Posty oznaczone tagiem: prawo

Prawo

4 maja 2012, 06:00

Dura lex, sed… Stop. Człowiek jak się rozpędzi, to słabo myśli. Ja zaś chciałem napisać: Durne prawo, ale prawo.

Dlaczego durne? Ponieważ w przypadku procesu karnego jeżeli sąd nie wyrobi się z wydaniem wyroku w ciągu siedmiu dni od zamknięcia sprawy, to cały proces trzeba zaczynać od początku. Jeżeli więc np. sędzia się rozchoruje i nie go nie ogłosi, to jedziemy od zera.

Kuriozalność tego przepisu tak mnie zdziwiła, że nie wierzyłem, iż taki może istnieć. Sprawdziłem Kodeks Postępowania Karnego i rzeczywistość się potwierdziła:

Art. 411.
§ 1. W sprawie zawiłej albo z innych ważnych powodów sąd może odroczyć w nie wyroku na czas nie przekraczający 7 dni.
§ 2. W razie przekroczenia tego terminu rozprawę prowadzi się od początku.

Rozumiem, że nie można odwlekać wydania wyroku w nieskończoność, ale rozpoczynanie procesu od początku to zdecydowana przesada. W skrajnym przypadku zwykła choroba sędziego może doprowadzić do przedawnienia i uniknięcia przez sprawcę odpowiedzialności za swój czyn.

To prawo powinno być zmienione.

Oskarżono, osądzono, skazano…

18 kwietnia 2012, 06:00

Biskup Paetz: Oskarżony. Osądzony. Uznany za winnego.

Przez gazety i innego typu media. Prokuratura nie postawiła zarzutów, więc i wyroku sądu nie było.

Sprawa biskupa Paetza to kliniczny przykład podejścia mediów i części społeczeństwa do oskarżeń pod adresem księży. Bez oczekiwania na postawienie zarzutów przez prokuraturę, bez prawomocnego orzeczenia sądu, ludzie wydają wyroki w sprawie poważnych oskarżeń zawartych w doniesieniach prasowych czy telewizyjnych. Najwyraźniej wychodzą z założenia, że „gdyby nie był winny, to nie było by takich doniesień”. A jak jest naprawdę? To już niewielu obchodzi.

To mi przypomina inny przypadek, o którym przeczytałem w Gościu Niedzielnym:

Załatwić księdza

W maju minionego roku irlandzka telewizja RTE wyemitowała program o ks. Kevinie Reynoldsie, który, gdy 30 lat temu pracował na misjach w Kenii, miał zgwałcić nieletnią. Widzowie dowiedzieli się, że dziewczyna urodziła dziecko, a ksiądz przez wiele lat wspierał ją finansowo. Ksiądz Reynolds jeszcze przed emisją programu proponował badanie DNA w celu zaprzeczenia ojcostwa. Telewizja jednak odmówiła i nie dając księdzu możliwości obrony, program wyemitowała, w wyniku czego ksiądz został usunięty z parafii. Doprowadził jednak do badania DNA. Dwukrotnie przeprowadzone testy potwierdziły jego niewinność. Władze telewizji przeprosiły księdza i na polubownej zasadzie wypłaciły mu odszkodowanie. (…)

Ciekawe, nieprawdaż? Telewizji nie obchodziła prawda. Ważne było zrobienie sensacji, że ksiądz ma dziecko w Afryce. Księdza, na skutek perfidii redaktorów, którzy nie dali mu się bronić, w efekcie usunięto z parafii. Bogu dzięki, że prezbiter się uparł i jednak udowodnił, że stacja go oczerniła.Stawiam jednak zakład, że kiedy program wyemitowano, to mało kto zajmował się kwestią sprawdzenia, czy ksiądz ma rzeczywiście dziecko czy też o kaczka dziennikarska. Wielu na pewno go osądziło i skazało.

A ilu Polaków osądziło i skazało bp. Paetza? Nie wiem, ale na pewno bardzo wielu.

Kto winien?

