Ojciec Leon Knabit o celibacie
20 sierpnia 2011, 10:26Wyjaśnienia na temat celibatu i świadectwo człowieka, który od ponad 60 lat żyje w stanie bezżennym:
Wyjaśnienia na temat celibatu i świadectwo człowieka, który od ponad 60 lat żyje w stanie bezżennym:
Rozmowa z człowiekiem, który jest święcie przekonany, że katolicy modlą się do rzeźb czy obrazów potrafi być niezmiernie frustrująca. Oczywiście dla katolika, bo niekatolik będzie pewien swojej racji, że takie praktyki mają miejsce w Kościele katolickim. Większość takich dialogów jest dość standardowa i poniższy, chociaż fikcyjny, będzie dobrze oddawał taką rozmowę.
- Katolicy są bałwochwalcami, po mają obrazy i rzeźby w domach i kościołach – orzekł niekatolik.
- Tylko, że jeszcze nie dowodzi bałwochwalstwa – odparował członek Kościoła katolickiego.
- Dowodzi, bo katolicy modlą się do tych rzeźb – odparował rozmówca.
- A skąd ty wiesz, że katolicy się do nich modlą?
- Przecież widzę jak się modlą chociażby do obrazu w Częstochowie – obwieścił z triumfem przeciwnik KK.
- Widzisz??? A czy znasz serca i myśli ludzi, którzy modlą się przed obrazem Matki Bożek na Jasnej Górze?
- Nie muszę znać, bo widzę jak modlą się do tego obrazu!
W tym miejscu ręce po prostu opadają z bezsilności i rozpaczy nad poziomem człowieka, który na podstawie „widzę” ocenia to, czy osoba klęcząca przed obrazem modli się do tego obrazu, czy do osoby przedstawionej na obrazie. Buta i przekonanie o własnej nieomylności, które pozwalają takiemu chłystkowi, bo inaczej nie można nazwać osoby wydającej taki werdykt, oceniać na podstawie tego, na co patrzy, że obserwowany człowiek nie modli się do Boga lub świętego, są tak porażające, że trudno to w ogóle wyrazić słowami. To jest po prostu koszmar, jak bardzo niekatolicy tego „gatunku” są zaślepieni przez swoje przekonania na temat KK, że na podstawie „widzę” twierdzą, ze na pewno są w stanie powiedzieć co czyni katolik i do czego się modli.
Jednym z pewników tego świata jest następująca rzecz:
Jeżeli kiedykolwiek napotkasz fanatycznego przeciwnika Kościoła katolickiego, to w rozmowie na temat tego, do kogo kierują swoje modlitwy katolicy, przywoła którąś z modlitw do świętych jako dowód, że nie modlimy się bezpośrednio do Boga.
Oczywiście ignorując chociażby to, że cała Msza Święta, poza jednym wezwaniem do świętych w czasie spowiedzi powszechnej, jest modlitwą skierowaną do Boga. O odmawianej codziennie modlitwie „Ojcze nasz” już nawet nie warto wspominać…
Obrazy stanowią jeden z punktów zapalnych w konfliktach pomiędzy katolikami a osobami, które Kościół katolicki albo zwalczają, albo uważają za największego odstępcę w chrześcijaństwie. Z tejże przyczyny, aby rzucić pewne światło na cześć oddawaną obrazom i rzeźbom w KK, postanowiłem zacytować tutaj fragment orzeczenia II Soboru Nicejskiego dotyczącego właśnie nich:
Wizerunki Chrystusa i jego matki, a także innych świętych, mają być wykonywane i przechowywane, trzeba też otaczać je należnym poszanowaniem i uwielbieniem; nie żeby przypisywano im jakąś boskość lub szczególne własności, z racji których należałoby oddawać im cześć, kierować do nich modlitwy lub pokładać w nich zaufanie, jak czynili to dawniej poganie, obdarzający zaufaniem swych bożków; ale dlatego, że cześć, jaką się im oddaje odnosi się do osób, które one przedstawiają; tak więc całując owe wizerunki, odkrywając przed nimi głowy lub klękając przed nimi, adorujemy Chrystusa i wielbimy jego świętych, bo z ich podobiznami mamy do czynienia.
Cytat za: J.C. Cruz Cudowne wizerunki naszego Pana, Gdańsk 1997
Warto o tym wiedzieć i pamiętać.
