Posty oznaczone tagiem: Wiara

1 Tes 4,13–18

6 listopada 2011, 10:44

1 Tes 4,13–18

Nie chcemy, bracia, waszego trwania w niewiedzy co do tych, którzy umierają, abyście się nie smucili jak wszyscy ci, którzy nie mają nadziei. Jeśli bowiem wierzymy, że Jezus istotnie umarł i zmartwychwstał, to również tych, którzy umarli w Jezusie, Bóg wyprowadzi wraz z Nim. To bowiem głosimy wam jako słowo Pańskie, że my, żywi, pozostawieni na przyjście Pana, nie wyprzedzimy tych, którzy pomarli.

Sam bowiem Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej, a zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi. Potem my, żywi i pozostawieni, wraz z nimi będziemy porwani w powietrze, na obłoki naprzeciw Pana, i w ten sposób zawsze będziemy z Panem. Przeto wzajemnie się pocieszajcie tymi słowami.

Lubię ten fragment 1 listu do Tesaloniczan. Jest on jednym z tych, które umacniają i podnoszą na duchu ludzi cierpiących z powodu utraty bliskich osób.

Św. Paweł, troszcząc się o chrześcijan, którzy stracili kogoś z rodziny, przekazuje pocieszenie w postaci zapowiedzi, że rozstanie wynikające ze śmierci człowieka jest jedynie stanem tymczasowym. Głosi ważną część Ewangelii: „zmarli w Chrystusie powstaną” kiedy Zbawiciel powróci na ziemię, a potem razem z nimi będziemy zabrani do nieba. Apostoł nie pisze tego jako przypuszczenia lub nadziei, ale podaje to jako pewnik, którym mamy pocieszać się w chwilach żałoby.

To są olbrzymie słowa otuchy i pocieszenia, które powinniśmy jak najczęściej sobie przypominać, gdy nachodzi nas moment rozpaczy po utracie bliskich: Śmierć nie jest końcem. Jest po prostu przejściem w inny stan oczekiwania na powrót Chrystusa i zmartwychwstanie ciał.

Relikwie

3 listopada 2011, 14:00

Na MiniCzacie forum biblijnego, w dyskusji na temat relikwii w kontekście wydarzeń, które miały miejsce podczas awaryjnego lądowania Boeinga 767 na Okęciu, Junior Admin Hardi napisał coś takiego (zrzut):

[Dzisiaj 13:06] Hardi:  Gdyby ktoś powiedział, że miał przy sobie zajęczą łapkę i to przez to udało się dobrze wylądować, to chyba niemal każdy ksiądz itd. powiedziałby, że to okultyzm, zabobony itd. ale wystarczy zamienić kawałek martwego zwierzaka, na kawałek martwego człowieka, aby nagle z okultyzmu i zabobonów zamieniło się to w „chrześcijaństwo”. :-/ Później nie ma co się dziwić, że pojawiają się Nergale itp. nabijające się z wierzących, skoro im chrześcijaństwo kojarzy się ze średniowiecznymi zabobonami…

Mamy tutaj typowy przykład tego, w jaki sposób ludzie podobni do Hardiego zapoznają się z Pismem Świętym. Żyją w świętym przekonaniu lub udają, że Biblia niczego nie naucza o relikwiach czy posługiwaniu się przez Boga przedmiotami do obdarzania ludzi swymi łaskami. Tymczasem wystarczy przeczytać Biblię uważnie i bez omijania wzrokiem fragmentów, które potwierdzają nauczanie katolickie, a okaże się, iż relikwie są absolutnie biblijną nauką.

