Posty oznaczone tagiem: wypaczenia

Predestynacja?

16 kwietnia 2012, 06:00

Pismo Święte jest kopalnią nauk przekazanych nam przez Boga. Jest również, niestety, wylęgarnią dla herezji gdy czytelnik postanowi czytać je bez pokory i kontroli Kościoła. Jednakże zawiera także nauki, które pozwalają na pokazanie, że ktoś głosi nauki własne, a nie Boże.

Jednym z fragmentów, które zaliczają się do tej trzeciej grupy jest poniższy fragment księgi Powtórzonego Prawa:

Pwt 30:19-20
19. Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo,
20. miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi, którą Pan poprzysiągł dać przodkom twoim: Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi.
(BT)

Fajny fragment. Jak się pewnie domyśliliście, zaprzecza on nauce głoszonej przez zwolenników Kalwina, że los każdego człowieka został przez Boga określony jeszcze przed stworzeniem świata i nie mamy żadnego wpływu na to, czy będziemy zbawieni lub potępieniu. W jaki sposób pokazuje, że nauczanie o predestynacji to bzdura? Bardzo prosto i zarazem bardzo dobitnie: Wzywając ludzi do tego, aby wybrali życie spośród położonych przed nimi do wyboru życia i śmierci.

Gdyby predestynacja miała być prawidłową nauką, to ten fragment, z racji na pozostawienie wyboru pomiędzy życiem i śmiercią wieczną, nie miał by najmniejszego sensu. Jak bowiem człowiek ma dokonywać tego wyboru, skoro według zwolenników predestynacji, Bóg już o tym rozstrzygnął i nie mamy na to wpływu? Nie da się.

Jednakże, jak sami widzicie, taki wybór istnieje. Tutaj, w tym fragmencie, postawiony tylko przed Izraelitami. Od chwili rozpoczęcia się misji głoszenia Dobrej Nowiny, postawiony przed każdym człowiekiem. Mamy wybrać pomiędzy życiem wiecznym i śmiercią wieczną. Jeżeli ktoś wierzy, że takiego wyboru nie możemy dokonać, bo nasz los już został przez Boga określony, kłamcą czyni Boga, który dał nam wybór naszej drogi życiowej.

Ślub z trupem

30 marca 2012, 13:41

Niemożliwe?

A skąd… Jak dowiedziałem się z doniesień prasowych, prezydent Francji Nicolas Sarkozy wydał niedawno zgodę na małżeństwo pewnej kobiety z narzeczonym, który zginął jakiś czas wcześniej z ręki algierskiego terrorysty. Poruszony nieszczęśliwą miłością narzeczonej, postanowił ukoić jej ból po stracie ukochanego.

Najwyraźniej Francja przestaje być normalnym krajem. W państwie, które jest normalne, osobę cierpiącą po stracie ukochanego wysyła się do psychologa, a nie do USC. Tym niemniej trudno oczekiwać, aby kreująca się na postępową Francja kierowała się zdrowym rozsądkiem.

Ciekawe, co będzie dalej? Ślub zrozpaczonego faceta z królową Marią Antoniną? Nie wiem, ale można się spodziewać, że jeden przypadek pociągnie za sobą kolejne. Potem podniosą się głosy „postępowych ludzi”, że poślubienie zmarłego powinno być „prawem” każdego człowieka i tylko czekać batalii przeciwko trupofobom. Oczywiście w ramach tolerancji.

Tak na zakończenie, to trudno oczekiwać, aby kraj, który przez lata zwalczał wiarę, kierował się chrześcijańskimi zasadami. Za mało tam jest wierzących, aby byli w stanie blokować kretyńskie pomysły ateistów i innych „postępowych” ludzi.

 

Uzasadnienia biblijne

20 marca 2012, 16:53

Powiadają, że Biblią można uzasadnić wszystko. Włącznie z nieistnieniem Boga. To jest wyłącznie kwestia dobrania odpowiednich fragmentów Pisma Świętego i zignorowania wszystkiego innego, co zaprzecza tezie, którą chce się obronić.

