Posty oznaczone tagiem: prawo

Prawda zabolała

24 października 2011, 12:04

Prawda boli, mówi powiedzenie, i ma całkowitą rację. Ludzie, którzy nie potrafią znieść tego bólu, najczęściej po zderzeniu z prawdą zaczynają się jej wypierać i przeinaczać fakty, aby ten ból zlikwidować. Prawda, którą napisałem na temat zbanowania Lucyfera i mnie na forum biblijnym, przyniosła w efekcie takie działania ze strony Hardiego. Junior Admin zaczął na Mini Czacie tworzyć teksty, które są przeinaczaniem faktów i zawierają nieprawdziwe informacje na temat mojej sytuacji na forum i zbanowania Lucyfera, a które mają wybielić jego działania (vide zrzut ekranu). Co ciekawe, Hardi zamiast napisać swój komentarz pod wpisami, wolał zamieścić go tam, gdzie nie mogę mu bezpośrednio odpowiedzieć, a gdzie nikt mu nie zwróci uwagi, że pisze de facto nieprawdę.

Cóż, wobec tego pozwolę sobie tutaj zacytować te wypowiedzi i je omówić:

[Dzisiaj 1:12] Hardi:  YZ skoro i tak czytasz to forum i cytujesz wybiórczo fragmenty z tego forum na swoim żałosnym blogu to ja mam pytanie: dlaczego w tak perfidny sposób kłamiesz i manipulujesz faktami? Po pierwsze to Lucyfer ani nikt inny nie został zbanowany za wyzanie wiary, ale za groźby, trollowanie itd.

[Dzisiaj 1:16] Hardi:  a po drugie nie jest to prawdą, że tylko nieliczne przypadki były przeciwko tobie, bo było niemal całe forum i tego faktu nie zmienisz, że niemal nikt ciebie tutaj nie chciał bo niszczyłeś to forum tak samo jak niszczysz je będąc po za nim!

Z przykrością muszę stwierdzić, że Hardi zaczął swoją „polemikę” z tym co napisałem we wpisach 20 października 2011 i Jak to jest z wpisami na temat forum biblijnego w niezbyt ładny sposób: Po pierwsze napisał o „wybiórczym cytowaniu” w momencie, kiedy zawsze zamieszczam przy cytatach linki do miejsc, w których cytuję, aby czytelnik mógł sprawdzić „jakość” cytowania i kontekst wypowiedzi. Po drugie, zamiast prezentować od początku fakty, nie mógł powstrzymać się od personalnego walenia po nerkach tekstami o „żałosnym blogu”. W sumie to  akurat nie dziwi, bo pokazanie hipokryzji Hardiego musiało nim solidnie wstrząsnąć, więc trzeba w ewentualnych czytelnikach tego bloga stworzyć negatywne odczucia co do treści tutaj zawartych. Przejdźmy jednak do tego, co jest osią argumentacji Hardiego w jego polemice.

Hardi zadał mi pytanie:

(…)dlaczego w tak perfidny sposób kłamiesz i manipulujesz faktami?

Cóż, ani nie kłamię, ani faktami nie manipuluję. Każdy z cytatów jest opatrzony linkiem do pełnego tekstu wypowiedzi (a czasem także zrzutami ekranu), więc zarzut o manipulację jest de facto nieprawdziwy. Oczywiście Hardi próbuje to pytanie, będące tak naprawdę zarzutem, uzasadnić trzema argumentami:

Po pierwsze to Lucyfer ani nikt inny nie został zbanowany za wyzanie wiary, ale za groźby, trollowanie itd.

Tak się składa, że skopiowałem sobie pierwotną treść uzasadnienia bana Lucyfera, wysłanego o 18:10 20 października, a nawet zrobiłem zrzut ekranu. Zanim je rozszerzono, po opublikowanym tego samego dnia o godzinie 21:51 wpisie 20 października 2011, brzmiało tak:

Po naradzie bana otrzymuje Lucyfer za wprowadzanie zamętu wśród użytkowników forum swoimi dziwnymi wizjami, fałszywymi proroctwami i innymi wymysłami chorego umysłu.

