Posty oznaczone tagiem: protestanci

Bezmyślne kopiowanie

9 listopada 2011, 06:00

W sieci można spotkać wiele blogów o różnej tematyce. Czasem trafiam na nie przypadkowo, a czasem czytuję niektóre regularnie przez dłuższy czas. Jednym z miejsc, do których systematycznie wracam, jest blog pt. blog.protestanci.org prowadzony przez znajomego protestanta. Nie będę go tu reklamował, bo każdy może sobie tam wejść. Zajmę się czymś innym, co na nim zauważyłem, a co jest moim zdaniem symptomatyczne dla wielu antykatolickich apologetów:

Bezmyślne kopiowanie cudzych tekstów.

Dostrzegałem to już od pewnego czasu, ale zawsze wydawało mi się, że to jest marginalne zjawisko występujące wśród najbardziej fanatycznych przeciwników katolicyzmu. Niestety, najnowszy wpis zamieszczony na blogu Przemysława Goli przekonał mnie, że to nie jest dziedzina tylko tych ludzi, którzy zioną nienawiścią do KK. Artykuł, który jest treścią tej publikacji, został przez autora bloga skopiowany ze strony www.rlch.pl. Jednakże z przykrością trzeba stwierdzić, że autorem bloga najwyraźniej kierowała chęć „dokopania” Kościołowi katolickiemu, ponieważ nie sprawdził wrzucanego tekstu pod kątem merytorycznym, a jedynie zadowolił się tym, że stanowi polemikę przeciwko nauczaniu katolickiemu.

Niestety, jak każdy uważny czytelnik, który ma jakieś pojęcie na temat historii, może sam się przekonać, już w pierwszym „autorskim” akapicie tego tekstu mamy zawarte trzy poważne błędy merytoryczne dotyczące historii Kościoła katolickiego:

Chrześcijanie na całym świecie obchodzą różne święta nie wiedząc o tym, że zostały one wprowadzone przez ludzi na przestrzeni wieków i nie maja one nic wspólnego z Biblią. W większości przypadków są z nią sprzeczne.

I tak np. w roku:

 330 r. – wprowadzono kult czczenia zmarłych „świętych” i ich relikwii  
593 r. – papież Grzegorz I wprowadził wiarę w czyściec, dla uzdrowienia finansów kurii rzymskiej poprzez sprzedaż odpustów od kar czyśćcowych.  
1000 r. -ustanowiono uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny

1. Wbrew tezom autora kultu czczenia zmarłych nie wprowadzono w 330 roku (nie wydano wtedy żadnego dekretu), a jego ślady znajdujemy już w Piśmie Świętym, czyli w I wieku, w postaci wezwania św. Pawła do Hebrajczyków w Hbr 13,7, aby rozpamiętywali koniec życia swoich przełożonych, którzy głosili im Słowo Boże. Ponadto wzmianki o tych praktykach mamy u Ojców Kościoła.

2. W przypadku czyśćca mamy błąd merytoryczny i typowe pomówienie. Błąd merytoryczny, tak samo jak w poprzednim przypadku, dotyczy kwestii pojawienia się nauczania (wzmianki mamy już od I wieku) i jego ogłoszenia dogmatycznego. Dodatkowo autor posuwa się do bardzo nieładnego dorzucenia kłamstwa, że celem „wprowadzenia” tej wiary była sprzedaż odpustów. Jednakże już proste zestawienie dat (593 wprowadzenie nauki wg. autora tekstu i 1019 – pierwszy znany odpust) pokazuje, że to jest czysty wymysł.

3. Uroczystość Wszystkich Świętych kształtowała się stopniowo, zaś osateczny kształt, czyli uczczenie wszystkich nieznanych świętych, przybrała 837 roku. Nie było jednorazowego aktu „ustanawiającego” tę uroczystość.

