tertulian (ur. 155) „O chrzcie” 19

Jak więc widać z powyższego tekstu, Wielkanoc wywodzi się od pierwszych chrześcijan i jest obchodzona od I wieku.

Idźmy dalej:

Trudno jest ustalić samo znaczenie i pochodzenie wyrazu Wielkanoc, zazwyczaj nie znając pochodzenia jakiegoś wyrazu , wpisywaliśmy w google i zawsze mieliśmy przypis przy danym wyrazie z jakiego języka się wywodzi i co oznacza. W przypadku Wielkanocny nie ma tak łatwo, nie znajdziemy żadnych przypisów wyjaśniających pochodzenie tego wyrazu ale opis samego święta .

Autor najwyraźniej udaje greka, albo zwyczajnie nie rozumie języka polskiego, skoro napisał, że „trudno jest ustalić znaczenie i pochodzenie wyrazu Wielkanoc”.

1. Nie potrzeba Googli, aby wiedzieć co oznacza to słowo – pochodzi z języka polskiego i każda osoba, która zna nasz język, jest świadoma jego znaczenia: Wielka noc.

2. Pochodzenia tego wyrazu też łatwo się domyślić, bo wystarczy uczestnictwo w Mszy Świętej sprawowanej w Wielką Sobotę, aby wiedzieć, że ta nazwa pochodzi od tego, że właśnie w nocy z soboty na niedzielę zmartwychwstał Chrystus, a święto dotyczy tego wydarzenia.

Ciąg dalszy oczywiście nastąpi…

 

 

 

„Przecież widzę…”

3 marca 2011, 11:01

Rozmowa z człowiekiem, który jest święcie przekonany, że katolicy modlą się do rzeźb czy obrazów potrafi być niezmiernie frustrująca. Oczywiście dla katolika, bo niekatolik będzie pewien swojej racji, że takie praktyki mają miejsce w Kościele katolickim. Większość takich dialogów jest dość standardowa i poniższy, chociaż fikcyjny, będzie dobrze oddawał taką rozmowę.

- Katolicy są bałwochwalcami, po mają obrazy i rzeźby w domach i kościołach – orzekł niekatolik.

- Tylko, że jeszcze nie dowodzi bałwochwalstwa – odparował członek Kościoła katolickiego.

- Dowodzi, bo katolicy modlą się do tych rzeźb – odparował rozmówca.

- A skąd ty wiesz, że katolicy się do nich modlą?

- Przecież widzę jak się modlą chociażby do obrazu w Częstochowie – obwieścił z triumfem przeciwnik KK.

- Widzisz??? A czy znasz serca i myśli ludzi, którzy modlą się przed obrazem Matki Bożek na Jasnej Górze?

- Nie muszę znać, bo widzę jak modlą się do tego obrazu!

W tym miejscu ręce po prostu opadają z bezsilności i rozpaczy nad poziomem człowieka, który na podstawie „widzę” ocenia to, czy osoba klęcząca przed obrazem modli się do tego obrazu, czy do osoby przedstawionej na obrazie. Buta i przekonanie o własnej nieomylności, które pozwalają takiemu chłystkowi, bo inaczej nie można nazwać osoby wydającej taki werdykt, oceniać na podstawie tego, na co patrzy, że obserwowany człowiek nie modli się do Boga lub świętego, są tak porażające, że trudno to w ogóle wyrazić słowami. To jest po prostu koszmar, jak bardzo niekatolicy tego „gatunku” są zaślepieni przez swoje przekonania na temat KK, że na podstawie „widzę” twierdzą, ze na pewno są w stanie powiedzieć co czyni katolik i do czego się modli.

 

„Kto nie jest z nami…”

25 lutego 2011, 12:13

„… ten jest przeciwko nam. Jeżeli zaś ktoś nie potępia wszystkich księży za pedofilię niektórych spośród nich, to jest obrońcą pedofilów.”