Jakiś czas temu na przykład pokazywałem, jak jeden z protestantów uzasadniał Pismem Świętym swoje chamstwo w stosunku do katolików (powołał się na Eliasza przy całkowitym ignorowaniu postawy Chrystusa i Apostołów). Innym przypadkiem takiego zachowania jest odrzucanie Sakramentu Pojednania poprzez powoływanie się na wypowiedź faryzeuszów, którzy negowali prawo Jezusa do odpuszczania grzechów, o treści: „Tylko Bóg może odpuszczać grzechy.” W tym przypadku osoby argumentujące w ten sposób ignorują słowa Jezusa i nauczanie apostołów na temat odpuszczania grzechów. Oczywiście takie przykłady można mnożyć. Mnie jednak zaintrygował kolejny przyczynek do takiego podejścia do Pisma Świętego:

Przemysław Gola podczas swojego wykładu, który zatytułował „Wąska droga”, wypowiada się na temat liczebności swojego zboru w kontekście słów Chrystusa z Ewangelii Mateusza:

Mt 7:13-14
13. Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą.
14. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują.
(BT)

Wykładowca widzi w tym uzasadnienie dla tego, że nie spotykają się „na stadionach”, a  w małych grupach. Co ciekawe, potwierdzenia dla swojej tezy szuka w przypowieści o siewcy. Wyjaśnia, że brama nie jest wąska, a liczba chrześcijan w zborze mała, z powodu jakichś ograniczeń ustanowionych przez Boga (w przenośni określa je jako „zapory”, „pola minowe” czy „zamki”), lecz z racji na to, że „umysły ludzi są tak spaczone, że nie potrafią do tej bramy wejść”. Dlaczego? Przemysław Gola, a przynajmniej tak wynika z jego słów, za bramę, o której mówi Jezus, uznaje parzyście do Boga i uznanie swojej winy. Jeszcze bardziej interesujące, że w dalszych słowach postanowił najwyraźniej tę bramę mocno poszerzyć, bo głosi, iż to z punktu duchowego punktu widzenia jest ona szeroka, bo wystarczy uwierzyć i nie trzeba niczego czynić, co miało by dopomóc zbawieniu, bo na zbawienie nie da się i nie trzeba zapracować.

Abstrahując od tego, że pan Gola odnosi się do pokutującego w jego środowisku błędnego przekonania o głoszeniu przez Kościół katolicki zbawienia z uczynków, to warto jednak się zastanowić nad dwiema rzeczami:

1. Czy słowa Jezusa z Mt 7,13-14 są stwierdzeniem, że chrześcijan będzie niewielu?

2. Czy brama rzeczywiście jest taka szeroka, bo wymaga jedynie przyjęcia zbawienia „za damo”, a jedynie spaczone myślenie ludzi nie pozwala jej przekroczyć?

Odpowiedź na drugie pytanie jest prosta: Nie. Chrystus, kiedy nauczał, nie mówił, że wystarczy w niego uwierzyć i sprawa będzie załatwiona, a zbawienie zagwarantowane. Jego nauki, co dla protestantów jest nieco problematyczne, zawsze podkreślały ogromne znaczenie tego, jak człowiek postępuje, dla zbawienia. Można by tu przytaczać wiele fragmentów, w których Zbawiciel pouczał nas o konieczności współdziałania człowieka w zbawieniu poprzez czyny, ale to było by przepisywanie praktycznie całej Ewangelii. W mojej ocenie najlepszym przykładem takiego nauczania, w dodatku umieszczonym w kontekście zbawienia, jest 25 rozdział Ewangelii wg. św. Mateusza, a dokładniej rzecz biorąc opis sądu nad ludźmi po powrocie Chrystusa w nim zamieszczony (od 31 wersu do końca rozdziału). Jednoznacznie Jezus określa, że zbawieni będą Ci, którzy wykonywali uczynki miłosierdzia, a ludzie ich nie spełniający trafią na mękę wieczną.

