Posty oznaczone tagiem: Kościół Katolicki

Konstytucja Apostolska „Anglicanorum coetibus”

10 sierpnia 2010, 06:00

Konstytucja Apostolska „Anglicanorum coetibus” odnośnie do tworzenia Ordynariatów Personalnych dla Anglikanów nawiązujących pełną komunię z Kościołem katolickim to tekst do poczytania dla wszystkich, którzy o niej słyszeli, ale jeszcze nie mieli okazji tego uczynić.

Zapraszam.

Osobista wiara…

9 lipca 2010, 08:33

Wśród wielu dyskusji, które kiedykolwiek przeczytałem, znalazłem taką wypowiedź:

dla mnie katolicyzm (…) to nie osobista wiara a uczestnictwo w obrzędach

Pomijając już krzywdzącą opinię na temat wiary katolików, która nie dość, że jest błędna, to w dodatku oparta na pojedynczym przypadku, to uderzyło mnie stwierdzenie „osobista wiara” w kontekście przynależności do Kościoła katolickiego. Przyznam, że nie jest to pierwszy przypadek, kiedy je widzę, ale dopiero dzisiaj tak naprawdę uderzyła mnie jego absurdalność.

Zostawmy na chwilę wszystkie wezwania różnej maści kaznodziejów protestanckich skierowane do katolików abyśmy nawrócili się do Boga i zaczęli w niego wierzyć, i pomyślmy nad samym określeniem „osobista wiara”. Słowo „wiara” jest naturalne i nie ma się co go czepiać. Intrygujące jest słowo „osobista”. Słownik Języka Polskiego podaje nam takie znaczenia tego słowa:

1. «odnoszący się do danej osoby»
2. «dokonany przez daną osobę»

W zestawieniu wychodzi lekkie masło maślane, ponieważ wiara, czy się tego chce czy nie, jest zawsze czynem danej osoby i albo się wierzy, albo się nie wierzy. Nikt nie jest w stanie wierzyć za myślącego i świadomego swoich pragnień człowieka.

Takie hasła to slogany, które mają po prostu zrobić wrażenie na kimś stojącym z boku. To przejaw „oceniania” wiary innych osób, w dodatku negatywnego, które ma tak naprawdę podbudować własne ego: „Patrzcie, ja wierzę osobiście, a ci tam nie wierzą, bo…”. Zwykłe dyskredytowanie katolików przez dodanie przymiotnika przed słowem „wierzę”. Tworzenie mirażu, że w Kościele katolickim nie jest możliwa wiara w Boga, a jak ktoś jest katolikiem, to wierzyć nie może, bo przecież skoro są obrzędy, to nie ma tam miejsca na wiarę.

Wiecie, kiedy przeczytałem ostatni akapit, to kolejny raz przypomniała mi się pewna przypowieść, którą cytuję ku przestrodze dla wszystkich myślących, że katolicy nie wierzą „osobiście” w Boga:

Lk 18:9-14 Bp „Tym, którzy siebie uważali za sprawiedliwych, a innymi pogardzali, powiedział taką przypowieść: -(10) Dwóch ludzi weszło do świątyni, aby się pomodlić: jeden był faryzeuszem, a drugi celnikiem.(11) Faryzeusz stojąc tak się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem taki jak inni ludzie: złodzieje, krzywdziciele, cudzołożnicy, albo jak ten oto celnik.(12) Poszczę dwa razy w tygodniu, daję dziesięciny ze wszystkiego, co nabywam.(13) A celnik stanął z daleka i nie śmiał nawet oczu podnieść do nieba, ale bił się w piersi mówiąc: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu.(14) Powiadam wam: Ten odszedł do domu bardziej usprawiedliwiony niż tamten. Bo kto się wynosi, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.”


„Nie ma prawa…”

7 czerwca 2010, 11:08

Wracając do kwestii in vitro, warto zauważyć, że wszelkie organizacje i osoby, które promują tę metodę rozmnażania i tworzą peany wychwalające ją pod niebiosa, równocześnie usiłują ograniczyć prawa przeciwników do wypowiadania się na jej temat. Szczególnie dotyczy to Kościoła katolickiego, który jednoznacznie i bezkompromisowo wypowiada się o niej w sposób negatywny pokazując sprzeczność między jej stosowaniem a przestrzeganiem nauczania Bożego.

Jednakże… Czy rzeczywiście Kościół nie powinien wypowiadać się na temat tej metody i ograniczyć się do wypowiadania na tematy np. Chrystusa czy nieba?

Pomyślmy logicznie: Wiara stawia przed człowiekiem określone wymagania, które pochodzą od Boga. Nie tylko dotyczące tego, w co ma wierzyć, ale także odnośnie jego postępowania. Teraz powstaje kwestia tego, czy istnieje jakikolwiek aspekt życia ludzkiego, w którego przypadku można powiedzieć, że „wiara go nie dotyczy”?