Czasami mam nieodparte wrażenie, że właśnie w taki sposób myślą najbardziej nieprzejednani piewcy potępiania wszystkich księży za grzechy prezbiterów, którzy dopuszczają się pedofilii. Spróbuj tylko stanąć w obronie księży, którzy nigdy takich czynów nie popełnili, a na pewno zostaniesz oskarżony o to, że bronisz pedofilów.

Za każdym razem, kiedy się z tym spotykam, to jestem przerażony ogromem nienawiści, która jest w takiej osobie, że jego gotowa do oskarżenia i potępienia kilkuset tysięcy osób za grzechy niewielkiej grupy jej członków. Jeszcze bardziej przeraża mnie to, że w swym zaślepieniu weźmie obronę niewinnych za chronienie winnych grzechu pedofilii.

Teolodzy?

11 lutego 2011, 20:25

Teolodzy w Niemczech wpadli na „genialny” pomysł: Wystosowali list, w którym postulowali wprowadzenie w Kościele zmian mających na celu jego dopasowanie do współczesności i wyjścia ze „skostniałych struktur”. W ramach modyfikacji zaproponowali wprowadzenie wyświęcania kobiet na prezbiterów i biskupów, zmianę w nauczaniu odnośnie związków homoseksualnych i osób rozwiedzionych, dopuszczenie wyświęcania żonatych mężczyzn, dopuszczenie wiernych do mianowania biskupów poprzez „demokratyzację” Kościoła oraz, co już jest standardem, zniesienie celibatu. Zabrakło jedynie propozycji zniesienia obowiązku corocznej spowiedzi, wiary w dogmaty i posłuszeństwa Kościołowi.

Pisanie czyja to jest tak naprawdę robota jest zasadniczo niepotrzebne. Na tym, aby Kościół rozwalić od środka lub z zewnątrz zależy przede wszystkim upadłym aniołom, więc będą podsuwać różne pomysły różnym osobom aby do tego doprowadzić. Tym razem wpadli na to, żeby posłużyć się do tego „głosem teologów”. Jak sądzę, wiele osób zdołają w ten sposób przekonać, że takie zmiany powinny być wprowadzone, bo przecież „to są teolodzy, więc wiedzą co mówią”.

Tylko czy można nazwać teologiem człowieka, który wbrew nauczaniu Chrystusa i apostołów wyraża przyzwolenie na zawieranie „małżeństw” pomiędzy homoseksualistami lub twierdzi, że w Kościele powinna panować demokracja? Jak dla mnie taki człowiek przestaje być teologiem, a staje się własnologiem, bo głosi, jak by nie patrzeć, własne nauki, a nie te pochodzące od Boga. Teologiem to on już jedynie z nazwy i wykształcenia. Najgorsze jest jednak to, o czym już wspomniałem, że wielu pójdzie za ich głosem. Omamieni przez relatywistyczną moralność prezentowaną w mediach uwierzą, że właśnie taki powinien być kierunek zmian w Kościele. Przyjmą za pewni, bo przecież teolodzy się znają, że kursem Kościoła powinno być dostosowanie się do współczesnych „norm” moralnych promowanych przez „nowoczesnych” ludzi i rozmydlenie nauczania Chrystusa.

Jednakże siły i wiarygodności Kościoła nie buduje się na dopasowywaniu go do upadającej moralności współczesnego świata. Nie tworzy się filaru i podpory dla prawdy z relatywizmu moralnego i odrzucaniu tego, co dobre i słuszne. Jeżeli sól utraci smak, to czymże ją posolić? Jeżeli Kościół przestanie wyznawać nauczanie Chrystusa i apostołów, to jak ma je przekazywać?

Nie da się i dlatego też te postulaty zostaną po prostu odrzucone. Bramy piekielne Kościoła zbudowanego przez Chrystusa nie przemogą.

Sprawiedliwość?

