Posty oznaczone tagiem: Kościół Katolicki

Cześć oddawana obrazom

6 lutego 2011, 21:23

Obrazy stanowią jeden z punktów zapalnych w konfliktach pomiędzy katolikami a osobami, które Kościół katolicki albo zwalczają, albo uważają za największego odstępcę w chrześcijaństwie. Z tejże przyczyny, aby rzucić pewne światło na cześć oddawaną obrazom i rzeźbom w KK, postanowiłem zacytować tutaj fragment orzeczenia II Soboru Nicejskiego dotyczącego właśnie nich:

Wizerunki Chrystusa i jego matki, a także innych świętych, mają być wykonywane i przechowywane, trzeba też otaczać je należnym poszanowaniem i uwielbieniem; nie żeby przypisywano im jakąś boskość lub szczególne własności, z racji których należałoby oddawać im cześć, kierować do nich modlitwy lub pokładać w nich zaufanie, jak czynili to dawniej poganie, obdarzający zaufaniem swych bożków; ale dlatego, że cześć, jaką się im oddaje odnosi się do osób, które one przedstawiają; tak więc całując owe wizerunki, odkrywając przed nimi głowy lub klękając przed nimi, adorujemy Chrystusa i wielbimy jego świętych, bo z ich podobiznami mamy do czynienia.

Cytat za: J.C. Cruz Cudowne wizerunki naszego Pana, Gdańsk 1997

Warto o tym wiedzieć i pamiętać.

Wiara i politycy

8 stycznia 2011, 06:00

„Kościół nie ma prawa mieszać się do polityki.”

Hasło, które napisałem powyżej, słyszałem już dziesiątki razy. Było by pół biedy, gdyby wypowiadali je tylko ateiści. Niestety, równie często słyszałem je od osób wierzących i praktykujących. Szczególnie wtedy, kiedy Kościół, przez usta jakiegoś biskupa lub prezbitera, negatywnie wypowiadał się na temat postępowania lub poglądów poszczególnych partii czy konkretnych polityków.

„Nie wolno im tego robić” – grzmią oburzeni piewcy liberalizmu, ateizmu, wsztystkowolnizmu i innych krytykowanych przez Kościół poglądów, które są sprzeczne z nauczaniem i wiarą chrześcijan.

Niby dlaczego „nie wolno”? Się bo to piewcom tych tez nie podoba? Ich problem.

Kościół powinien głośno i jednoznacznie wypowiedzieć się na temat polityków rządzących w Polsce. Jasno i jednoznacznie napiętnować publicznie tych, którzy deklarując się jako katolicy nie przestrzegają i nie stosują się do nauczania Kościoła. Z ambony, nawet jeżeli jakaś grupa wiernych będzie oburzona, należy wyczytywać tych spośród rządzących, którzy katolikami są tylko z nazwy, a nie z przekonań.

I wara od tego wszystkim piewcom „KK nie wolno mieszać się do polityki”, bo we własnych świątyniach mamy prawo do tego, aby prezbiterzy i biskupi dawali nam wyraźne wskazówki co do tego, który polityk jest katolikiem nie tylko z nazwy. Takie samo prawo mamy do tego, aby z tych ambon piętnowali tych spośród nas, którzy do Kościoła przynależą siłą bezwładu.

„Kto spożywa niegodnie…”

13 listopada 2010, 11:03

Na forum PROTESTANCI znalazłem nowy zarzut wysunięty pod adresem Mszy Świętej sprawowanej w Kościele katolickim:

Dzisiejsza msza w KK to oprócz czytania Pisma Świętego, to jeden wielki stek bzdur. Najpierw ksiądz cytuje słowa Jezusa”…róbcie to na moją pamiątkę”, a jak ktoś chce iść do komunii, to najpierw wysyłają go do spowiedzi! Pytam, jakim prawem decydują o tym!!! Czy Jezus tez kazał Apostołom się wyspowiadać, zanim rodał chleb i wino?

Jedną z rzeczy, które nieodmiennie mnie bawią od dłuższego czasu, jest powtarzana przez osoby, które piszą zarzuty takie jak powyższy, teza, że doskonale znają tekst Pisma Świętego i treść nauczania katolickiego. Jednakże nie o tym miała być mowa, co uznają takie osoby. Autor tego zarzutu postawił konkretne pytanie: Jakim prawem księża nakazują najpierw się wyspowiadać, a dopiero potem przystępować do Komunii Świętej? Pytanie istotne, bo kryjące w sobie dwie rzeczy, z których jedna jest widoczna dla wszystkich, a druga ukryta w podtekście.