To są błędy z pierwszego akapitu. Potem w tekście jest ich jeszcze kilka, ale jak już pisałem, Przemysławowi Goli nie chciało się nawet sprawdzić dat, które zacytowałem. Co gorsza, jest to częste nie tylko u niego: Jednym z najczęściej przytaczanych jako „dowód” na odstępstwo KK tekstem na forach internetowych jest lista dat, które według autorów odpowiadają terminom przyjęcia różnych rzeczy w Kościele katolickim. Niestety, daty w nich zawarte, pomijając już kwestię poprawności opisów, są również, tak jak powyżej zacytowane, wzięte z sufitu. Jednakże czy ktokolwiek z ludzi, którzy powołują się na ten spis sprawdził, czy te daty są prawidłowe a opisy prawdziwe? Nie. Przecież katolicyzm to odstępstwo, więc jak ktoś przedstawia materiały polemiczne, to na pewno ma rację i nie trzeba ich sprawdzać pod kątem poprawności. Co smutniejsze, to jeszcze nie widziałem, aby ktokolwiek ze współbraci w wierze zwrócił takiemu „apologecie” uwagę, że zanim cytuje, to powinien sprawdzić, czy dany tekst prawdę mówi.

To już jest, tak samo jak wypisywanie niepotwierdzonych niczym oskarżeń o różne niemoralne rzeczy pod adresem księży, prawie reguła: Nie ważne, co autor napisał i na czym się oparł w swoich rozważaniach. Ważne, że występuje przeciwko Kościołowi katolickiemu. Reszta jest nieistotna.

 

Działanie Boga przez przedmioty

8 listopada 2011, 06:00

Osoba, która odrzuca nauczanie katolickie na temat sakramentów, sakramentaliów i relikwii nie może w żaden sposób przyznać, że Biblia przekazuje informację, iż Bóg posługuje się przedmiotami do obdarzania ludzi swoimi łaskami. Musi, bo nie ma innego wyjścia, zaprzeczać ze wszystkich sił tej prawdziwe, ponieważ straci jeden z kluczowych argumentów przeciwko Kościołowi katolickiemu.

Tego zaś, jak dobrze wiemy, nie może uczynić, bo skoro Kościół katolicki naucza prawidłowo tej kwestii, to może mieć również rację w innych kwestiach.

Katarynki: Utrzymywanie się prezbiterów.

4 października 2011, 16:33

W temacie o zarobkach księży na forum biblijnym użytkownik  janwisniewski68 jako „gwóźdź do trumny” w kwestii płac prezbiterów napisał:

Paweł aby móc zapłacić za wynajmowane mieszkanie szył namioty .

To jest tak naprawdę typowa „katarynka”, którą do znudzenia serwują katolikom przeciwnicy utrzymywania się księży z ofiar wiernych. De facto wynika ona z wyrywkowego podchodzenia to tekstu Pisma Świętego, z którego przeciwnicy Kościoła katolickiego biorą oderwane od reszty tekstu fragmenty i interpretują je w oderwaniu od całości Biblii. Jako podstawa omawianego argumentu służy fragment Dziejów Apostolskich, w których pisze na temat św. Pawła, że utrzymywał się z wytwarzania namiotów:

Dz 18:1-3, Biblia Tysiąclecia

(1) Potem opuścił Ateny i przybył do Koryntu. (2) Znalazł tam pewnego Żyda, imieniem Akwila, rodem z Pontu, który z żoną Pryscyllą przybył niedawno z Italii, ponieważ Klaudiusz wysiedlił z Rzymu wszystkich Żydów. Przyszedł do nich, (3) a ponieważ znał to samo rzemiosło, zamieszkał u nich i pracował; zajmowali się wyrobem namiotów.

Oś argumentacji opiera się tutaj na przekonaniu, że skoro św. Paweł pracował, to oczywiście także i prezbiterzy katoliccy powinni pracować w jakimś zawodzie, aby pozyskać środki na swoje utrzymanie. Wszak apostołowie, a zwłaszcza św. Paweł, powinni być jedynym wzorem do naśladowania w każdej dziedzinie życia.