27 lutego 2012, 15:41

Zerknąłem sobie dzisiaj na forum biblijne. Dawno mnie tam nie było, więc zastanawiałem się, co tam ciekawego się dzieje. Z dziesiątków wątków, które tam powstały w czasie mojej nieobecności, zaintrygował mnie jeden: Na temat świadectwa Mai Frykowskiej. W nim zaś zadziwiło mnie narzekanie jednego z userów na politykę jednego z wyznań chrześcijańskich odnośnie publikacji ich materiałów filmowych na różnych serwisach. Konkretniej, to w kwestii usunięcia z Yout Tube filmów, które oni wyprodukowali (zrzut ekranu):

Hardi:

najbardziej ucierpiały na tym szczere osoby, bo tylko tacy dawali to na YT, wystarczyło poczytać komentarze tych co umieszczali, konsekwencja tego jest taka, że nie jedno konto z treściami chrześcijańskimi zostało zablokowane, a tym którym nie zablokowali dali półroczny zakaz wklejania filmików dłuższych niż 15 minut. Krótko mówiąc owoc umieszczenia tego świadectwa to spustoszenie i zniszczenie, a stoją za tym autorzy tego filmiku, przykro mi to pisać ale taka jest prawda, są odpowiedzialni za ten stan, to nie świat, ale to wina kościoła, że nie jedno konto z treściami chrześcijańskimi zostało zablokowane

Warto dodać, że Hardi również należy do kręgu osób, którym You Tube nakazało usunięcie świadectwa Mai Frykowskiej z ich profili i dało ostrzeżenie, iż w przypadku dalszego naruszania praw autorskich konto może zostać zablokowane.

Wracając do zacytowanej powyżej odpowiedzi, to trudno nie nabrać przekonania, że dla Hardiego ważniejsze jest rozpowszechnianie czyjegoś świadectwa, nawet jeżeli to łamie prawo, niż stosowanie się do zasad czy regulaminów. Prawo, a zanim portal You Tube, podaje bowiem, że nie wolno zamieszczać w sposób ogólnodostępny materiałów, do których nie ma się praw autorskich (za wyjątkiem cytatów lub małych utworów w ramach opracowań). Wrzucenie na You Tuba czystego filmu, bez dodania czegokolwiek, a potem udostępnienie go dla wszystkich osób stanowi ewidentne naruszenie prawa autorskiego i nie dziwi reakcja portalu, który nakazał usunięcie materiału.

Oczywiście, jak to często bywa w takich przypadkach, Hardi, chociaż naruszył prawo i regulamin, nie uważa, że to on jest winny. Jak to bowiem wina może być po jego stronie, skoro on chciał dobrze? Szuka więc winnych wokół i zrzuca ją tak na świadectwo („owoc umieszczenia tego świadectwa to spustoszenie i zniszczenie”), jak i na wyznanie, do którego dołączyła Maja Frykowska („odpowiedzialni za ten stan, to nie świat, ale to wina kościoła, że nie jedno konto z treściami chrześcijańskimi zostało zablokowane”). Teraz zaś odpowiedzmy szczerze na pytanie: Czy to jest owoc świadectwa i odpowiedzialność tego wyznania?

No jasne, że nie. Wina leży tylko i wyłącznie po stronie osób, które skopiowały świadectwo i wrzuciły je na swoje profile. Nikt inny jej nie ponosi, a zablokowane konta, limity długości filmów czy ostrzeżenia to owoc działania ludzi, którzy dopuścili się naruszenia prawa polskiego i regulaminu portalu You Tube, a nie świadectwa. Łatwiej jednak zrzucać z siebie odpowiedzialność i udawać, że sprawy nie ma, niż przyznać się przed sobą samym do grzechu. Ba! Hardi w swoim pędzie do „oczyszczenia” sumienia napisał coś takiego:

Nie było też nic o żadnych prawach autorskich, nagle teraz po fakcie pojawił się komunikat: „Uwaga! Prawa autorskie do wszystkich materiałów multimedialnych zawartych na stronach Chrześcijańskiego Kościoła Reformacyjnego zastrzeżone. Wykorzystanie tych materiałów możliwe jest wyłącznie za zgodą wydawcy.”