To, co każdy jak mniemam widzi, jest sprawą podstawową: Wymóg godnego, czyli z czystym sumieniem, przystępowania do Komunii. Autor ma najwyraźniej trudność z zaakceptowaniem tego, że ktoś powiedział jasno i jednoznacznie, że nie każdy może spożywać Ciało i Krew Chrystusa. Buntuje się. Tymczasem, jak w wielu przypadkach, wystarczy poczytać Pismo Święte, aby spostrzec, że przestrogę przed niegodnym spożywaniem Eucharystii sformułował już w I wieku św. Paweł w swoim 1 liście do Koryntian:

1 Kor 11,20-28

20 Tak więc, gdy się zbieracie, nie ma u was spożywania Wieczerzy Pańskiej. 21 Każdy bowiem już wcześniej zabiera się do własnego jedzenia, i tak się zdarza, że jeden jest głodny, podczas gdy drugi nietrzeźwy. 22 Czyż nie macie domów, aby tam jeść i pić? Czy chcecie znieważać Boże zgromadzenie i zawstydzać tych, którzy nic nie mają? Cóż wam powiem? Czy będę was chwalił? Nie, za to was nie chwalę! 23 Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb 24 i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: «To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to na moją pamiątkę». 25 Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: «Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę». 26 Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie. 27 Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. 28 Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. 29 Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije.

Tu jest właśnie podany powód, dla którego księża i biskupi „gonią” wiernych do spowiedzi przed przystąpieniem do Komunii Świętej – wersy 27 i 29, a dokładniej zawarta w nich wina i wyrok za spożywanie Ciała i Krwi Chrystusa w sposób niegodny. Zaś właśnie przystąpienie do Stołu Pańskiego z grzechem ciężkim na sumieniu jest jednym ze sposobów na to, aby spożywać Ciało i Krew Zbawiciela bez zważania na nie.  Przed tym właśnie chcą ustrzec wiernych ich duszpasterze.

Niestety są osoby, tak jak autor przytoczonego na wstępie zarzutu, którym nie bardzo się to podoba z racji na to, co jest ukrytą w podtekście sprawą: „Ja nie mam zamiaru nikomu opowiadać o tym, co uczyniłem złego. Nikt z ludzi nie ma prawa o tym wiedzieć i się o to dopytywać!”  Typowy, wielokrotnie już przeze mnie obserwowany bunt przeciwko Sakramentowi Pojednania. Bunt podwójnie przykry do oglądania, bo tak jawne odrzucanie łaski od Boga, łaski uzyskania odpuszczenia grzechów, trudno jest  oglądać bez smutku.

To jest już jednak materiał na inny wpis.

Jedność a „sprawy drugorzędne”

8 listopada 2010, 06:00

Jedność Kościoła jest jednym z ciekawszych tematów, o których można porozmawiać lub porozmyślać. Istnieje tutaj sporo ścieżek, którymi można podążyć w swoich dociekaniach, ale mnie ostatnimi czasy najbardziej uderzyła kwestia jedności, która jest niezależna od „spraw drugorzędnych”. To zaś stało się znowu za przyczyną kolejnej dyskusji w sieci, którą miałem okazję obserwować, a w której kolejny raz wyszedł na wierzch problem jedności chrześcijan i istnienia jednego Kościoła.

Osią mojej zadumy stało się stwierdzenie, że chociaż wyznania protestanckie dzielą się na x różnych odłamów i odłamików, to są one jednością ponieważ w kwestiach ważnych wyznają jedną wiarą, a różnią się między sobą w sprawach drugorzędnych.

Pomyślałem sobie:

Co to za jedność, skoro sprawy drugorzędne powodują powstanie rozłamów? Czy w ogóle to są sprawy drugorzędne, skoro w ich kwestii nie zdołano dojść do porozumienia i powrócić do pełnej jedności wyznań protestanckich?

Szczerość jest cnotą więc nie będę owijał w bawełnę: Czy kwestię, która powoduje rozłam, można w ogóle nazwać mianem „sprawa drugorzędna”?

Nie można.

Jakaś kwestia jest sprawą drugorzędną wyłącznie w przypadku, kiedy można w jej kwestii dojść do jakiegoś wspólnego mianownika i albo w ogóle nie dojdzie do rozłamu, albo daje się przywrócić jedność. Jeżeli dochodzi do rozłamu albo nie można dojść do jedności, to dana kwestia jest sprawą pierwszorzędną. Sprawą tak ważną, że dwie grupy nie chcą się zgodzić na wypracowanie kompromisu, który pozwoliłby na zachowanie lub przywrócenie jedności, ponieważ uważają, że takie decyzje oznaczały by zdradę lub wyparcie się wiary. Drugorzędną kwestią, prawdziwą drugorzędną kwestią, jest na przykład istniejąca w Kościele katolickim różnica w kwestii celibatu między Kościołem rzymskokatolickim a Kościołem grekokatolickim – mimo, że nauczanie w tej kwestii jest odmienne, to nie powoduje to zerwania wspólnoty i rozłamu w Kościele.