Niestety, tak samo jak w innych przypadkach „obalania” praktyk czy nauk Kościoła katolickiego, tak i w tym przypadku wychodzi na wierzch powierzchowna znajomość Pisma Świętego u przeciwników katolicyzmu lub, co czasem się zdarza, ignorowanie fragmentów Biblii, które zaprzeczają ich tezom. W tym konkretnym przypadku tym ignorowanym/nieznanym fragmentem jest ten:

1 Kor 9,9-15, Biblia Tysiąclecia

(9) Napisane jest właśnie w Prawie Mojżesza. Nie zawiążesz pyska wołowi młócącemu. Czyż o woły troszczy się Bóg, (10) czy też powiedział to przede wszystkim ze względu na nas? Bo przecież ze względu na nas zostało napisane, iż oracz ma orać w nadziei, a młocarz – /młócić/ w nadziei, że będzie miał coś z tego. (11) Jeżeli więc my zasialiśmy wam dobra duchowe, to cóż wielkiego, że uczestniczymy w żniwie waszych dóbr doczesnych? (12) Jeżeli inni mają udział w waszej majętności, to czemuż raczej nie my? Nie korzystaliśmy jednak z tej możności, lecz znosimy wszystko byle nie stawiać żadnych przeszkód Ewangelii Chrystusowej. (13) Czyż nie wiecie, że ci, którzy trudzą się około ofiar, żywią się ze świątyni, a ci, którzy posługują przy ołtarzu, mają udział w /ofiarach/ ołtarza? (14) Tak też i Pan postanowił, ażeby z Ewangelii żyli ci, którzy głoszą Ewangelię. (15) Lecz ja z żadnego z tych praw nie skorzystałem. Piszę zaś to, nie żeby coś osiągnąć w ten sposób. Wolałbym raczej umrzeć niż… Nikt mię nie pozbawi mojej chluby.

Widać w nim dwie ważne rzeczy: Jedną dotyczącą kwestii utrzymywania się prezbiterów (podkreślona), a drugą wyjaśniającą utrzymywanie się św. Pawła z wytwarzania namiotów (pogrubiona).

Jak widać z 1 Listu do Koryntian, opis Dziejów Apostolskich na temat utrzymywania się św. Pawła z wytwarzania namiotów nie jest „nakazem” dla prezbiterów i biskupów, że mają tak postępować. Jest po prostu zapisem tego, co Apostoł Pogan zadeklarował w kwestii z korzystania z ustanowionego przez Pana Jezusa prawa do utrzymywania się z Ewangelii osób, które ją głoszą innym ludziom. Wnioskowanie, że skoro św. Paweł szył namioty, więc prezbiterzy też muszą, jest zwykłym niezrozumieniem tego, co czynił św. Paweł.

 

 

Religia księgi na bis

26 września 2011, 17:47

Po tekście wprowadzającym zasadę sola scriptura jako obowiązującą na forum biblijnym, gdzie do tej pory istniała wolność pod względem argumentowania, jeden z userów napisał takie słowa w komentarzu:

(…) krótko mówiąc: Jedyną prawdą jest BIBLIA. I ja jak najbardziej podzielam to zdanie

On podziela tę prawdą, a ja dostałem kolejny dowód na to, że dla protestantów najważniejsza jest Biblia, co czyni tę wiarę „religią księgi”, a nie „religią Boga”. Trudno nawet powiedzieć, czy osoba wypowiadająca te słowa jest chrześcijaninem, bo chrześcijanin na pytanie co jest prawdą odpowiedziałby: „Jedyną prawdą jest Chrystus.”

W kogo więc, a raczej w co wierzy tamta osoba?

 

Wybielanie

3 grudnia 2010, 09:51

Jak przekonać siebie samego, że Jan Kalwin nie jest winien skazania Miguela Serveta na śmierć?

Wmówić sobie, że…

Diabeł poruszył Serce Sereveta aby dokonał SAMOBÓJSTWA w taki sposób aby oczernić Kalwina! i się UDAŁO


Jedność a „sprawy drugorzędne”

8 listopada 2010, 06:00

Jedność Kościoła jest jednym z ciekawszych tematów, o których można porozmawiać lub porozmyślać. Istnieje tutaj sporo ścieżek, którymi można podążyć w swoich dociekaniach, ale mnie ostatnimi czasy najbardziej uderzyła kwestia jedności, która jest niezależna od „spraw drugorzędnych”. To zaś stało się znowu za przyczyną kolejnej dyskusji w sieci, którą miałem okazję obserwować, a w której kolejny raz wyszedł na wierzch problem jedności chrześcijan i istnienia jednego Kościoła.

