Posty oznaczone tagiem: katolicy

„Przecież widzę…”

3 marca 2011, 11:01

Rozmowa z człowiekiem, który jest święcie przekonany, że katolicy modlą się do rzeźb czy obrazów potrafi być niezmiernie frustrująca. Oczywiście dla katolika, bo niekatolik będzie pewien swojej racji, że takie praktyki mają miejsce w Kościele katolickim. Większość takich dialogów jest dość standardowa i poniższy, chociaż fikcyjny, będzie dobrze oddawał taką rozmowę.

- Katolicy są bałwochwalcami, po mają obrazy i rzeźby w domach i kościołach – orzekł niekatolik.

- Tylko, że jeszcze nie dowodzi bałwochwalstwa – odparował członek Kościoła katolickiego.

- Dowodzi, bo katolicy modlą się do tych rzeźb – odparował rozmówca.

- A skąd ty wiesz, że katolicy się do nich modlą?

- Przecież widzę jak się modlą chociażby do obrazu w Częstochowie – obwieścił z triumfem przeciwnik KK.

- Widzisz??? A czy znasz serca i myśli ludzi, którzy modlą się przed obrazem Matki Bożek na Jasnej Górze?

- Nie muszę znać, bo widzę jak modlą się do tego obrazu!

W tym miejscu ręce po prostu opadają z bezsilności i rozpaczy nad poziomem człowieka, który na podstawie „widzę” ocenia to, czy osoba klęcząca przed obrazem modli się do tego obrazu, czy do osoby przedstawionej na obrazie. Buta i przekonanie o własnej nieomylności, które pozwalają takiemu chłystkowi, bo inaczej nie można nazwać osoby wydającej taki werdykt, oceniać na podstawie tego, na co patrzy, że obserwowany człowiek nie modli się do Boga lub świętego, są tak porażające, że trudno to w ogóle wyrazić słowami. To jest po prostu koszmar, jak bardzo niekatolicy tego „gatunku” są zaślepieni przez swoje przekonania na temat KK, że na podstawie „widzę” twierdzą, ze na pewno są w stanie powiedzieć co czyni katolik i do czego się modli.

 

Daleki Bóg?

9 września 2009, 06:00

Wiecie, to dziwne, jak często słyszę oskarżenie, że katolicy uczynili Boga tak dalekim od siebie, że potrzebują pośredników w postaci kapłanów i świętych, którzy by przekazywali modlitwy Bogu. Zarzut, że nasz Bóg jest nieprzystępny i dlatego bardziej czcimy Marię i częściej zwracamy się do niej, niż do Boga.

Jestem nim po prostu niewymiernie zdumiony w świetle tego, co nauczamy na temat Eucharystii. Jak bowiem można mówić, że czynimy Boga odległym od siebie, skoro nauczamy i wierzymy, że Syn Boży, obecny duchowo tam, gdzie dwóch lub trzech spotyka się w Jego imię, staje się z Ciałem, Duszą i Bóstwem obecny pod postacią chleba i wina w czasie Mszy Świętej? Nauczamy i wierzymy, że spożywamy jego Ciało i Krew, przez co przymujemy Go pod tymi postaciami do swego serca?

Bliżej Boga to już da się przebywać wyłącznie w niebie.