Jak na moje oko, to nie ma niczego, o czym można by tak powiedzieć.

Wszystko bowiem, co przeżywamy, co myślimy, co czynimy będzie podlegało ocenie w czasie sądu szczegółowego i będzie ujawnione na Sądzie Ostatecznym. Nie ma niczego, o czym Bóg powie: „To Mnie nie dotyczy, więc ten fragment pominiemy i nie będziemy się nim zajmować”.

Dlatego też Kościół ma pełne prawo do oceny metod leczenia czy innych praktyk lekarskich pod kątem zgodności z nauczaniem Boga i Jego wymaganiami. Ma pełne prawo powiedzieć, że jakaś metoda jest nieetyczna i niezgodna z moralnością chrześcijańską, bo to jeden z celów jego działania, aby przestrzegać ludzi przed popełnieniem grzechu.Do tego został powołany i tę posługę sprawuje nawet wtedy, kiedy jacyś maniacy chcą mu zamknąć usta i uciszyć ten głos sumienia.

Taka tam lista tematów…

7 maja 2010, 11:13

Istnieją takie kwestie, na które dyskusja z ich oponentami jest z góry skazana na niepowodzenie. To, czy wytoczy się najcięższe działa, najbardziej logiczne i potwierdzone faktami argumenty, czy wskaże się jednoznaczne fragmenty Pisma Świętego, jest w nich bez znaczenia. Po prostu interlokutor jest tak zamknięty na przekazywane informacje, że nic, co by zaprzeczało jego przekonaniom, nie ma szans na przebicie się do jego świadomości.

Można nawet stworzyć długą listę takich tematów.

Temat nr. 1: Wiara w jednego Boga w trzech Osobach, czyli Trójca.

Praktycznie każda dyskusja faktycznie kończy się niepowodzeniem już na pierwszym etapie, czyli próbie przekazania informacji, że wierzący w Trójcę wierzy w jednego Boga. Tutaj nie pomaga nic. Żadne przytaczanie dokumentów, tekstów opracowań, katechizmów itd. Ba! Nawet osobiste świadectwo, że wierzy się tylko w jednego Boga nic nie znaczy. Dlatego, nawet jeżeli dojdzie do prezentacji podstaw z Pisma Świętego dla tej wiary, ta dyskusja jest z góry przegrana – każdy argument jest odrzucany automatycznie, bo przecież „trynitarianin wierzy w trzech Bogów”.

Temat nr. 2: Zakaz czynienia rzeźb i obrazów, czyli protestanckie II przykazanie.

Temat, który jak królik z kapelusza, wyskakuje w wielu różnych rozmowach pomiędzy katolikami, a członkami wyznań protestanckich i pochodnych protestantyzmu. Czasem daje się przekonać rozmówcę, że fragment Wj 20,4-6 nie został przez Kościół katolicki usunięty z Dekalogu, ale częściej interlokutor, patrząc na formułę katechetyczną, zapiera się rękami i nogami, jak katarynka powtarza mantrę: „Nie ma, nie widzę”.

Temat nr. 3: Bezżenność księży.

Nie ma pamiłuj: „Księża są zmuszani do bezżenności i koniec!”. Wolny wybór, świadomość wymagań, ślubowanie Bogu – bez znaczenia. Chrystus i św. Paweł – oni nie mają racji, kiedy wskazują na wartość bezżenności dla Królestwa i służby Bogu. Niech się wali, niech się pali, niech osoby duchowne mówią, że wstąpili na tę drogę z własnej woli i dobrowolnie złożyli ślubowanie pozostania bez żony/męża, to i tak niczego nie zmienia. „Zmuszanie” stanowi „dogmat”, więc nawet jak fakty zaprzeczają jego słuszności, to tym gorzej dla faktów.

Temat nr.4: Kanon Pisma Świętego i księgi deuterokanoniczne.

Choćby przytaczać dekrety synodów z IV wieku, pisma Ojców i papieży, Dekret soboru Trydenckiego, to i tak przeciwnik Kościoła katolickiego będzie się upierał, że 7 ksiąg deuterokanonicznych zostało dołączonych do Pisma Świetego dopiero w XVI wieku. Z równym uporem będzie twierdził, że określenie „wtrórnokanoniczne” mówi o tym, że te księgi zostały uznane za natchnione w drugiej kolejności, chociaż w rzeczywistości oznacza ono, iż pochodzą z kanonu aleksandryjskiego.

To tylko czery przykłady z dużo dłuższej listy… Może kiedyś napiszę ją do końca.

Katarynka nr. 3: Ofiara Mszy Świętej.