Czytając forum biblijne trafiłem na taką wypowiedź na temat wyroku potępienia, który skazuje na wieczną mękę w piekle, która stanowiła podsumowanie wywodu mające zaprzeczyć nauczaniu o piekle:
Wieczny niebyt. OK!
Ale, wieczna męka?
To już nie miłość i sprawiedliwość to (…).
Tak sądzę.
Każdy, jak by na to nie patrzeć, posiada prawo do własnej opinii na dany temat. Niezależnie od tego, czy jest stuletnim starcem, który już kiepsko kontaktuje, czy też małym dzieckiem, które niewiele jeszcze rozumie. Nawet wtedy, kiedy błądzi, to nikt tego prawa nie może mu odebrać ani zabraniać wypowiedzi. Inną kwestią jest to, czy wyrażana opinia, tak jak na przykład powyższa, jest prawidłowa. W powyższym przypadku, nawet jeżeli autor zacytowanego tekstu uważa inaczej, jego ocena nauczania o wiecznej męce jest błędna.
Dlaczego?
Autor ma wypaczone przez ludzie sądy poczucie sprawiedliwości. Wydaje mu się, że miłość do innego człowieka i skazanie go na karę trwającą wieczność są nie do pogodzenia. Uważa, jak widać powyżej, że sprawiedliwi i miłujący człowieka sędzia nigdy nie skaże winowajcy na karę, która będzie trwała wieczność. Jak bowiem za czyn w życiu, które jest „małym śladem” w porównaniu z wiecznością, można skazywać na tak „okrutną karę”?
Można. Wynika to właśnie ze sprawiedliwości, a miłość Boga do ludzi nie stoi tutaj na przeszkodzie. Bóg bowiem przestrzegł ludzi przed tym, jaki jest los przewidziany dla tych, którzy się do niego nie nawrócą i zostaną potępieni. Skoro więc ktoś jest świadomy tego, że w razie potępienia będzie skazany na wieczną mękę, to wydany wyrok będzie w pełni sprawiedliwy. Tak bowiem jak morderca skazany na dożywocie bez możliwości wcześniejszego zwątpienia może winić wyłącznie siebie za ten wyrok, tak potępiony może winić wyłącznie siebie. Miłość Boga do niego nie przejawia się bowiem w tym, że oto zamiast skazać grzesznika na wieczną mękę Bóg go unicestwi, ale w możliwości nawrócenia i uzyskania zbawienia do ostatniej chwili jego życia.
Bóg jest miłującym Ojcem, ale zarazem sprawiedliwym sędzią. Sprawiedliwość zaś wymaga wydania sprawiedliwego wyroku zgodnego z obowiązującym prawem, a nie z ludzkim poczuciem sprawiedliwości, które każe skazywać na łagodny wyrok w zawieszeniu.
Łk 2,36-40
Gdy Rodzice przynieśli Dzieciątko Jezus do świątyni, była tam prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.
Kiedy jest czytany ten fragment Pisma Świętego, to jak przypuszczam, niewiele osób zwraca uwagę na to, co prorokini Anna czyniła jako służbę Bogu przez całe swoje życie. Większość z nas, jak mniemam, bardziej zwraca uwagę na to, ze owa kobieta była prorokiem i rozgłaszała zgromadzonym ludziom informacje o Chrystusie.
Warto jednak czasem zatrzymać się nad tym fragmentem, w którym ewangelista przekazuje nam informację odnośnie tego, w jaki sposób prorokini Anna służyła Bogu w świątyni Jerozolimskiej:
Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą.
Ważne słowa. Wskazują nam na dwa sposoby służby Bogu, które może praktykować praktycznie każda osoba, a o których chyba nie wiele osób sobie zdaje sprawę z tego, że właśnie Bogu w ten sposób służą: Post i modlitwa. Każdy z nas bowiem zapewne jak słyszy te słowa, to bardziej kojarzy je z umartwianiem się i egzorcyzmami („Ten zaś rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i postem” – Mt 17,21), niż właśnie ze służbą Bogu. A szkoda, bowiem może wtedy inaczej byśmy podchodzili do kwestii piątkowego postu: Zamiast widzieć w nim wyłącznie obowiązek zaczęli byśmy patrzeć na niego jako na jeszcze jeden sposób służenia Bogu. Tak samo pacierz czy modlitwa w czasie Mszy Świętej stała by się nie tylko rozmową z Bogiem…
Pomyślcie nad tym i służcie Bogu postem i modlitwą.