Uwalili szczerych ludzi, stoją za zablokowaniem nie jednego konta YT z treściami chrześcijańskimi, a dopiero później umieścili tekst o prawach autorskich… ehhh sorki, ale na pewno nie wejdę już na nabo-online bo nie lubię hipokryzji i obłudy…

Kuriozalność tego tekstu polega na tym, że nie musi być zamieszczany tekst o prawach autorskich, aby film podlegał ochronie i nie wolno było go publicznie rozpowszechniać. To wynika z ustawy per se i nie ma konieczności zamieszczania tego typu ostrzeżeń. Jest wręcz przeciwnie: Jeżeli film lub inne dzieło wolno rozpowszechniać, to należy zamieścić w nim lub miejscu publikacji stosowne oświadczenie.

Powiadają: Nieznajomość prawa szkodzi. Nie uprawnia także do zwalania winy za własne grzechy na innych ludzi.

 

 

Manipulacja

17 stycznia 2012, 08:00

Przez ostatnie kilka miesięcy śledziłam „sądowe” programy TVN-u, czyli „Sędzia Anna Maria Wesołowska” oraz „Sąd rodzinny”. No cóż, niedługo się już nimi nacieszę, bo stacja postanowiła zdjąć je z ramówki. Ale zaraz zaraz, nie o tym chciałam pisać. Otóż oglądanie ich przysparzało mi czasem bardzo ciekawych obserwacji odnośnie technik manipulacyjnych, które stosowali scenarzyści w/w programów. Szczególnie moją uwagę dwa odcinki „Wesołowskiej”, poświęcone tak palącym i dyskusyjnym kwestiom, jak aborcja i eutanazja.

Zacznę od aborcji. Oskarżonym jest lekarz, który miał przeprowadzić ją nielegalnie u matki piątki dzieci. Wszystko zrobione bardzo schematycznie i stereotypowo. Jest mąż, który w ciągu dziewięciu lat spłodził sześcioro (licząc z nienarodzonym)  potomków, i na dodatek zarabia niewiele mimo że jest przy tym bardzo pracowity. Jest żona, która nie wyrabia już w opiece nad całą gromadką i ma już dosyć. Ponadto są jeszcze: lekarz z poglądem, że każda kobieta ma prawo decydować o swoim ciele; wredna teściowa, która narzeka, że nie może pomóc w wychowywaniu, bo zdrowie jej nie pozwala, ale wygląda całkiem nieźle; no i jest jeszcze siostra żony, czyli osoba, która faktycznie dokonała aborcji. Niby wszystko pięknie. Egoistyczny mąż ośmiela się powiedzieć, że ile spłodzi, tyle jego żona urodzi. Przytłoczona obowiązkami żona, płacze, że usunie każdą następną ciążę, ale że też „to nienarodzone dziecko śni jej się po nocach”. Nic więc dziwnego dla twórców, że musiała szukać pomocy w nielegalnej aborcji.

Tyle na temat odcinka. W momencie, kiedy to oglądałam, przed oczami stanęła mi końcowa scena z filmu „Syndrom”. Dla tych co, nie wiedzą, to dokument o małżeństwie, które kilka lat temu dokonało aborcji farmakologicznej. Przez cały czas filmu opowiadają o tym, dlaczego się na to zdecydowali oraz jakie były konsekwencje tej decyzji. Na koniec oboje udają się na grób-pomnik dzieci, które zmarły przed urodzeniem. I wtedy ona patrzy z bólem w oczach, a on zaczyna płakać. Nie, nie pomyliłam się, płacze mężczyzna. Wcześniej też stwierdzają kilka bardzo istotnych rzeczy: „To, co wydaje się nam nieszczęściem, może być tak naprawdę szczęściem.”, „Myślałam: po co dzieci? Ważniejsze są inne sprawy. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, co tak naprawdę tracimy.”

Druga sprawa – eutanazja. I znowu mamy schematyzm i stereotypy. Młoda kobieta oskarżona o zabicie ciężko chorej babci swojego męża. Oczywiście postawiona jest naprzeciwko całej rodziny tegoż męża, a nawet jego samego. Wszyscy okazują się być samolubni, egoistyczni, nikt się chorą nie interesował, a wszyscy czatowali na jej majątek. Tylko oskarżona zajmowała się nią niczym rodzona wnuczka, i jak się okazało, zabiła na wyraźną prośbę staruszki oraz przekonana, że robi to z miłości. Pojawił się też list zmarłej z podziękowaniem za dokonanie tego „czynu miłości”. Przerażające jest to, że co prawda według wyroku ona została skazana, bo sama przyznała się do winy, ale z odstąpieniem od wykonania kary. Na dodatek głos przyjaciółki ofiary stwierdzającej, że „nikt nie rozumie starych ludzi” oraz że w chorobie można powiedzieć coś takiego, czego nie powiedziałoby się wcześniej.