Nie trzeba wiele. Do potwierdzenia relikwii w postaci części ubrania wystarczy ten fragment Dziejów Apostolskich:

Dz 19:11-12
11. Bóg czynił też niezwykłe cuda przez ręce Pawła,
12. tak że nawet chusty i przepaski z jego ciała kładziono na chorych, a choroby ustępowały z nich i wychodziły złe duchy.
(BT)

O relikwiach w postaci części ciała zmarłego mówi z kolei ten fragment:

2 Krl 13:20-21
20. Elizeusz umarł i pochowano go. Oddziały zaś Moabitów wpadały do kraju każdego roku.
21. Zdarzyło się, że grzebiący człowieka ujrzeli jeden oddział [nieprzyjacielski]. Wrzucili więc tego człowieka do grobu Elizeusza i oddalili się. Człowiek ten dotknął kości Elizeusza, ożył i stanął na nogi.
(BT)

Oczywiście przeciwnicy tego nauczania będą twierdzić, że tutaj wcale nie ma mowy o relikwiach, ale to niczego nie zmienia. Działanie Boga przez ciała zmarłych świętych (Elizeusz niewątpliwie nim jest), czy przez ich przedmioty, jest jednoznacznie potwierdzone przez te dwa krótkie fragmenty Pisma Świętego.

 

 

Ps.

Hardi najwyraźniej nie lubi, kiedy ktoś wytknie mu nieznajomość Pisma Świętego. Trudno mi bowiem sądzić, aby ktoś inny zablokował osobom niezarejestrowanym możliwość czytania MiniCzata na forum po tym, jak Junior Adminka Anna01, w „zawoalowany” i de facto naruszający 7 punkt regulaminu sposób, doniosła na nim, że opublikowałem ten wpis. Tylko patrzeć, jak zablokuje całe forum dla osób niezarejestrowanych.

A tak nawiasem mówiąc, to Bogu dzięki, że skopiowałem sobie jeszcze dwa wcześniejsze wpisy Hardiego z dnia dzisiejszego, które mnie zbulwersowały swoją treścią, bo teraz już nie mógłbym tego zrobić. Dzięki temu będę mógł jutro pokazać jak ten człowiek, powołany do egzekwowania przestrzegania regulaminu przez użytkowników forum, sam drastycznie narusza go w MiniCzacie wcześniejszymi wypowiedziami na temat relikwii Jana Pawła II.

Kanon Pisma Świętego i mity na jego temat

29 września 2011, 06:00

W dyskusji na temat działań Marcina Lutra w kwestii kanon Pisma Świętego Hardi napisał na forum biblijnym (kolory pochodzą ode mnie, aby zaznaczyć fragmenty, do który będę się odnosił):

[M. Luter] Niczego nie zastąpił tylko nie przyjął zmian, zostawił taki układ jaki od zawsze mieli żydzi i mają do dzisiaj, taki układ jaki używali pierwsi chrześcijanie.

Tekst, jak może się zorientować każda osoba mająca nieco więcej wiedzy w tej kwestii, jest kompilacją trzech mitów na temat kanonu Pisma Świętego, które krążą wśród zwolenników spisu ksiąg Biblii stworzonego przez M. Lutra. Omówię je po kolei, tak jak są zaznaczone kolorami.

Zielony:

Nie jest prawdą twierdzenie, że M. Luter nie przyjął „zmian”, bo takich nie było w istniejącym w Kościele katolickim od IV wieku kanonie Pisma Świętego. Protestanci twierdzą co prawda, że dopiero Sobór Trydencki dopisał księgi deuterokanoniczne do Pisma Świętego, ale ta teza nie wytrzymuje konfrontacji z dekretami synodów w Hipponie i Kartaginie, listą ksiąg Wulgaty czy dekretem soboru we Florencji dla Jakobinów z 1441 roku. Co najciekawsze, protestanckie twierdzenia nie wytrzymują nawet zestawienia z dekretem Soboru Trydenckiego, który stwierdza, że przyjmuje księgi Pisma Świętego, tak jak je czytano w Kościele, a nie że ogłasza listę ksiąg natchnionych przez Boga.

Czerwony:

Żydzi, wbrew tezom piewców kanonu Lutra, nie posiadali jednego, obowiązującego wszystkich wyznawców judaizmu kanonu Pism co najmniej do końca I wieku n.e. Ba! W czasach Chrystusa na terenie samej Judei i Galilei istniały co najmniej trzy wersje list ksiąg natchnionych (faryzeuszów, saduceuszów i esseńczyków), a diaspora dokładała czwartą. Kanon faryzejski, który przyjął Luter, wygrał wśród żydów po powstaniach żydowskich pod koniec I i na początku II wieku – inne stronnictwa (esseńczycy, saduceusze) wyginęły, a faryzeusze przejęli przewodnictwo w diasporach po tym, jak wyemigrowali z Palestyny.