Osią mojej zadumy stało się stwierdzenie, że chociaż wyznania protestanckie dzielą się na x różnych odłamów i odłamików, to są one jednością ponieważ w kwestiach ważnych wyznają jedną wiarą, a różnią się między sobą w sprawach drugorzędnych.

Pomyślałem sobie:

Co to za jedność, skoro sprawy drugorzędne powodują powstanie rozłamów? Czy w ogóle to są sprawy drugorzędne, skoro w ich kwestii nie zdołano dojść do porozumienia i powrócić do pełnej jedności wyznań protestanckich?

Szczerość jest cnotą więc nie będę owijał w bawełnę: Czy kwestię, która powoduje rozłam, można w ogóle nazwać mianem „sprawa drugorzędna”?

Nie można.

Jakaś kwestia jest sprawą drugorzędną wyłącznie w przypadku, kiedy można w jej kwestii dojść do jakiegoś wspólnego mianownika i albo w ogóle nie dojdzie do rozłamu, albo daje się przywrócić jedność. Jeżeli dochodzi do rozłamu albo nie można dojść do jedności, to dana kwestia jest sprawą pierwszorzędną. Sprawą tak ważną, że dwie grupy nie chcą się zgodzić na wypracowanie kompromisu, który pozwoliłby na zachowanie lub przywrócenie jedności, ponieważ uważają, że takie decyzje oznaczały by zdradę lub wyparcie się wiary. Drugorzędną kwestią, prawdziwą drugorzędną kwestią, jest na przykład istniejąca w Kościele katolickim różnica w kwestii celibatu między Kościołem rzymskokatolickim a Kościołem grekokatolickim – mimo, że nauczanie w tej kwestii jest odmienne, to nie powoduje to zerwania wspólnoty i rozłamu w Kościele.

Drugi rząd nie dzieli. Drugi rząd zawsze się dopasuje do pierwszego.

Błędne koło – Rozpoznawanie herezji

28 października 2010, 16:04

W komentarzach do wpisu pt. Uwielbienie (muzyczne) cz. 2 na blogu pisanego przez Przemysława Golę, wywiązała się taka krótka wymiana zdań:

Einstein: Jak rozpoznać, czy zbór głosi herezję, skoro twierdzi, że na Biblii się opiera?

Przemysław Gola: Właśnie po to została nam dana Biblia, abyśmy mogli skonfrontować z nią to, co głosi dany nauczyciel.  Po tym poznajemy, że dany zbór głosi herezję, że jego nauczanie nie jest zgodne z Biblią.

E.: Tylko skąd wiedzieć, że to nie ja źle rozumiem Biblię i tworzę herezje na jej podstawie? Może to jednak zbór głosi prawidłowo, a moje rozumienie jest błędne?

P.G.: Porusza Pan ważną kwestię. Mianowicie, czy możemy mieć pewność, że nie popadliśmy w zwiedzenie? Wszak człowiek zwiedziony nie wie, że jest zwiedziony.  To prawda, że człowiek zwiedziony nie wie, że jest zwiedziony. Dlatego mówimy, że  właściwa wiara jest również darem Bożym. To Bóg przez Ducha Świętego otwiera oczy i prowadzi do właściwej wiary tych, nad którymi się zlituje i którzy przyjmą ów dar wiary.  Jednakże jest również czynnik ludzki, który zależy od nas. Mianowicie samo Pismo mówi, jak nie być zwiedzionym przez byle oszustwo ludzkie.

E.: Ja jednak nie pytam o to, jak nie być „zwiedzionym przez oszustwo ludzkie”. Chciałbym po prostu dowiedzieć skąd mam skąd mam wiedzieć, że to nie ja błądzę w swoich interpretacjach Pisma Świętego?

P.G.: Poprzez zapoznanie się z tym Pismem! Myślę, że pytanie jest podobne do: „skąd mam wiedzieć, że nie jestem daltonistą”.