Zwolennicy eutanazji, jak się okazuje, potrafią być wyjątkowymi hipokrytami. Żeby nie rzucać słów na wiatr, przytoczę tutaj tekst Franciszka Kucharczaka:

Magdalena Środa przejechała się w GW po min. Rostowskim za „barbarzyńskie i haniebne” rozporządzenie zezwalające na usypianie starych psów, wysłużonych przy wykrywaniu narkotyków. Nie przekonuje jej powołanie się przez ministerstwo na „definicje eutanazji”. „Ileż to ludzi w Polsce usypia swoje zwierzęta, mówiąc o ich starości, gdy tak naprawdę nie chcą się już nimi opiekować. Mało kto jakoś dostrzega, że zwierzę, tak jak człowiek, ma prawo do godnej starości” – pisze Środa. W 2009 r. ta sama Środa namawiała do eutanazji ludzi: „W Polsce za często okazuje się szacunek dla życia ludzkiego, piętrząc zakazy i nakazy, zamiast realnie pomagać. Tymczasem nasze społeczeństwo się starzeje, technika idzie do przodu, niedługo wielu z nas może się zmierzyć z problemem godnej starości czy umierania”.

Tak na marginesie, to dzisiejszy odcinek tez był ciekawy, ale z innych względów. Na zajawkach wyglądało na to, że wśród świadków pojawi się ksiądz korzystający z usług prostytutki. Okazało się jednak, że było wprost przeciwnie, bo spotykał się z nią, bo chciał jej pomóc i namawiał na porzucenie tego procederu. Bez komentarza.

Zespół Downa

18 listopada 2011, 06:00

W Danii i Włoszech przestały rodzić się dzieci z zespołem Downa. Lekarzom w tych państwach udało się doprowadzić do wyeliminowania tego problemu ze społeczeństwa.

Powstaje oczywiście ważne pytanie: W jaki sposób to osiągnięto?

Niestety, wbrew nadziejom, które rodzi ten zerowy odsetek narodzin dzieci chorych na zespół Downa, nie osiągnięto tego za pomocą jakichś lekarstw, które usuwają skazę genetyczną jeszcze w łonie matki. Problem „rozwiązano” dużo bardziej prozaicznie, posługując się następującą procedurą:

1. Poczęcie.

2. Badania prenatalne.

3. Zabicie nienarodzonego dziecka w momencie, kiedy badania wykażą zespół Downa.

De facto nie mamy więc rozwiązania problemu, ale jego zamiatanie pod dywan i pozbywanie się poprzez zamordowanie osób dotkniętych chorobą. Oczywiscie, jak mniemam, w ramach „miłości” i dbania o „jakość życia”, która gwałtownie pogorszy się w rodzicie „zmuszonej” do opieki nad chorym dzieckiem.

Nie wiem jak was, ale mnie ogarnia przerażenie na samą myśl o tym, że taka sytuacja może zaistnieć także w Polsce. Niestety, polskie prawo dopuszcza zabicie dziecka przed narodzeniem w przypadku wykrycia ciężkiej choroby, więc jest to całkiem możliwe, że dołączymy do listy państw z „wyleczonym” zespołem Downa. Potem zaś, kto wiem, może w podobny sposób rozwiążemy problem innych chorób?

Przeraża mnie myśl o tym, do czego może doprowadzić obecna ustawa na temat aborcji w kwestii chorych dzieci (inne aspekty chwilowo pomijam). Nie możemy mówić, że to tylko gdybanie, bo zagrożenie, iż wprowadzi ona tylnymi drzwiami eugenikę, jest całkowicie realne (vide Dania i Włochy). Powinniśmy najszybciej jak to możliwe doprowadzić do zmiany tej ustawy i wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji.

Zaczyna się

12 listopada 2011, 06:00

Zmiana ustawy o zapobieganiu przemocy w rodzinie miała być, tak przynajmniej twierdzą jej twórcy, skierowana przeciwko patologiom. Niestety, zgodnie przewidywaniami krytyków, jest wykorzystywana przeciwko ludziom, którzy wymierzają zwykłe klapsy: Dali dziecku klapsa, teraz grozi im więzienie.