Niebieski:

Pierwsi chrześcijanie w kwestii ksiąg ST posługiwali się zasadniczo Septuagintą. Pojawiały się głosy, że powinien obowiązywać kanon faryzejski, ale zostały one ucięte przez orzeczenia synodów w Hipponie i Kartaginie, które po zatwierdzeniu przez papieża zostały rozciągnięte na cały Kościół. De facto mówienie o jakimkolwiek kanonie w przypadku chrześcijan do wydania tych dekretów jest błędne. Kanon to jest coś ustalonego, a do końca IV wieku każda lokalna wspólnota sama decydowała o tym, które księgi uznaje za natchnione. Różnice dotyczyły nie tylko spisu ST, ale nawet ksiąg NT. Dopiero te synody, które wymieniłem, uporządkowały sytuację podając pełen spis ksiąg natchnionych przez Boga (tak ST jak i NT).

Ojciec Leon Knabit o celibacie

20 sierpnia 2011, 10:26

Wyjaśnienia na temat celibatu i świadectwo człowieka, który od ponad 60 lat żyje w stanie bezżennym:

Ojca Leona słów kilka – celibat

„Przecież widzę…”

3 marca 2011, 11:01

Rozmowa z człowiekiem, który jest święcie przekonany, że katolicy modlą się do rzeźb czy obrazów potrafi być niezmiernie frustrująca. Oczywiście dla katolika, bo niekatolik będzie pewien swojej racji, że takie praktyki mają miejsce w Kościele katolickim. Większość takich dialogów jest dość standardowa i poniższy, chociaż fikcyjny, będzie dobrze oddawał taką rozmowę.

- Katolicy są bałwochwalcami, po mają obrazy i rzeźby w domach i kościołach – orzekł niekatolik.

- Tylko, że jeszcze nie dowodzi bałwochwalstwa – odparował członek Kościoła katolickiego.

- Dowodzi, bo katolicy modlą się do tych rzeźb – odparował rozmówca.

- A skąd ty wiesz, że katolicy się do nich modlą?

- Przecież widzę jak się modlą chociażby do obrazu w Częstochowie – obwieścił z triumfem przeciwnik KK.

- Widzisz??? A czy znasz serca i myśli ludzi, którzy modlą się przed obrazem Matki Bożek na Jasnej Górze?

- Nie muszę znać, bo widzę jak modlą się do tego obrazu!

W tym miejscu ręce po prostu opadają z bezsilności i rozpaczy nad poziomem człowieka, który na podstawie „widzę” ocenia to, czy osoba klęcząca przed obrazem modli się do tego obrazu, czy do osoby przedstawionej na obrazie. Buta i przekonanie o własnej nieomylności, które pozwalają takiemu chłystkowi, bo inaczej nie można nazwać osoby wydającej taki werdykt, oceniać na podstawie tego, na co patrzy, że obserwowany człowiek nie modli się do Boga lub świętego, są tak porażające, że trudno to w ogóle wyrazić słowami. To jest po prostu koszmar, jak bardzo niekatolicy tego „gatunku” są zaślepieni przez swoje przekonania na temat KK, że na podstawie „widzę” twierdzą, ze na pewno są w stanie powiedzieć co czyni katolik i do czego się modli.

 

Gwarantowane

13 lutego 2011, 06:00

Jednym z pewników tego świata jest następująca rzecz:

Jeżeli kiedykolwiek napotkasz fanatycznego przeciwnika Kościoła katolickiego, to w rozmowie na temat tego, do kogo kierują swoje modlitwy katolicy, przywoła którąś z modlitw do świętych jako dowód, że nie modlimy się bezpośrednio do Boga.

