Uzasadnienia biblijne
20 marca 2012, 16:53Powiadają, że Biblią można uzasadnić wszystko. Włącznie z nieistnieniem Boga. To jest wyłącznie kwestia dobrania odpowiednich fragmentów Pisma Świętego i zignorowania wszystkiego innego, co zaprzecza tezie, którą chce się obronić.
Jakiś czas temu na przykład pokazywałem, jak jeden z protestantów uzasadniał Pismem Świętym swoje chamstwo w stosunku do katolików (powołał się na Eliasza przy całkowitym ignorowaniu postawy Chrystusa i Apostołów). Innym przypadkiem takiego zachowania jest odrzucanie Sakramentu Pojednania poprzez powoływanie się na wypowiedź faryzeuszów, którzy negowali prawo Jezusa do odpuszczania grzechów, o treści: „Tylko Bóg może odpuszczać grzechy.” W tym przypadku osoby argumentujące w ten sposób ignorują słowa Jezusa i nauczanie apostołów na temat odpuszczania grzechów. Oczywiście takie przykłady można mnożyć. Mnie jednak zaintrygował kolejny przyczynek do takiego podejścia do Pisma Świętego:
Przemysław Gola podczas swojego wykładu, który zatytułował „Wąska droga”, wypowiada się na temat liczebności swojego zboru w kontekście słów Chrystusa z Ewangelii Mateusza:
Mt 7:13-14
13. Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą.
14. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują.
(BT)
Wykładowca widzi w tym uzasadnienie dla tego, że nie spotykają się „na stadionach”, a w małych grupach. Co ciekawe, potwierdzenia dla swojej tezy szuka w przypowieści o siewcy. Wyjaśnia, że brama nie jest wąska, a liczba chrześcijan w zborze mała, z powodu jakichś ograniczeń ustanowionych przez Boga (w przenośni określa je jako „zapory”, „pola minowe” czy „zamki”), lecz z racji na to, że „umysły ludzi są tak spaczone, że nie potrafią do tej bramy wejść”. Dlaczego? Przemysław Gola, a przynajmniej tak wynika z jego słów, za bramę, o której mówi Jezus, uznaje parzyście do Boga i uznanie swojej winy. Jeszcze bardziej interesujące, że w dalszych słowach postanowił najwyraźniej tę bramę mocno poszerzyć, bo głosi, iż to z punktu duchowego punktu widzenia jest ona szeroka, bo wystarczy uwierzyć i nie trzeba niczego czynić, co miało by dopomóc zbawieniu, bo na zbawienie nie da się i nie trzeba zapracować.
Abstrahując od tego, że pan Gola odnosi się do pokutującego w jego środowisku błędnego przekonania o głoszeniu przez Kościół katolicki zbawienia z uczynków, to warto jednak się zastanowić nad dwiema rzeczami:
1. Czy słowa Jezusa z Mt 7,13-14 są stwierdzeniem, że chrześcijan będzie niewielu?
2. Czy brama rzeczywiście jest taka szeroka, bo wymaga jedynie przyjęcia zbawienia „za damo”, a jedynie spaczone myślenie ludzi nie pozwala jej przekroczyć?
Odpowiedź na drugie pytanie jest prosta: Nie. Chrystus, kiedy nauczał, nie mówił, że wystarczy w niego uwierzyć i sprawa będzie załatwiona, a zbawienie zagwarantowane. Jego nauki, co dla protestantów jest nieco problematyczne, zawsze podkreślały ogromne znaczenie tego, jak człowiek postępuje, dla zbawienia. Można by tu przytaczać wiele fragmentów, w których Zbawiciel pouczał nas o konieczności współdziałania człowieka w zbawieniu poprzez czyny, ale to było by przepisywanie praktycznie całej Ewangelii. W mojej ocenie najlepszym przykładem takiego nauczania, w dodatku umieszczonym w kontekście zbawienia, jest 25 rozdział Ewangelii wg. św. Mateusza, a dokładniej rzecz biorąc opis sądu nad ludźmi po powrocie Chrystusa w nim zamieszczony (od 31 wersu do końca rozdziału). Jednoznacznie Jezus określa, że zbawieni będą Ci, którzy wykonywali uczynki miłosierdzia, a ludzie ich nie spełniający trafią na mękę wieczną.
Pierwsze pytanie jest o tyle ciekawsze, że odnosi się do kwestii poruszonej przez pana Golę na samym początku, czyli do niewielkiej liczebności jego zboru. W swoim wykładzie Przemysław Gola, tak jak już wspomniałem, uzasadnił niewielką liczbę członków swego wyznania tym, że Chrystus zapowiedział, że jest to efekt działania „ciasnej bramy”. Tylko czy na pewno to jest mowa o liczebności chrześcijan? Wystarczy przeczytać kontekst fragmentu Mt 7,13-14 aby przekonać się, że to nie jest mowa o tym, czy chrześcijan będzie wielu czy też mało. Fragment odnosi się bowiem do kwestii zbawienia i wymagań, które w tym celu trzeba spełnić, a które są mocno wygórowane. Nie jest, wbrew sugestiom Przemysława Goli, zapowiedzią, że chrześcijanie będą stanowić niewielką grupkę ludzi w społeczeństwie. Jednakże, mimo to, autor kazania posługuje się nim do uzasadniania własnych tez. Najwyraźniej nie jest dla niego istotne, czy fragment rzeczywiście mówi o tym, co mu przypisuje, ważne, że można go naciągnąć pod własne potrzeby.
Niestety, nie jest jedynym protestantem, u którego zauważyłem taką tendencję.
jeśli jest inaczej UDOWDNIJ że KR rozumie dosłownie te slowa Chrystusa.