22 stycznia 2011, 15:09

Czytając forum biblijne trafiłem na taką wypowiedź na temat wyroku potępienia, który skazuje na wieczną mękę w piekle, która stanowiła podsumowanie wywodu mające zaprzeczyć nauczaniu o piekle:

Wieczny niebyt. OK! ;-) Ale, wieczna męka? :-/ To już nie miłość i sprawiedliwość to (…).

Tak sądzę.

Każdy, jak by na to nie patrzeć, posiada prawo do własnej opinii na dany temat. Niezależnie od tego, czy jest stuletnim starcem, który już kiepsko kontaktuje, czy też małym dzieckiem, które niewiele jeszcze rozumie. Nawet wtedy, kiedy błądzi, to nikt tego prawa nie może mu odebrać ani zabraniać wypowiedzi. Inną kwestią jest to, czy wyrażana opinia, tak jak na przykład powyższa, jest prawidłowa. W powyższym przypadku, nawet jeżeli autor zacytowanego tekstu uważa inaczej, jego ocena nauczania o wiecznej męce jest błędna.

Dlaczego?

Autor ma wypaczone przez ludzie sądy poczucie sprawiedliwości. Wydaje mu się, że miłość do innego człowieka i skazanie go na karę trwającą wieczność są nie do pogodzenia. Uważa, jak widać powyżej, że sprawiedliwi i miłujący człowieka sędzia nigdy nie skaże winowajcy na karę, która będzie trwała wieczność. Jak bowiem za czyn w życiu, które jest „małym śladem” w porównaniu z wiecznością, można skazywać na tak „okrutną karę”?

Można. Wynika to właśnie ze sprawiedliwości, a miłość Boga do ludzi nie stoi tutaj na przeszkodzie. Bóg bowiem przestrzegł ludzi przed tym, jaki jest los przewidziany dla tych, którzy się do niego nie nawrócą i zostaną potępieni. Skoro więc ktoś jest świadomy tego, że w razie potępienia będzie skazany na wieczną mękę, to wydany wyrok będzie w pełni sprawiedliwy. Tak bowiem jak morderca skazany na dożywocie bez możliwości wcześniejszego zwątpienia może winić wyłącznie siebie za ten wyrok, tak potępiony może winić wyłącznie siebie. Miłość Boga do niego nie przejawia się bowiem w tym, że oto zamiast skazać grzesznika na wieczną mękę Bóg go unicestwi, ale w możliwości nawrócenia i uzyskania zbawienia do ostatniej chwili jego życia.

Bóg jest miłującym Ojcem, ale zarazem sprawiedliwym sędzią. Sprawiedliwość zaś wymaga wydania sprawiedliwego wyroku zgodnego z obowiązującym prawem, a nie z ludzkim poczuciem sprawiedliwości, które każe skazywać na łagodny wyrok w zawieszeniu.

Sola fide

13 stycznia 2011, 12:56

W regulaminie jednego z licznych for protestanckich znalazłem punkt definiujący, kto jest protestantem. Spośród pięciu wyznaczników protestanckości danej osoby najbardziej zaintrygował mnie ten:

Tylko wiara, a nie dobre uczynki, są podstawą do usprawiedliwienia człowieka przed Bogiem.

Co jak co, ale o autorze tego tekstu można z całą pewnością powiedzieć, że czytając Pismo Święte pominął w nim 2 rozdział listu św. Jakuba. Pada w nim bowiem zdanie, które przekazuje nam całkowicie odmienna naukę na temat usprawiedliwienia:

Jk 2:24 „Widzicie więc, że człowiek dostępuje usprawiedliwienia dzięki uczynkom, a nie przez samą tylko wiarę.

Obawiam się, że tak samo, jak w przypadku większości protestantów, właściciel tego forum, a zarazem autor zacytowanego fragmentu regulaminu, pod sola scriptura rozumie jedynie „sola to co ja chcę w Biblii zobaczyć”. W przeciwnym przypadku nie zaprzeczałby zacytowanym powyżej słowom św. Jakuba na temat tego, czy sama wiara jest wystarczająca do usprawiedliwienia człowieka przed Bogiem.