Pierwsze pytanie jest o tyle ciekawsze, że odnosi się do kwestii poruszonej przez pana Golę na samym początku, czyli do niewielkiej liczebności jego zboru. W swoim wykładzie Przemysław Gola, tak jak już wspomniałem, uzasadnił niewielką liczbę członków swego wyznania tym, że Chrystus zapowiedział, że jest to efekt działania „ciasnej bramy”. Tylko czy na pewno to jest mowa o liczebności chrześcijan? Wystarczy przeczytać kontekst fragmentu Mt 7,13-14 aby przekonać się, że to nie jest mowa o tym, czy chrześcijan będzie wielu czy też mało. Fragment odnosi się bowiem do kwestii zbawienia i wymagań, które w tym celu trzeba spełnić, a które są mocno wygórowane. Nie jest, wbrew sugestiom Przemysława Goli, zapowiedzią, że chrześcijanie będą stanowić niewielką grupkę ludzi w społeczeństwie. Jednakże, mimo to, autor kazania posługuje się nim do uzasadniania własnych tez. Najwyraźniej nie jest dla niego istotne, czy fragment rzeczywiście mówi o tym, co mu przypisuje, ważne, że można go naciągnąć pod własne potrzeby.

Niestety, nie jest jedynym protestantem, u którego zauważyłem taką tendencję.

Grzechy należy wyznawać Bogu w samotności?

14 stycznia 2012, 11:39

Grzechy należy wyznawać Bogu w samotnosci – ewentualnie w obecności innego wierzącego jako świadka wyznania grzechów Bogu.

To jest cytat wypowiedzi niejakiego Turretina na forum PROTESTANCI z dyskusji, która toczy się od chwili złożenia przez LeszKKa świadectwa na temat swojego powrotu do Kościoła katolickiego. Powyższe zdanie padło po wezwaniu przez autora świadectwa do rozpoczęcia poznawania Kościoła katolickiego od spowiedzi. Zaintrygowało mnie.

Turretin, tak jak inni protestanci, twierdzi, że swoje nauki opiera wyłącznie na Piśmie Świętym i nie głosi niczego, co w nim nie jest zapisane. W związku z tym także i powyższy nakaz, który zacytowałem z jego posta, powinien być gdzieś zapisany w Biblii. Tymczasem, jak mnie pamięć nie myli, w Biblii nie ma żadnego fragmentu, który by coś takiego nakazywał. Ba! Jest tam napisane coś zupełnie innego na temat wyznawania grzechów:

Jk 5:16
16. Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego.
(BT)

Nie Bogu w samotności (ewentualnie przy świadku), ale innym chrześcijanom mamy wyznawać grzechy, które popełniliśmy.

Tak nawiasem, to jakiś czas temu zapytałem protestantkę, która twierdziła, że wypełnia wszystkie nakazy Chrystusa i apostołów, kiedy ostatnio wyznała grzechy swoim braciom w wierze. Odpowiedź, którą usłyszałem, mnie nie zaskoczyła: „swoje grzechy wyznaję Bogu„. Spodziewałem się czegoś takiego, bo trudno oczekiwać, aby ktoś negujący sakrament pojednania argumentami, że „ksiądz to taki sam grzesznik”, wyznał grzechy innemu człowiekowi.

Tym niemniej, jak widać z obu cytatów, Słowo Boże mówi swoje, a protestanci swoje. Oczywiście w żaden sposób nie przeszkadza im to w twierdzeniu, ze głoszą wyłącznie to co w Biblii zapisano i stosują się do jej nauk bez dokładania żadnych ludzkich nauk.

Hipokryzja

22 października 2011, 23:34

Ze zdumieniem przeczytałem dzisiaj na forum biblijnym poniższą wypowiedź (zrzut ekranu) Junior Admina o nicku Hardi:

(…) nie interesuje mnie to kto jakie ma poglądy, pisać może każdy bez względu na poglądy (…)

Przyznaję, że  to mnie niesamowicie zbulwersowało. Hipokryzja tego tekstu jest tak porażająca, że w sumie dziwi mnie to, iż nikt na forum nie zareagował protestem na jego treść, że to nie jest prawda. Wszak dwa dni temu na forum wlepiono pierwszego bana za poglądy i ich głoszenie (pisałem o tym tutaj) a dzisiaj ten sam człowiek, który ogłosił wlepienie tego bana, stwierdza, że na forum „pisać może każdy bez względu na poglądy”?!