Nie ma w nim, jak każdy może się przekonać, ani słowa o „groźbach karalnych” (w które nie wierzę), trollowaniu czy „itp”. Jest bardzo klarowna i jednoznaczna wypowiedź na temat tego, że ban zostaje przyznany za „dziwne wizje, fałszywe proroctwa i inne wymysły”, okraszona kuriozalnym zarzutem o „wprowadzanie zamętu” i obraźliwą uwagą o „chorym umyśle” tego użytkownika. W czym więc niby skłamałem albo manipulowałem faktami? Teksty o „groźbach karalnych” dodano x godzin po wlepieniu bana (nie wiem nawet kiedy, bo zauważyłem je przedwczoraj wieczorem), a dopiero dzisiaj rano dostrzegłem, że Anna dorzuciła kolejny fragment na temat przewidzianej w Kodeksie Karnym kary a groźby karalne, stwierdzenie, że „Lucyfer dostał tylko BANA” i kolejną obraźliwą uwagę o chorobie psychicznej tego człowieka (zmienione uzasadnienie jest w tym miejscu: post/zrzut, a stare, dla porównania, tutaj: zrzut).

Co bardzo ważne, dorzucony przez Hardiego tekst o groźbach ze strony Lucyfera nie trzyma się kupy. Jak niby zbanowany user miał je przesyłać do tego JA, conajmniej od 18:10 20/10/2011 nie miał możliwości wejścia na forum? Pomijam już to, że Lucyfer żywi przekonanie, iż większość ludzi zginie w zapowiadanym przez niego końcu świata, więc te „groźby”, o ile w ogóle kiedykolwiek je do Hardiego wysłał, były z pewnością zapowiedzią, że Hardi tego końca świata nie przeżyje…

Pozostaje jednak niepodważalnym faktem, że Lucyfer, wbrew tezom Hardiego z Mini Czata, został wyrzucony z forum za poglądy na temat końca świata i jego terminu, a nie „za groźby, trollowanie itd.”. I nic tego nie zdoła zmienić, bo tak właśnie podaje pierwotna, niepoprawiona po moich wpisach na tym blogu, treść uzasadnienia nałożonego bana.

Kolejny podany przeciwko moim wpisom argument Hardiego brzmi:

(…) nie jest to prawdą, że tylko nieliczne przypadki były przeciwko tobie, bo było niemal całe forum i tego faktu nie zmienisz, że niemal nikt ciebie tutaj nie chciał bo niszczyłeś to forum (…)

Jak widać, mamy tutaj tak naprawdę dwie tezy: Pierwsza na temat „niemal całego forum”, które miało być przeciwko mnie, i druga o „niszczeniu forum”.

Odnośnie pierwszej tezy, to kolejny raz przypomniała mi się prawda, którą przekazano mi w firmie, którą obecnie wykonuję: Jak ktoś jest niezadowolony z usług firmy, to na pewno będzie narzekał na forum, zaś osoba zadowolona nie będzie się tam wypowiadać, bo nie widzi takiej potrzeby. Tak samo jest w moim przypadku: To niemal całe forum, o którym pisze Hardi, to wyłącznie osoby, które w taki czy inny sposób zostały przeze mnie ukarane lub napominanie za niestosowanie się do regulaminu czy obowiązków. Użytkownicy, którzy w żaden sposób nie naruszyli regulaminu, nie mieli nic przeciwko mnie. 

Co do drugiej, to „niszczenie forum” zapewne miało polegać na tym, że regulamin nie był dla mnie martwą literą czy też, cytując pewną postać z Piratów Karaibów, „tylko wskazówkami”. Wymagałem przestrzegania każdego punktu, a teksty, które obecnie przechodzą bez żadnej reakcji ze strony JA czy moderatorów lub są „karane” upomnieniami, lądowały w koszu lub były karane ostrzeżeniami. Trudno mi jednak uznać, że to było niszczenie forum, albo że tym niszczeniem była walka o to, aby nie prowadzono na forum jednopozycyjnego „Indeksu Ksiąg Dozwolonych w dyskusjach o Biblii” z Pismem Świętym na liście, czyli łamania prawa ludzi do samodzielnego decydowania o tym, na co chcą się powoływać w rozmowach.