Zaznaczam, że nie jestem zwolennikiem fizycznego karania dzieci, ale ten proces, to początek do dojścia do stanu, który obecnie istnieje w Szwecji: Rodzice nie mają żaden kontroli nad dziećmi.

Teraz za ukaranie dziecka klapsem można zostać skazanym na więzienie. Jutro, kto wie, może posłowie wprowadzą kolejną poprawę do ustawy o zapobieganiu przemocy i zakażą karanie dziecka w jakikolwiek sposób?

Przyszłość to pokaże, ale na moje oko nie zapowiada się ona zbyt różowo.

 

Sprawiedliwośc po protestancku

10 listopada 2011, 10:14

Odbyłem właśnie rozmowę na PW (zrzut ekranu) na forum Protestanci.info z jednym z tamtejszych Junior Adminów na temat naruszenia regulaminu przez jedną z moderatorek o nicku Bea:

Yarpen Zirgin:

Uprzejmie proszę o wyciągnięcie konsekwencji wobec moderatorki Bea, która w postcie http://forum.protestanci.info/viewtopic.php?p=212045#212045 napisała pod moim adresem poniższe, totalnie dla mnie obraźliwe, pomówienie:

Bea:

Czynisz , robisz i jeszcze tu propagujesz magie! – przedmioty uzdrawiające, uwalniające od demonów.
Ty jako Yarpen możesz sobie wierzyć w co chcesz ale nie propaguj magii na forum chrześcijańskim wmawiając innym , że tego uczy Biblia.

Podkreślenia moje.

Lash:

Ignor :D

Yarpen Zirgin:

Hm…

Lista przewinień i wartość ostrzeżeń.
§ 3.
Obrażanie użytkowników na Forum = 1

Lash:

Hm
Obrazanie jest zdefiniowane.
To ze ty sie czujesz urazony nie świdczy o obrźliwości.
MNIE TOWJE WYPOWIEDZI też obrazaja i obrazaja intelekt większości ludzi :( a mimo to nie punktuję ciebie …
Pamietaj to ty jesteś tu warunkowo :)

Ciekawa sprawiedliwość: Chociaż Bea właśnie naruszyła regulamin oskarżając mnie o złamanie I przykazania poprzez praktykowanie i propagowanie magii, to Lash nie widzi w tym naruszenia regulaminu. Trochę to dziwne, bo przecież, jak by nie patrzeć, to jednak jest to poważne i bardzo obraźliwe stwierdzenie pod adresem chrześcijanina. Powstaje w tym momencie pytanie: Co Bea musiała by napisać pod moim adresem, aby ten Junior Admin uznał, że ona naruszyła regulamin? Trudno powiedzieć, bo w ostatnim zdaniu Lash napisał bardzo znamienne słowa: Pamietaj to ty jesteś tu warunkowo :)

Nie da się tego odczytać inaczej niż: Zamknij się i siedź cicho nawet jak ktoś łamie regulamin i Cię obraża, bo jak będziesz podskakiwał, to wylecisz z forum.

Tak nawiasem, to jak widzicie, Lash twierdzi, że to ja obrażam go swoimi wypowiedziami, które także obrażają „intelekt większości ludzi”. Tylko mnie bardzo interesuje to, któreż to wypowiedzi go obrażają tak bardzo, że nie będzie reagował na obraźliwe teksty napisane pod moim adresem… Obawiam się, że jednak ich już mi nie wskaże*.

Dodane o 12:20:

Dostałem odpowiedź (zrzut ekranu):

Wiesz mnie naprawdę towje osobiste problemy obchodza tylko tyle ze mogę się modlić o twoje narwócenie… :/
Natomiast to że ktos mówi ze naruszacie pierwsze przykazanie to cóż … wiesz ze to Protestanckie przkonanie.
Tak samo jak katolickie przekonanie jest takie że nie jestesmy KOSCIOŁEM i nas to obraża.
to co próbujesz zrobic to cenzurowac wypowiedzi panie Yarpen :)
więc Bye bye

Niestety, jak widać, potwierdziło się to co napisałem wcześniej: Według Lasha wyrażenie „protestanckiego przekonania” o praktykowaniu przeze mnie magii nie stanowi naruszenia regulaminu. Nie ma w tym, jak sami widzicie w jego odpowiedzi, niczego obraźliwego, gdy ktoś kogoś oskarża o łamanie I przykazania. Powstaje pytanie, czy gdybym ja napisał, ze Lash praktykuje magię np. podczas chrztu, to też by uznał, że to tylko katolickie przekonanie, więc nie ma w tym dla niego niczego obraźliwego.