Drugi rząd nie dzieli. Drugi rząd zawsze się dopasuje do pierwszego.

Uderz w pasterza…

2 listopada 2010, 15:27

…a rozproszą się jego owce.

Słowa Chrystusa, wypowiedziane prawie dwa tysiące lat temu, bardzo mocno wracają do mnie każdego dnia, kiedy widzę w mediach kolejne ataki na prezbiterów i biskupów Kościoła Katolickiego. Coraz to nowe oskarżenia, żądania i powtarzanie tych samych zarzutów tworzą miraż niesamowitej deprawacji duchownych katolickich.

Po co?

Prosta odpowiedź: Jeżeli uda się w czyimś umyśle zaszczepić obraz zdeprawowanego duchowieństwa, to taka osoba przestaje wierzyć księżom i biskupom, a w efekcie także traci zaufanie co do słuszności przekazywanego nauczania i norm moralnych. Wtedy zaś jest już bardzo łatwo taką osobę przemalować na liberalny tok myślenia i akceptację wszelkich wynaturzeń i rzeczy sprzecznych z nauczaniem chrześcijańskim. Owca, której zaufanie do pasterza zostało zniszczone, poszuka sobie innego.

„Nie powinien”

29 października 2010, 17:26

W Polsce toczy się dyskusja na temat ustawy o in vitro. Ma ona miejsce w przestrzeni publicznej, ma miejsce w domach. Głosy znajdziemy tak w realu jak i w sieci. Smutną sprawą, o której już zresztą pisałem, są próby ograniczenia prawa niektórych do wypowiadania się tej materii. Dokładniej zaś rzecz biorąc , zakazania Kościołowi katolickiemu wypowiedzi. Jeden z głosów, autorstwa Haereticusa, nawołujących do tego, aby księża i biskupi nie wypowiadali się w kwestii in vitro znalazłem w komentarzach do wpisu pt. „kolejne dobre pytanie„.*

To, że Kościół nie powinien mieszać się do spraw Państwa to jest pewne. Natomiast z całą pewnością ma pełne prawo mieć swoje zdanie i ma także prawo nakładać ekskomunikę. Ma prawo też informować o tym, że tak się stanie, co nie jest wcale zastraszaniem – o czym bredziła dziś pani Środa na antenie TV. Warto by było natomiast, aby panowie w czarnych i purpurowych sukniach, a także ten jeden, który nosi białą, zaczęli słuchać także drugiej strony, bo póki co albo wcale nie dopuszczają jej do głosu, albo zupełnie nie zwracają uwagi na to, co mówi. No ale tak czy siak z cała pewnością nie mają prawa o takich sprawach decydować, bo tu jest Polska a nie Watykan (co im się, niestety, dość często myli)!

Haereticus najwyraźniej zapomniał, że biskupi czy prezbiterzy nie decydują o kształcie prawa polskiego czy ustaw uchwalanych przez polski Parlament. Trudno mi orzec dlaczego tak się stało, że tego nie pamięta, ale dla osób, które mogą słabo znać prawo kanoniczne i inne przepisy dotyczące duchownych, przypomnę, że duchowni nie mogą kandydować na jakiekolwiek urzędy świeckie. Inaczej mówiąc: Nie mogą zostać parlamentarzystami i decydować o kształcie ustawi np. o in vitro. Najwyraźniej jednak dla niego mieszanie się Kościoła do spraw państwa to właśnie wypowiadanie się na temat tego, co się w państwie dzieje i jak się mają ustawy do nauczania i wiary chrześcijańskiej. Trochę to dziwi w świetle faktu, że te słowa zostały napisane przez człowieka, który bardzo mocno i dobitnie stwierdzał, że jest chrześcijaninem.

Zastanawiam się także nad tym, na czym miało by według niego polegać „wysłuchanie drugiej strony” albo „zwrócenie uwagi na to, co mówi” przez Kościół katolicki. Czyżby żywił przekonanie, że ma to być pokiwanie ze współczuciem nad losem „biednych bezpłodnych” i uznanie, że chociaż ta metoda jest wg KK zła, to nie można psuć czyjegoś dobrego samopoczucia i należy zaprzestać głośnego wypowiadania nauczania Kościoła w tej materii? Trudno nie odnieść takiego właśnie wrażenia odnośnie przekonań Haereticusa: Możecie mieć własne zdanie, ale wypowiadajcie je w kościołach, a nie publicznie.