Ostatnia rzecz, o której chciałbym napisać, jest powtórzeniem fragmentu już omówionego z dodatkowym, podkreślonym tekstem:

(…)niszczyłeś to forum tak samo jak niszczysz je będąc po za nim!

To już jest najbardziej zadziwiające, bo doprawdy nie rozumiem, w jaki to niby sposób miałbym niszczyć forum swoimi wpisami na tym blogu. Wpisami, w których komentuję wydarzenia mające tam miejsce, postawę Junior Adminów czy też wykorzystując teksty z wątków jako kanwę wpisów niedotyczących forum. Jeżeli już coś niszczę tymi tekstami, to dobre samopoczucie Anny01 i Hardiego, którzy nie mają teraz żadnej opozycji na forum, która by ośmieliła się wytknąć im publicznie błędy postępowania, nadużywanie uprawnień czy ignorowanie ewidentnych przypadków naruszania regulaminu. Na to jednak nic nie poradzę i nie zamierzam przerywać mojej działalności.

 

Tak nawiasem to stawiam zakład, że Hardi nie odważy się skomentować tego wpisu tutaj, lecz dalej będzie odpowiadał, o ile się na to zdobędzie, wyłącznie na forum. Tam bowiem ja mu nie jestem w stanie odpowiedzieć, a tutaj nie każdy z użytkowników forum zagląda, więc nie dowiedzą się, jak się rzeczywiście sprawy mają.

 

Dodane 26/10/2011:

Tak jak sądziłem, Hardi nie odniósł się w żaden sposób do tego, co napisałem w tym wpisie. Co ciekawe, na forum tego również nie uczynił. Możliwe, że zrozumiał, iż jeżeli napisze coś niezgodnego z faktami, to jego teksty zostaną momentalnie z nimi skonfrontowane w tym miejscu.

 

Hipokryzja

22 października 2011, 23:34

Ze zdumieniem przeczytałem dzisiaj na forum biblijnym poniższą wypowiedź (zrzut ekranu) Junior Admina o nicku Hardi:

(…) nie interesuje mnie to kto jakie ma poglądy, pisać może każdy bez względu na poglądy (…)

Przyznaję, że  to mnie niesamowicie zbulwersowało. Hipokryzja tego tekstu jest tak porażająca, że w sumie dziwi mnie to, iż nikt na forum nie zareagował protestem na jego treść, że to nie jest prawda. Wszak dwa dni temu na forum wlepiono pierwszego bana za poglądy i ich głoszenie (pisałem o tym tutaj) a dzisiaj ten sam człowiek, który ogłosił wlepienie tego bana, stwierdza, że na forum „pisać może każdy bez względu na poglądy”?!

Co za niesamowity tupet… Czy on naprawdę nie widzi hipokryzji, która została tymi słowami obnażona?

W tym momencie zaczynam się nawet cieszyć z tego, że zostałem zbanowany na forum. Nie odpowiadam już bowiem za te przedziwne działania administracji, która najpierw banuje jednego użytkownika za poglądy, a potem w odpowiedzi dla innego stwierdza, że każdy może pisać na forum bez względu na poglądy…

20 października 2011

20 października 2011, 21:51

20 października 2011 roku jest przełomową datą w historii forum biblijnego. W tym dniu, po raz pierwszy w ciągu sześcioletniej działalności, jeden użytkowników został wyrzucony z forum za poglądy i wyznawaną wiarę. W uzasadnieniu (zrzut ekranu) dla „wyroku” napisano :

Po naradzie bana otrzymuje Lucyfer za wprowadzanie zamętu wśród użytkowników forum swoimi dziwnymi wizjami, fałszywymi proroctwami i innymi wymysłami chorego umysłu.