13 lutego 2010, 06:00

W dyskusji na temat Mszy Świętej jeden z protestantów wypowiedział do katolika następujące słowa:

Prosze, zechciej zrozumiec, ze to,co uczynil na Golgocie Jezus, NIE MOZE BYC PONAWIANE, czy jakos inaczej ofiarowane Bogu przez prezbiterow. Ofiara Pana jest NIEPOWTARZALNA I WYSTARCZAJACA, a to co sie dzieje na mszach nie ma sie nijak do nauczania Pisma Sw.

Kataryneczka przepiękna, ponieważ nie jest możliwym, aby do świadomości takich osób przebiła się prosta informacja, że Msza Święta jest tą samą ofiarą, co złożona przez Chrystusa na krzyżu. Dokumenty Kościoła, gdzie jest to jasno i czarno na białym pokazane, można spokojnie sobie odpuścić. Tacy ludzie doskonale „wiedza”, że Msza to „ponowienie” ofiary Chrystusa, więc nie ma co próbować dyskusji, aby ich przekonać, że jest inaczej.

Szkoda czasu.

Grzechy

1 grudnia 2009, 10:46

Jednym z najczęstszych argumentów przeciwko Kościołowi katolickiemu, którymi są bombardowani katolicy przez wojujących apologetów protestanckich, jest wskazywanie na grzechy tej czy tamtej osoby lub grupy osób. Nie potrafię już policzyć sytuacji, kiedy słyszałem teksty, że „Inkwizycja zrobiła to i tamto”, „ten i ten biskup to uczynił takie złe rzeczy, a już tamten ksiądz to w ogóle wcielenie szatana”. Zdarzało mi się również słyszeć lub czytać świadectwa, że oto ktoś porzucił Kościół, bo zetknął się z jakimś grzesznym kapłanem. Ogólnie rzecz biorąc: Kościół katolicki nie jest Kościołem Chrystusa, bo katolicy grzeszą.

Powyższa metoda „argumentacji” jest wybitnie wredna, ponieważ działa na psychikę człowieka i manipuluje jego przekonaniami zasiewając wątpliwość: „Skoro Kościół założył Chrystus, do niemożliwym jest, aby jego członkowie popełniali aż takie grzechy.” Trudno jest się jej oprzeć.

Oczywiście zwykła znajomość Pisma Świętego wystarcza do pokazania, że jest to błędna teza, ponieważ nawet za Apostołów chrześcijanie dopuszczali się grzechów (włącznie z próbami okłamania Ducha Świętego). Jednakże ostatnio zrozumiałem dlaczego w moim przypadku takie informacje o popełnionych przez kogoś grzechach powodują jedynie smutek i żal, a nie obrzydzenie do Kościoła.

Sprawa jest prosta: Nigdy nie przejmowałem się, ani dłużej nie zatrzymywałem nad złem popełnionym przez innych ludzi. Człowiek jest człowiekiem, a ja nie odpowiadam za grzechy innego człowieka. Po co więc tracić czas na rozmyślanie i deliberowanie nad grzechami popełnionymi przez innego katolika? Taplanie się w cudzych grzechach nie przyczynia się do mojego rozwoju.

Tak na zakończenie warto się zastanowić nad tym, że skoro każdy grzeszy, to twierdzenie, że Kościół katolicki nie jest Kościołem Chrystusa, a są nim wyznania protestanckie, jest pozbawione sensu z racji na to, że protestanci również grzeszą. Wszak nie można przykładać innej miarki do KK, a innej do wyznań protestanckich, nieprawdaż?

Anglicanorum coetibus

13 listopada 2009, 08:16

9 listopada, AD 2009 – dzień, w którym opublikowano konstytucję Anglicanorum coetibus, regulującą kwestię powracania całych grup anglikanów do Kościoła Katolickiego.

Nie będę streszczał tekstu konstytucji, ponieważ uczyniono to już w wielu miejscach, zaś każdy może przeczytać ją na portalu, do którego wrzuciłem link. Nie ma po co. Nie będę pisał też o znaczeniu tej konstytucji dla życia Kościoła.

Wyrażę jedynie nadzieję, że wojujący protestanci ją przeczytają i postarają się zrozumieć. Mam również nadzieję, że zrozumieją, że rzeczy dziejące się na łonie anglikanizmu, które skłaniają całe grupy anglikan do przejścia do Kościoła Katolickiego, mają miejsce także w protestantyzmie. Aczkolwiek wątpię, że dzisiaj przyjmą do wiadomości, iż katolicyzm to jednak wiara chrześcijańska, to chciałbym aby wiedzieli, że w Kościele Katolickim zawsze na nich czekamy i z radością przyjmiemy.

Tak samo jak anglikan.

Dignitas Personae

3 października 2009, 06:00

Dokument, który powinien przeczytać każdy, kto interesuje się kwestią in vitro oraz tego, dlaczego Kościół katolicki jest przeciwny stosowaniu tej metody „leczenia” niepłodności.

Instrukcja Dignitas personae

dotycząca niektórych problemów bioetycznych