Haereticus jak chce, tak może sobie myśleć – jego wola. Gorsza sprawa jest natomiast taka, że te głosy pojawiają się coraz częściej i coraz bardziej natarczywie, a wielu katolików zaczyna im ulegać i powtarzać. Niestety, dali sobie wmówić, że Kościół rzeczywiście powinien ograniczyć wypowiadanie swojej opinii do własnego podwórka. W dodatku nie powinien zajmować się kwestią np. ustawy o in vitro, bo przecież to jest prywatna sprawa każdego człowieka co o tym myśli i czy będzie z niej korzystał.

Żywię jednak nadzieję i głęboką wiarę, że takich osób będzie niewiele, a biskupi i prezbiterzy nie przestaną głośno i publicznie mówić o tym, co Kościół w danych kwestiach naucza. Nawet wtedy, kiedy idzie „pod prąd”.

.

* Nawiasem mówiąc ten wpis również odnosi się do in vitro, ale autor napisał go w taki sposób i operował takimi argumentami, że po prostu nie wypada go omawiać, bo było by to uznanie, że można tak pisać.

Dogmat a aksjomat

20 sierpnia 2010, 11:07

Krótki dialog o argumentach i dogmatach miedzy mną, a osobą podpisującą się nickiem Biblia Start24, przy okazji omawiania dwóch pseudo argumentów, które w zamierzeniu miały obalać nauczanie o Trójc :

YZ: Tutaj mamy przykłady „argumentów”, które powstają na kanwie tego, co podają antytrynitarne teksty jako treść nauczania o Trójcy.

BS24: Bo oni maja argumenty. Pan ich nie może mieć bo to DOGMAT. (…) czy rozumnie Pan słowo DOGMATYCZNE? Proszę wybaczyć ale nie przyjmuje twierdzeń bez dowodów. Tym sie różnimy

Jak łatwo zauważyć, mój rozmówca żyje w przekonaniu, że dogmat jest czymś w rodzaju aksjomatu: Zdaniem, które zostało przyjęte na zasadzie, że jest tak oczywiste, iż nie wymaga żadnego uzasadnienia. Katolik ma obowiązek je przyjąć bez zadawania pytań o argumenty, które za nim przemawiają, bo niepodważalną prawdą jest fakt, że nie ma niczego, co by dany dogmat potwierdzało i stanowiło jego podstawę.

Cóż, jedynym, co stanowi w tym momencie niepodważalną prawdę jest nieco inna rzecz: Biblia Start24 jest w błędzie odnośnie tego, czym jest dogmat. Zresztą nie tylko on, ale również sporo innych osób, z którymi miałem kiedyś okazję rozmawiać na tematy prawd wiary Kościoła katolickiego. Niestety, przekonanie, że skoro jakaś prawda wiary jest dogmatem, to nie ma dowodów, które by ją potwierdzały, jest dość częste. Nic bardziej błędnego.

Dogmaty, wbrew takim przekonaniom, nie są spisywane na zasadzie „fajnie brzmi, to spisujemy dogmat”. Każda spisywana prawda wiary posiada solidne uzasadnienie, które stanowi podstawę dla określenia, że jest prawidłowa i niezbędna do zbawienia. Bez tego w żadnym przypadku ani sobór, ani papież nie może ogłosić żadnego nauczania jako dogmatu. Żeby nie być gołosłownym, to zapraszam do zapoznania się z dokumentem, który ogłaszał jako dogmat nauczanie o Wniebowzięciu Najświętszej Marii Panny: Konstytucja apostolska Munificentissimus Deus. W długim dokumencie gros tekstu stanowi przedstawienie uzasadnienia i podstaw dla dogmatu, zaś sam dogmat został zapisany praktycznie jednym zdaniem.

Krótko mówiąc:

1. Katolik ma wierzyć w każdą prawdę wiary podawaną mu przez Kościół, nawet jeżeli sam nie zna uzasadnienia.

2. Każda prawda wiary posiada uzasadnienie, na podstawie którego została spisana, nawet jeżeli komuś wydaje się, że takie uzasadnienie nie istnieje.


Konstytucja Apostolska „Anglicanorum coetibus”

10 sierpnia 2010, 06:00

Konstytucja Apostolska „Anglicanorum coetibus” odnośnie do tworzenia Ordynariatów Personalnych dla Anglikanów nawiązujących pełną komunię z Kościołem katolickim to tekst do poczytania dla wszystkich, którzy o niej słyszeli, ale jeszcze nie mieli okazji tego uczynić.

Zapraszam.