To jest smutna chwila dla forum: Do 18:10 tego dnia na forum biblijnym karano za naruszanie regulaminu forum. Od tej chwili można zostać ukaranym za to, że głosi się rzeczy sprzeczne z tym, co de facto administracja uznaje za słuszne i prawidłowe.

Tak też stało się z Lucyferem.

Ankieta o decydowaniu n-ty raz…

14 października 2011, 12:27

Odpowiedziała mi Anna01, ale nie wiem po co, bo jej pęd do tego, aby łamać prawa innych do decydowania o tym, na co chcą się powoływać, jest mi dobrze znany. Czekam na publiczną wypowiedź agneess.

Anno01, wiem, że to czytasz, więc Ci odpowiadam wprost:

Swój pęd do ograniczania wolności ludzkiej i przekonanie, że masz prawo zmuszać osoby uznające zasadę sola scriptura za błędną do jej stosowania, pokazałaś już wielokrotnie. Nie musisz się powtarzać.

 

Dodane 13:20:

Nike, zapraszam Cię do pisania swoich pytań do mnie w tym miejscu. Na forum, z powodu bezprawnej i stanowiącej nadużycie uprawnień Junior Admina decyzji Anny01 o zbanowaniu mnie, nie jestem w stanie Ci odpisać.

W oparach absurdu

16 grudnia 2010, 21:18

Są takie dni, kiedy mam ochotę rzucić ten świat i poszukać sobie jakiejś miłej pustelni daleko od cywilizacji. Odejść od tego zakłamania i popapranego sposobu myślenia „nowoczesnych” ludzi i schować się przed kretynizmami, które powoli zaczynają dominować w naszej cywilizacji.

Jak się bowiem dowiadujemy z najnowszych doniesień, sąd apelacyjny w Brukseli przyznał dziecku odszkodowanie 430 tys euro za to, że nie przeprowadzono na nim „aborcji terapeutycznej”. Co  bardziej absurdalne, sąd w uzasadnieniu dla wyroku stwierdził, że jego zabicie leżało w „bezsprzecznym i uprawnionym interesie dziecka”. Dlaczego? Ponieważ w dwa lata po narodzeniu okazało się, że cierpi na chorobę genetyczną, zaś w czasie ciąży rodzice poddali córkę badaniom prenatalnym z wyraźnym zaznaczeniem, że jeżeli będzie chora, to ją zabiją.

Horror.

Zamiast posadzić rodziców do paki za zamiar zabójstwa na swoim dziecku, sąd przyznaje dziewczynce ogromne odszkodowanie za to, że na skutek błędnego wyniku badania nie została zamordowana przez swoją matkę i ojca.

Nie powiem już czego można dostać, kiedy czyta się, że zabójstwo chorego dziecka przed narodzeniem to „terapeutyczna aborcja”. Od kiedy bowiem zabicie chorego jest terapią??? Dziwię się, że w Belgii nie zaczęto stosować tej metody leczenia powszechnie, a nie tylko na dzieciach przed narodzinami. Ileż to by bowiem problemów rozwiązało i oszczędziło wydatków, gdyby dokonywać „terapeutycznej eutanazji” na chorych…

„Nie powinien”

29 października 2010, 17:26

W Polsce toczy się dyskusja na temat ustawy o in vitro. Ma ona miejsce w przestrzeni publicznej, ma miejsce w domach. Głosy znajdziemy tak w realu jak i w sieci. Smutną sprawą, o której już zresztą pisałem, są próby ograniczenia prawa niektórych do wypowiadania się tej materii. Dokładniej zaś rzecz biorąc , zakazania Kościołowi katolickiemu wypowiedzi. Jeden z głosów, autorstwa Haereticusa, nawołujących do tego, aby księża i biskupi nie wypowiadali się w kwestii in vitro znalazłem w komentarzach do wpisu pt. „kolejne dobre pytanie„.*