Co za niesamowity tupet… Czy on naprawdę nie widzi hipokryzji, która została tymi słowami obnażona?

W tym momencie zaczynam się nawet cieszyć z tego, że zostałem zbanowany na forum. Nie odpowiadam już bowiem za te przedziwne działania administracji, która najpierw banuje jednego użytkownika za poglądy, a potem w odpowiedzi dla innego stwierdza, że każdy może pisać na forum bez względu na poglądy…

20 października 2011

20 października 2011, 21:51

20 października 2011 roku jest przełomową datą w historii forum biblijnego. W tym dniu, po raz pierwszy w ciągu sześcioletniej działalności, jeden użytkowników został wyrzucony z forum za poglądy i wyznawaną wiarę. W uzasadnieniu (zrzut ekranu) dla „wyroku” napisano :

Po naradzie bana otrzymuje Lucyfer za wprowadzanie zamętu wśród użytkowników forum swoimi dziwnymi wizjami, fałszywymi proroctwami i innymi wymysłami chorego umysłu.

To jest smutna chwila dla forum: Do 18:10 tego dnia na forum biblijnym karano za naruszanie regulaminu forum. Od tej chwili można zostać ukaranym za to, że głosi się rzeczy sprzeczne z tym, co de facto administracja uznaje za słuszne i prawidłowe.

Tak też stało się z Lucyferem.

Katarynki: Ojciec święty i świętość

15 października 2011, 18:18

Znalazłem dzisiaj takie wpisy w ShoutBoxie na forum biblijnym:

[16:15] Pati:  http://fakty.interia.pl/r…ym,1708735,7377

[16:16] Pati:  coz za obluda…za zycia wolali ojczulku swiety, a po smierci?????

Mamy tutaj typowe powtórzenie błędnego przekonania, a potem „wynikający” z niego wniosek o obłudzie katolików, że określenie „Ojciec Święty” opisuje osobistą świętość człowieka sprawującego urząd papieża. Niestety, w powszechnym przekonaniu osób nienależących do Kościoła katolickiego, albo ludzi którzy go opuścili bez dogłębnego poznania nauczania Kościoła,  słowo „święty” w tym określeniu jest znaczeniowo tożsame z ze słowem używanym jako nazwa osób kanonizowanych. Mniema, że wynika to po prostu z przyjęcia, że w odniesieniu do ludzi to słowo ma zawsze jedno i to samo znaczenie, które dotyczy kanonizacji i uznania danej osoby za świętą.

Tym czasem, jak to wielokrotnie wskazywałem w różnych miejscach, a także na tym i poprzednim blogu mego autorstwa, określenie „święty” w tytule „Ojciec Święty” w żaden sposób nie ocenia osobistej świętości papieża. To słowo, wbrew błędnym przekonaniom przeciwników KK, opisuje tylko i wyłącznie świętość urzędu Namiestnika Chrystusa, do którego przypisany jest ten tytuł.

W efekcie, wracając do cytatu ze wstępu, że nie ma żadnej obłudy w procesie kanonizacyjnym konkretnych papieży. Papież jest bowiem takim samym człowiekiem jak każdy inny i jeżeli ma być ogłoszony świętym, to konieczne jest przeprowadzenie najpierw procesu beatyfikacyjnego, a potem kanonizacyjnego, aby Kościół zezwolił na publiczne oddawanie mu czci jako świętemu.

 

 

Ps.

Z przykrością muszę stwierdzić, że na forum biblijnym obowiązywanie niektórych punktów regulaminu poszło w odstawkę. Tekst, który podkreśliłem w cytacie na początku wpisu, jest ewidentnym naruszeniem 7 punktu regulaminu forum, ale nie widziałem, aby moderacja na niego zareagowała. Przykro się na to patrzy.

Katarynki: Utrzymywanie się prezbiterów.

4 października 2011, 16:33

W temacie o zarobkach księży na forum biblijnym użytkownik  janwisniewski68 jako „gwóźdź do trumny” w kwestii płac prezbiterów napisał:

Paweł aby móc zapłacić za wynajmowane mieszkanie szył namioty .