Są tam jeszcze w tym momencie trzy dodatkowe wypowiedzi, ale to co zacytowałem jest już wystarczające, ponieważ widać już tytułowe zatoczenie koła przy rozpoznawaniu herezji.

Protestanci i inni chrześcijanie wywodzący się z tego nurtu odstępstwa od Kościoła katolickiego, żyją w przekonaniu, że Biblia jest wyznacznikiem i „nadrzędną instancją” jeżeli chodzi o tworzenie, uzasadnianie i rozpoznawanie właściwego nauczania. Są także święcie przekonani, że każdy człowiek może wyjaśniać i interpretować teksty zawarte w księgach Pisma Świętego. W efekcie protestantyzm jest jednym z najbardziej podzielonych nurtów chrześcijaństwa, w którym codziennie dochodzi do coraz to nowych podziałów i tworzenia kolejnych wyznań na skutek rozchodzenia się interpretacji Biblii w różnych wspólnotach i wyznaniach protestanckich.

Jednakże, ponieważ każdy chce mieć jakieś poczucie stabilizacji, a sola scriptura daje im ku temu wygodną podstawę uciszającą ewentualne zawahania dobrego samopoczucia co do kwestii właściwego rozumienia Słowa Bożego, powstaje swoiste błędne koło mające na celu wmówienie sobie, że dobrze się czyni odrzucając nauczanie wspólnoty, do której się należy. Jest nim, widoczne w rozmowie zacytowanej powyżej, przekonanie, że „Pismo Święte służy do rozpoznawania herezji”. Oczywiście do rozpoznawania ich nie tylko w zborze, do którego protestant należy, ale także do rozpoznawania ich w swoim własnym myśleniu bez konfrontowania z poglądami innych ludzi, którzy przecież mogą się mylić, a Biblia mylić się nie może.

Na czym polega to błędne koło? Popatrzmy na etapach:

I. Protestant bierze tekst Pisma Świętego i czyta jakiś jego fragment.

II. W/w protestant na podstawie przeczytanego fragmentu dochodzi do określonych wniosków czy nauczania, które przyjmuje za prawdziwe.

III. Celem sprawdzenia, czy dane nauczanie jest prawidłowe, protestant sięga po Biblię i czyta ją w poszukiwaniu potwierdzenia lub zaprzeczenia stworzonej tezie.

Kółko się zamyka.

Czytelnik sam sobie sprawdza błędy w rozumieniu tekstu, który przed chwilą przeczytał, poprzez czytanie tego tekstu. Czy to da jakiś efekt? Mało prawdopodobne. Bardziej realne jest to, że utrwali w sobie przekonanie, że prawidłowo zrozumiał przeczytany tekst, a wszystkie odmienne opinie są po prostu błędne i należy je odrzucić.W efekcie, jeżeli znajdzie jakiś zwolenników dla swoich przekonań, bardzo szybko stworzy kolejne wyznanie, w którym będzie głoszona „jedyna zdrowa nauka, która jest zgodna z Biblią”.

Błędne koło – Kanon Pisma Świętego

20 października 2010, 12:31

W dyskusji na temat kanonu Pisma Świętego, w odpowiedzi na moje słowa na temat rozpoznawania ksiąg natchnionych, z ust jednego z niekatolików padły takie słowa jako wyjaśnienie procesu rozpoznawania czy dana księga jest natchniona:

Nie istnieje coś takiego jak ‘księgi startowe’ z tej racji, że przekaz biblijny należy analizować w świetle jego wszystkich fragmentów, a nie tylko jakiegoś jednego centrum.
Rzecz się przedstawia jak z klockami puzzla, gdzie wszystkie one są równe sobie, a obraz się tworzy dopiero po złożeniu całości. Dlatego kanoniczne księgi nie mogą przeczyć same sobie. Natomiast poszczególne pisma niekanoniczne nie tylko, że przeczą pismom kanonicznym, to dodatkowo przeczą innym pismom niekanonicznym. Mówiąc inaczej, istnieje tylko jedna prawda, a kłamstw jest wiele, które nie tylko zaprzeczają prawdzie, ale również przeczą sobie nawzajem.