Oczywiście ignorując chociażby to, że cała Msza Święta, poza jednym wezwaniem do świętych w czasie spowiedzi powszechnej, jest modlitwą skierowaną do Boga. O odmawianej codziennie modlitwie „Ojcze nasz” już nawet nie warto wspominać…

Cześć oddawana obrazom

6 lutego 2011, 21:23

Obrazy stanowią jeden z punktów zapalnych w konfliktach pomiędzy katolikami a osobami, które Kościół katolicki albo zwalczają, albo uważają za największego odstępcę w chrześcijaństwie. Z tejże przyczyny, aby rzucić pewne światło na cześć oddawaną obrazom i rzeźbom w KK, postanowiłem zacytować tutaj fragment orzeczenia II Soboru Nicejskiego dotyczącego właśnie nich:

Wizerunki Chrystusa i jego matki, a także innych świętych, mają być wykonywane i przechowywane, trzeba też otaczać je należnym poszanowaniem i uwielbieniem; nie żeby przypisywano im jakąś boskość lub szczególne własności, z racji których należałoby oddawać im cześć, kierować do nich modlitwy lub pokładać w nich zaufanie, jak czynili to dawniej poganie, obdarzający zaufaniem swych bożków; ale dlatego, że cześć, jaką się im oddaje odnosi się do osób, które one przedstawiają; tak więc całując owe wizerunki, odkrywając przed nimi głowy lub klękając przed nimi, adorujemy Chrystusa i wielbimy jego świętych, bo z ich podobiznami mamy do czynienia.

Cytat za: J.C. Cruz Cudowne wizerunki naszego Pana, Gdańsk 1997

Warto o tym wiedzieć i pamiętać.

Sprawiedliwość?

22 stycznia 2011, 15:09

Czytając forum biblijne trafiłem na taką wypowiedź na temat wyroku potępienia, który skazuje na wieczną mękę w piekle, która stanowiła podsumowanie wywodu mające zaprzeczyć nauczaniu o piekle:

Wieczny niebyt. OK! ;-) Ale, wieczna męka? :-/ To już nie miłość i sprawiedliwość to (…).

Tak sądzę.

Każdy, jak by na to nie patrzeć, posiada prawo do własnej opinii na dany temat. Niezależnie od tego, czy jest stuletnim starcem, który już kiepsko kontaktuje, czy też małym dzieckiem, które niewiele jeszcze rozumie. Nawet wtedy, kiedy błądzi, to nikt tego prawa nie może mu odebrać ani zabraniać wypowiedzi. Inną kwestią jest to, czy wyrażana opinia, tak jak na przykład powyższa, jest prawidłowa. W powyższym przypadku, nawet jeżeli autor zacytowanego tekstu uważa inaczej, jego ocena nauczania o wiecznej męce jest błędna.

Dlaczego?

Autor ma wypaczone przez ludzie sądy poczucie sprawiedliwości. Wydaje mu się, że miłość do innego człowieka i skazanie go na karę trwającą wieczność są nie do pogodzenia. Uważa, jak widać powyżej, że sprawiedliwi i miłujący człowieka sędzia nigdy nie skaże winowajcy na karę, która będzie trwała wieczność. Jak bowiem za czyn w życiu, które jest „małym śladem” w porównaniu z wiecznością, można skazywać na tak „okrutną karę”?

Można. Wynika to właśnie ze sprawiedliwości, a miłość Boga do ludzi nie stoi tutaj na przeszkodzie. Bóg bowiem przestrzegł ludzi przed tym, jaki jest los przewidziany dla tych, którzy się do niego nie nawrócą i zostaną potępieni. Skoro więc ktoś jest świadomy tego, że w razie potępienia będzie skazany na wieczną mękę, to wydany wyrok będzie w pełni sprawiedliwy. Tak bowiem jak morderca skazany na dożywocie bez możliwości wcześniejszego zwątpienia może winić wyłącznie siebie za ten wyrok, tak potępiony może winić wyłącznie siebie. Miłość Boga do niego nie przejawia się bowiem w tym, że oto zamiast skazać grzesznika na wieczną mękę Bóg go unicestwi, ale w możliwości nawrócenia i uzyskania zbawienia do ostatniej chwili jego życia.

Bóg jest miłującym Ojcem, ale zarazem sprawiedliwym sędzią. Sprawiedliwość zaś wymaga wydania sprawiedliwego wyroku zgodnego z obowiązującym prawem, a nie z ludzkim poczuciem sprawiedliwości, które każe skazywać na łagodny wyrok w zawieszeniu.