Po bardzo długim czasie, licząc o chwili premiery, obejrzałem wreszcie ten film. I wiecie… Nie rozumiem nad czym tak pieje z zachwytu większość osób kiedy piszą o przełomowym dziele J. Camerona. Możliwe, że jest przełomowe pod względem zastosowanych animacji, ale… Jedynie w kwestii szczegółowości, albowiem równie piękne krajobrazy wyczarowywano w filmach już wiele razy. Reszta filmu to jedna wielka zrzynka i powtarzanie ogranych motywów w takiej ilości, że potrafiłem z mniejszą lub większą dokładnością przewidzieć co za chwilę wydarzy się na ekranie.
Zarzut nr 1: Obcy
Kosmici o nazwie Na’vi przedstawieni na ekranie, poza wzrostem, kształtem nosa (jakiś taki podobny nozdrzy kotów), kolorem skóry, 4 palcami i „łączem” w warkoczu niczym nie różnią się od ludzi. Zachowanie, obyczaje, język – gdyby ich pozbawić wymienionych cech i umieścić w Ameryce Północnej to każdy wziąłby ich za jakieś indiańskie plemię. Iluzję potęgowała by zwłaszcza skierowana do zabijanych zwierząt prośba o przebaczenie za zadaną im śmierć.
Zarzut nr 2: Fabuła
Schemat ograny do cna: Niechętny żołnierz trafia do odległej placówki, gdzie dostaje zadanie zmieszania się z obecnym tam ludem, niechętnym dla działań podejmowanych przez ludzi z tej placówki. W trakcie swej misji główny bohater przekonuje się, że sprawa wygląda inaczej, niż mu ją malowano, zakochuje się w dziewczynie z infiltrowanego ludu, a następnie wstępnie przechodzi na ich stronę. Na skutek wyjścia na jaw, z jaką misją był posłany, zostaje odtrącony przez lud, do którego musi wrócić w jakiś bardzo spektakularny sposób, aby powieść ich do z góry wygranego boju o wolność. W między czasie giną osoby, o których od pierwszego pojawienia się na ekranie wiadomo, że dla większej dramaturgii i realizmu muszą umrzeć.
Dodatkowym, olbrzymim jak dla mnie zgrzytem, jest wyjawienie paru kluczowych elementów, co sprawia, że kiedy np. ma miejsce rozmowa o wyjątkowo wrednym stworze latającym, który zdołało „osiodłać” zaledwie pięć osób, to wiadomym było, że kiedy wreszcie wyjdzie na jaw szpiegowska misja Jacka i zostanie wykopany z plemienia, będzie musiał dosiąść właśnie tę bestię, aby przekonać obcych do siebie.
Zarzut nr 3: Statek kosmiczny i inne pojazdy, niekoniecznie latające.
Troszkę przykro się o to czepiać, bowiem ogólnie rzecz biorąc to bardzo lubię ujęcia mające miejsce w kosmosie, ale kiedy zobaczyłem na ekranie statek, którym Jack przyleciał na Pandorę, to pomyślałem sobie: Czy ja oglądam jakąś grę komputerową? Zdjęcia co prawda piękne, ale bardziej realistyczne statki kosmiczne można obejrzeć w chociażby w Star Treku. Dno…
Kolejna kwestia, to wszystko inne, co się pojawiało w przestrzeni Pandory i na jej powierzchni. „Śmigłowce” to mieszanka amerykańskich helikopterów szturmowych Apache ( widzianych z boku), śmigłowca transportowego Huey (kabina pasażerska) i pionowzlotów głównego bohatera negatywnego z filmu Iniemamocni (śmigła umieszczone w pierścieniach ochronnych po bokach kadłuba). Patrząc z przodu, zarówno na te mniejsze, jak i na największy transporter, miałem wrażenie, że gdzieś już te latające ustrojstwa widziałem: W filmie Obcy: Decydujące starcie latało sobie bardzo podobne cudo, używane przez kosmicznych Marines jako maszyna desantowo-szturmowa.
Z kolei mechy, czyli maszyny używane przez piechotę do przenoszenia i „ręcznej” obsługi najcięższego uzbrojenia strzeleckiego, zostały, jak by nie patrzeć, zerżnięte częściowo z serii Matrix, a częściowo z powieści Kawaleria kosmosu Heinleina. Oczywiście po drobnych modyfikacjach: W stosunku do matrixowych są mniejsze, mają zakrytą kabinę i nie posiadają zamontowanego na stałe uzbrojenia, zaś porównaniu do opisanych przez Heinleina nie posiadają opancerzenia kabiny pilota, która jest jedynie oszklona.
Zarzut nr 4: Flora i fauna.
Zwierzaki i rośliny, aczkolwiek piękne, to wykazuj zdumiewające podobieństwo do naszej ziemskiej flory i fauny. Graficy najwyraźniej mocno wzorowali się na ziemskich zwierzętach, bo niektóre stworzenia pojawiające się w filmie wyglądają jak krzyżówki szalonego naukowca co dało dość komiczne efekty. Przykładami niech będą tutaj najcięższe stworzenia lądowe, które wyglądają jak połączone ze sobą rekin młot i nosorożec, oraz latające będące krzyżówką motyla z pterozaurami. Intrygującą „wpadką” jest fakt, że chociaż wszystkie stworzenia „wyższe” na Pandorze mają po sześć kończyn, to Na’vi jako jedyni mają ich cztery…
Poważną nielogicznością pozostaje inna kwestia: Kiedy Jack został odłączony od avatara po ataku ziemian na wioskę Na’vi, jego tubylcze ciało pozostało bez opieki przez co najmniej kilka godzin. Jednakże, mimo iż las roił się od różnego rodzaju drapieżników, jego avatar nie został nawet napoczęty przez zwierzęta. Równie dziwne jest to, że chociaż w trakcie pierwszego nocnego spaceru Jack został zaatakowany przez drapieżniki, to na późniejszych etapach „rozwoju osobowości”, żadne zwierzę, poza jednym latającym, nie wpadło na pomysł przerobienia go na obiad.
Podsumowując:
1. Typowa space opera (to akurat nic złego).
2. Ograne wątki.
3. Kolosalne błędy logiczne.
4. Wygląd gry komputerowej.
To wszystko sprawia, że nie żałuję tego, iż odpuściłem sobie wyjście do kina na ten film. Gdybym go tam obejrzał, to potem żal było by mi tych pieniędzy, które wydałbym na bilety.