Dla wyjaśnienia dodam, że autor powyższych słów wyznaje zasadę, że dana księga jest natchniona w momencie, kiedy jej treść harmonizuje z innymi księgami Pisma Świętego i nie zawiera rzeczy, które są z nimi sprzeczne. Przejdźmy jednak do rzeczy i zajmijmy się rozwikłaniem puzzli.

Przede wszystkim widać, że autor tych słów jest przekonany, że człowiek jest skazany na samodzielne przeszukiwanie wszystkich możliwych pism z I wieku w poszukiwaniu tych, które zostały spisane z natchnienia Bożego. Jednocześnie, chociaż istnieje mnogość pism nienatchnionych, o których można się dowiedzieć, ze zawierają kłamstwa dopiero po zestawieniu ich z pełnym zestawem ksiąg natchnionych, to nie ma żadnego punktu wyjściowego, z którego można by wystartować w celu rozpoznania, czy dane księgi są natchnione.* Jednakże, mimo braku jakiejkolwiek skali na starcie, autor jest przekonany, że porównując ze sobą różne księgi jest w stanie ułożyć kanon ksiąg natchnionych z tych wszystkich przemieszanych tekstów. Oczywiście poprzez zestawienie poszczególnych ksiąg z „wszystkim fragmentami przekazu Biblijnego”.

Ciekawostka polega na tym, że według autora rozpoznawanie ksiąg, które są częscią całego przekazu biblijnego, dokonuje się poprzez zestawienie różnych ksiąg przypisywanych autorom z ST i NT z treścią całego przekazu biblijnego.

Hm… Jak wybrać z koszyka cząstkę jabłka, która ma należeć do kompletnego jabłka, przez zestawienie go z kompletnym jabłkiem, do którego ma ona należeć?

Nie da się. Wyprostujmy więc to wszystko i popatrzmy na zacytowany tekst z właściwej perspektywy, czyli poprzez zestawienie go z tym, kim jest i w co wierzy jego autor.

Fakty są takie, że autor jest osobą, która nie należy do Kościoła katolickiego i odrzuca kanon Pisma Świętego ustalony na synodach w Hipponie i Kartaginie. Dodatkowo twierdzi, że Kościół, któremu jest winien posłuszeństwo w kwestiach wiary przestał istnieć w I wieku i wszystkie późniejsze ustalenia go nie dotyczą. Jednakże, ponieważ przyjął kanon Pisma Świętego od protestantów, nie może się przyznać do tego, ponieważ jest to kanon stworzony przez podmienienie w kanonie przyjętym przez chrześcijan w IV wieku listy ksiąg ST na listę pism uznawanych za pochodzące od Boga przez wyznawców judaizmu. Tym samym musiałby uznać, że to co uznaje za pisma spisane z natchnienia Bożego jest kompilacją ustaleń trzech grup ludzi (katolicy, żydzi i protestanci), którym nie musi być posłuszny. Dlatego, ponieważ nie może się do tego przyznać tak przed sobą, jak i przed innymi ludźmi, upiera się, że konieczne jest badanie tekstów pod kątem kanoniczności, aby stworzyć właściwą listę natchnionych tekstów.

Cały tekst o puzzlach, który zacytowałem na początku wpisu, jest po prostu okłamywaniem siebie i otoczenia, że autor dokonał jakiegoś wyboru ksiąg natchnionych na podstawie zestawiania ich ze sobą i „prawdą biblijną”. Dopisywaniem legendy w celu ukrycia prawdy, że autor nie dokonał żadnego wyboru ksiąg natchnionych, ale po prostu przyjął ustalony przez kogoś w XVI wieku kanon Pisma Świętego i tworzeniem mirażu, że tego nie uczynił.

* Coś jak gdyby wziąć Japończyka, który nic nie wie o  językach słowiańskich i kazań mu wybrać z grupy tysiąca osób, należących do narodów słowiańskich, 100 Polaków na podstawie wypowiadanych słów, bez wcześniejszego podania informacji jak brzmi język polski i inne języki słowiańskie.