Na forum PROTESTANCI znalazłem nowy zarzut wysunięty pod adresem Mszy Świętej sprawowanej w Kościele katolickim:
Dzisiejsza msza w KK to oprócz czytania Pisma Świętego, to jeden wielki stek bzdur. Najpierw ksiądz cytuje słowa Jezusa”…róbcie to na moją pamiątkę”, a jak ktoś chce iść do komunii, to najpierw wysyłają go do spowiedzi! Pytam, jakim prawem decydują o tym!!! Czy Jezus tez kazał Apostołom się wyspowiadać, zanim rodał chleb i wino?
Jedną z rzeczy, które nieodmiennie mnie bawią od dłuższego czasu, jest powtarzana przez osoby, które piszą zarzuty takie jak powyższy, teza, że doskonale znają tekst Pisma Świętego i treść nauczania katolickiego. Jednakże nie o tym miała być mowa, co uznają takie osoby. Autor tego zarzutu postawił konkretne pytanie: Jakim prawem księża nakazują najpierw się wyspowiadać, a dopiero potem przystępować do Komunii Świętej? Pytanie istotne, bo kryjące w sobie dwie rzeczy, z których jedna jest widoczna dla wszystkich, a druga ukryta w podtekście.
To, co każdy jak mniemam widzi, jest sprawą podstawową: Wymóg godnego, czyli z czystym sumieniem, przystępowania do Komunii. Autor ma najwyraźniej trudność z zaakceptowaniem tego, że ktoś powiedział jasno i jednoznacznie, że nie każdy może spożywać Ciało i Krew Chrystusa. Buntuje się. Tymczasem, jak w wielu przypadkach, wystarczy poczytać Pismo Święte, aby spostrzec, że przestrogę przed niegodnym spożywaniem Eucharystii sformułował już w I wieku św. Paweł w swoim 1 liście do Koryntian:
1 Kor 11,20-28
20 Tak więc, gdy się zbieracie, nie ma u was spożywania Wieczerzy Pańskiej. 21 Każdy bowiem już wcześniej zabiera się do własnego jedzenia, i tak się zdarza, że jeden jest głodny, podczas gdy drugi nietrzeźwy. 22 Czyż nie macie domów, aby tam jeść i pić? Czy chcecie znieważać Boże zgromadzenie i zawstydzać tych, którzy nic nie mają? Cóż wam powiem? Czy będę was chwalił? Nie, za to was nie chwalę! 23 Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb 24 i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: «To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to na moją pamiątkę». 25 Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: «Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę». 26 Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie. 27 Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. 28 Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. 29 Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije.
Tu jest właśnie podany powód, dla którego księża i biskupi „gonią” wiernych do spowiedzi przed przystąpieniem do Komunii Świętej – wersy 27 i 29, a dokładniej zawarta w nich wina i wyrok za spożywanie Ciała i Krwi Chrystusa w sposób niegodny. Zaś właśnie przystąpienie do Stołu Pańskiego z grzechem ciężkim na sumieniu jest jednym ze sposobów na to, aby spożywać Ciało i Krew Zbawiciela bez zważania na nie. Przed tym właśnie chcą ustrzec wiernych ich duszpasterze.
Niestety są osoby, tak jak autor przytoczonego na wstępie zarzutu, którym nie bardzo się to podoba z racji na to, co jest ukrytą w podtekście sprawą: „Ja nie mam zamiaru nikomu opowiadać o tym, co uczyniłem złego. Nikt z ludzi nie ma prawa o tym wiedzieć i się o to dopytywać!” Typowy, wielokrotnie już przeze mnie obserwowany bunt przeciwko Sakramentowi Pojednania. Bunt podwójnie przykry do oglądania, bo tak jawne odrzucanie łaski od Boga, łaski uzyskania odpuszczenia grzechów, trudno jest oglądać bez smutku.
To jest już jednak materiał na inny wpis.
Ludzi, którzy czytają opisy Ostatniej Wieczerzy można podzielić na dwie grupy:
1. „Jakżeż on może dać swoje Ciało do spożycia, a Krew do wypicia? To niemożliwe.”
2. „Panie, Ty masz słowa życia wiecznego, więc wierzę we wszystko, co powiedziałeś.”