To jest tak naprawdę typowa „katarynka”, którą do znudzenia serwują katolikom przeciwnicy utrzymywania się księży z ofiar wiernych. De facto wynika ona z wyrywkowego podchodzenia to tekstu Pisma Świętego, z którego przeciwnicy Kościoła katolickiego biorą oderwane od reszty tekstu fragmenty i interpretują je w oderwaniu od całości Biblii. Jako podstawa omawianego argumentu służy fragment Dziejów Apostolskich, w których pisze na temat św. Pawła, że utrzymywał się z wytwarzania namiotów:

Dz 18:1-3, Biblia Tysiąclecia

(1) Potem opuścił Ateny i przybył do Koryntu. (2) Znalazł tam pewnego Żyda, imieniem Akwila, rodem z Pontu, który z żoną Pryscyllą przybył niedawno z Italii, ponieważ Klaudiusz wysiedlił z Rzymu wszystkich Żydów. Przyszedł do nich, (3) a ponieważ znał to samo rzemiosło, zamieszkał u nich i pracował; zajmowali się wyrobem namiotów.

Oś argumentacji opiera się tutaj na przekonaniu, że skoro św. Paweł pracował, to oczywiście także i prezbiterzy katoliccy powinni pracować w jakimś zawodzie, aby pozyskać środki na swoje utrzymanie. Wszak apostołowie, a zwłaszcza św. Paweł, powinni być jedynym wzorem do naśladowania w każdej dziedzinie życia.

Niestety, tak samo jak w innych przypadkach „obalania” praktyk czy nauk Kościoła katolickiego, tak i w tym przypadku wychodzi na wierzch powierzchowna znajomość Pisma Świętego u przeciwników katolicyzmu lub, co czasem się zdarza, ignorowanie fragmentów Biblii, które zaprzeczają ich tezom. W tym konkretnym przypadku tym ignorowanym/nieznanym fragmentem jest ten:

1 Kor 9,9-15, Biblia Tysiąclecia

(9) Napisane jest właśnie w Prawie Mojżesza. Nie zawiążesz pyska wołowi młócącemu. Czyż o woły troszczy się Bóg, (10) czy też powiedział to przede wszystkim ze względu na nas? Bo przecież ze względu na nas zostało napisane, iż oracz ma orać w nadziei, a młocarz – /młócić/ w nadziei, że będzie miał coś z tego. (11) Jeżeli więc my zasialiśmy wam dobra duchowe, to cóż wielkiego, że uczestniczymy w żniwie waszych dóbr doczesnych? (12) Jeżeli inni mają udział w waszej majętności, to czemuż raczej nie my? Nie korzystaliśmy jednak z tej możności, lecz znosimy wszystko byle nie stawiać żadnych przeszkód Ewangelii Chrystusowej. (13) Czyż nie wiecie, że ci, którzy trudzą się około ofiar, żywią się ze świątyni, a ci, którzy posługują przy ołtarzu, mają udział w /ofiarach/ ołtarza? (14) Tak też i Pan postanowił, ażeby z Ewangelii żyli ci, którzy głoszą Ewangelię. (15) Lecz ja z żadnego z tych praw nie skorzystałem. Piszę zaś to, nie żeby coś osiągnąć w ten sposób. Wolałbym raczej umrzeć niż… Nikt mię nie pozbawi mojej chluby.

Widać w nim dwie ważne rzeczy: Jedną dotyczącą kwestii utrzymywania się prezbiterów (podkreślona), a drugą wyjaśniającą utrzymywanie się św. Pawła z wytwarzania namiotów (pogrubiona).

Jak widać z 1 Listu do Koryntian, opis Dziejów Apostolskich na temat utrzymywania się św. Pawła z wytwarzania namiotów nie jest „nakazem” dla prezbiterów i biskupów, że mają tak postępować. Jest po prostu zapisem tego, co Apostoł Pogan zadeklarował w kwestii z korzystania z ustanowionego przez Pana Jezusa prawa do utrzymywania się z Ewangelii osób, które ją głoszą innym ludziom. Wnioskowanie, że skoro św. Paweł szył namioty, więc prezbiterzy też muszą, jest zwykłym niezrozumieniem tego, co czynił św. Paweł.