To, że Kościół nie powinien mieszać się do spraw Państwa to jest pewne. Natomiast z całą pewnością ma pełne prawo mieć swoje zdanie i ma także prawo nakładać ekskomunikę. Ma prawo też informować o tym, że tak się stanie, co nie jest wcale zastraszaniem – o czym bredziła dziś pani Środa na antenie TV. Warto by było natomiast, aby panowie w czarnych i purpurowych sukniach, a także ten jeden, który nosi białą, zaczęli słuchać także drugiej strony, bo póki co albo wcale nie dopuszczają jej do głosu, albo zupełnie nie zwracają uwagi na to, co mówi. No ale tak czy siak z cała pewnością nie mają prawa o takich sprawach decydować, bo tu jest Polska a nie Watykan (co im się, niestety, dość często myli)!

Haereticus najwyraźniej zapomniał, że biskupi czy prezbiterzy nie decydują o kształcie prawa polskiego czy ustaw uchwalanych przez polski Parlament. Trudno mi orzec dlaczego tak się stało, że tego nie pamięta, ale dla osób, które mogą słabo znać prawo kanoniczne i inne przepisy dotyczące duchownych, przypomnę, że duchowni nie mogą kandydować na jakiekolwiek urzędy świeckie. Inaczej mówiąc: Nie mogą zostać parlamentarzystami i decydować o kształcie ustawi np. o in vitro. Najwyraźniej jednak dla niego mieszanie się Kościoła do spraw państwa to właśnie wypowiadanie się na temat tego, co się w państwie dzieje i jak się mają ustawy do nauczania i wiary chrześcijańskiej. Trochę to dziwi w świetle faktu, że te słowa zostały napisane przez człowieka, który bardzo mocno i dobitnie stwierdzał, że jest chrześcijaninem.

Zastanawiam się także nad tym, na czym miało by według niego polegać „wysłuchanie drugiej strony” albo „zwrócenie uwagi na to, co mówi” przez Kościół katolicki. Czyżby żywił przekonanie, że ma to być pokiwanie ze współczuciem nad losem „biednych bezpłodnych” i uznanie, że chociaż ta metoda jest wg KK zła, to nie można psuć czyjegoś dobrego samopoczucia i należy zaprzestać głośnego wypowiadania nauczania Kościoła w tej materii? Trudno nie odnieść takiego właśnie wrażenia odnośnie przekonań Haereticusa: Możecie mieć własne zdanie, ale wypowiadajcie je w kościołach, a nie publicznie.

Haereticus jak chce, tak może sobie myśleć – jego wola. Gorsza sprawa jest natomiast taka, że te głosy pojawiają się coraz częściej i coraz bardziej natarczywie, a wielu katolików zaczyna im ulegać i powtarzać. Niestety, dali sobie wmówić, że Kościół rzeczywiście powinien ograniczyć wypowiadanie swojej opinii do własnego podwórka. W dodatku nie powinien zajmować się kwestią np. ustawy o in vitro, bo przecież to jest prywatna sprawa każdego człowieka co o tym myśli i czy będzie z niej korzystał.

Żywię jednak nadzieję i głęboką wiarę, że takich osób będzie niewiele, a biskupi i prezbiterzy nie przestaną głośno i publicznie mówić o tym, co Kościół w danych kwestiach naucza. Nawet wtedy, kiedy idzie „pod prąd”.

.

* Nawiasem mówiąc ten wpis również odnosi się do in vitro, ale autor napisał go w taki sposób i operował takimi argumentami, że po prostu nie wypada go omawiać, bo było by to uznanie, że można tak pisać.

Straszy i szantażuje

19 października 2010, 11:48

Przeczytałem sobie wywiad udzielony Monice Olejnik na antenie Radia Zet przez rzecznika rządu Pawła Grasia w kwestii listu biskupów do parlamentarzystów w sprawie ustawy o in vitro (stenogram). Szczególnie uderzyła mnie poniższa wymiana zdań, która jest tym bardziej ciekawa, że pan Graś uważa się za katolika:

Monika Olejnik: (…) księża mówią, że to jest hipokryzja, bo z jednej strony mówicie, że jesteście katolikami, posłowie mówią o sobie, że są katolikami, a z drugiej strony nie chcą przestrzegać zasad.