Tak nawiasem, to „genialne” jest obrażanie się Lasha za stwierdzenie, że protestanci nie są Kościołem. Kuriozum polega na tym, że sami protestanci stwierdzają, że nie ma „Kościoła protestanckiego”, a teraz Lash uznaje takie twierdzenia za obraźliwe. G’woli wyjaśnienia, to Kościół katolicki uznaje za Kościoły niektóre wspólnoty protestanckie (te, które spełniają odpowiednie wymogi). Jednakże, jak widać, tego Lash nie dostrzega, bo nie mógłby się „obrażać” za to, że jego odłamiku (NewFrontiers), nie uznajemy za Kościół z racji na niespełnianie tychże kryteriów bycia Kościołem. Co ciekawsze, to jak mnie pamięć nie myli, Lash sam uznaje swoje wyznanie za Zbór, a nie za Kościół.

 

 

*Wysłałem do niego taki tekst:

Jeżeli nie widzisz obraźliwości pomówienia o naruszenie I przykazania, to ciekawe co nim według Ciebie będzie.

Aha, wskaż mi, Lash, wypowiedź, w której personalnie Cię obraziłem.

Jawne naruszenie regulaminu przez JA

4 listopada 2011, 00:01

Zanim Administracja zablokowała wczoraj osobom niezarejestrowanym dostęp do MiniCzata i działów forum biblijnego, w których jest dostępny między innymi Regulamin, coś mnie natchnęło i skopiowałem wczorajszego ranka te dwa wpisy Hardiego z MiniCzata:

[Dzisiaj 2:35] Hardi:  a więc to nie dobra robota pilota tylko te dwa kłaki które ponoć należały do K. Wojtyły… żenada na maxa… średniowiecze…

[Dzisiaj 2:38] Hardi:  moje włosy działają jeszcze lepiej, bo jak leciałem to dzięki nim podwozie się wysunęło i nie było zagrożenia, więc jak widać działają lepiej niż KW ;-) nie tylko chronią, ale i zapobiegają :-D

Są one pierwszym „komentarzem” (zrzut ekranu) tego Junior Admina do informacji na temat tego, że ksiądz na pokładzie Boeinga 767, który lądował awaryjnie na brzuchu na Okęciu kilka dni temu, miał przy sobie relikwie błogosławionego Jana Pawła II w postaci jego dwóch włosów. Hardi, jak każdy z was sam może się przekonać, wykazał się niesamowitą „delikatnością” i „taktem”, pomijając już kwestię imienia, kiedy określił cenne dla katolików włosy Jana Pawła II mianem „kłaków” (kwestię podważania oryginalności włosów już pomijam).

Gdyby jeszcze zatrzymał się na tym chamstwie, bo inaczej nie można nazwać takiego zachowania, to jeszcze można by mu to wybaczyć, bo „nie wie co czyni” z racji na zaślepienie „niechęcią”, delikatnie mówiąc, do Kościoła katolickiego. Jednakże, jak sami widzicie, to mu nie wystarczyło. Musiał dodać prześmiewczy tekst na temat swoich własnych włosów, czym dopuścił się ewidentnego naruszenia poniższego punktu regulaminu forum (podkreślenia moje, wskazujące co dokładnie złamał ten Junior Admin):

7. Nie wolno czynić złośliwych, ironicznych oraz ośmieszających uwag pod czyimś adresem lub w odniesieniu do wyznawanych przez kogoś zasad moralnych i prawd wiary.

Zgłosiłem to do Właścicielki forum i czekam na jej reakcję. Może wreszcie dostrzeże, że Hardi dawno już przekroczył granicę, po której powinna wyciągnąć względem niego konsekwencje, i zacznie działać, aby ustawić go do pionu.