Paweł Graś: Ale to pokazuje tylko, jak tak naprawdę trudna i ciężka w niektórych momentach jest praca polityka, bo trzeba podjąć decyzje w sprawach sumienia, w sprawach takich, które bardzo trudno jest w ramy prawne ubrać, każdy z nas będzie podejmował te decyzje w sumieniu, każdy z nas z Najwyższym będzie się rozliczał sam, bez pośrednika, biskupa, który straszy nas ekskomuniką, każdy weźmie to na swoje, każdy z parlamentarzystów weźmie to na swoje sumienie, szkoda, że Kościół nam nie pomaga w tym tylko straszy i szantażuje.

Nie bardzo rozumiem na czym w tym momencie polega ciężar pracy katolickiego parlamentarzysty, skoro „we własnym sumieniu” ma rozstrzygać w kwestię tej ustawy. Dla katolika, który ma właściwie ukształtowane sumienie i Kościół jest dla niego filarem i podporą prawdy, nie ma tutaj trudnego wyboru. Nie ma problemu z podjęciem decyzji co do tego, jak powinna wyglądać ustawa w sprawie in vitro, bo możliwa jest tylko jedna, jedyna odpowiedź w tej materii: Nie. Dlatego, skoro pan Graś uważa się za katolika, to tę odpowiedź powinien znać i powinna być ona dla niego bezdyskusyjna.

Dziwi mnie więc tekst, że list biskupów do parlamentarzystów oraz słowa innego biskupa, w których przestrzega on przed możliwą ekskomuniką, pan Graś odbiera jako „zastraszanie i szantaż”, a nie jako przypomnienie ze strony swoich duszpasterzy co co tego, jaką decyzję powinni podjąć. Widać rzecznik rządu zapomniał, że praca duszpasterzy nie polega jedynie na głaskaniu po główce, ale także czasem na ostrzejszym przypomnieniu, jak wygląda nauczanie Kościoła w danej materii i tym, że ono obowiązuje katolików.

Może pora, aby Paweł Graś przypomniał sobie, że rola biskupów nie ogranicza się tylko do sprawowania uroczystych Mszy Świętych, bierzmowania katolików i wyświęcania prezbiterów?

Tak nawiasem już mówiąc na zakończenie, to patrząc na całokształt wywiadu, to przypuszczam, że dla Pawła Grasia idealna pomoc Kościoła dla parlamentarzystów katolickich w kwestiach ustanawiania prawa miała by polegać na potakiwaniu i mówieniu, że jakiej decyzji by nie podjęli, to będzie ona ze wszech miar słuszna.

Obowiązek

9 października 2010, 11:14

Podoba mi się nowe prawo, które wprowadzono w stanie Missouri:

Ośrodki aborcyjne przez przeprowadzeniem „zabiegu przerwania ciąży” mają obowiązek poinformowania kobiety, że „aborcja zakończy życie odrębnego, żywego człowieka. Dodatkowo muszą to uczynić najpóźniej 24 godziny przed „zabiegiem” i zaproponować pokazanie dziecka na USG.

Cóż, jest to piąty stan, który wprowadził takie prawo. Świadczy to o tym, że coraz więcej osób jest w USA przeciwnych aborcji na tyle, że wprowadzają ustawy stanowe pozwalające na uświadamianie kobiet, które chcą zabić swoje dzieci, że ich czyn jest właśnie zabiciem człowiekiem.  I chociaż prawo federalne się nie zmieniło, to ta ustawa jednak uratuje wiele istnień ludzkich, bo jak pokazuje praktyka świadomość, że zginie człowiek i pokazanie dziecka na USG, najczęściej powoduje zmianę decyzji i rezygnację z tego „zabiegu”.

Żywię nadzieję, że podobne prawo będzie również kiedyś obowiązywać w Polsce.