Zimowe refleksje o klimacie
12 lutego 2010, 15:21Patrzę tak sobie za okno, obserwuję padający śnieg i zastanawiam się nad klimatologami i tym, z jak wielką pewnością wypowiadają się na temat zmian w klimacie naszej staruszki Ziemi.
Może i nasza planeta jest niewielka w porównaniu z wielkością wszechświata, ale na skalę ludzką pozostaje olbrzymia. Olbrzymia i niezliczona jest również ilość czynników, które mają wpływ na to, jak wygląda klimat na naszej planecie, tak globalny jak i lokalny. W tym kontekście dość dziwnym wydają się opinie naukowców na temat tego, czy następuje jakakolwiek zmiana. Jeszcze dziwniejsze i pełne pychy stają się prognozy opisujące zmiany i kształt klimatu za lat kilkadziesiąt.
Pomyślcie sami: Na czym opieraja się naukowcy, którzy wypowiadają takie prognozy?
Na pomiarach.
Słusznie. Tylko na podstawie jakich pomiarów, z jakiego okresu i jak wykonanych?
Tu zaczynają się schody. Pomiary, chociaż wykonywane już od długiego czasu, różnią się w sposób bardzo drastyczny i spada ich dokładność i wiarygodność im bardziej w przeszłość się cofamy. O ile jeszcze kilkanaście, może kilkadziesiąt lat temu były one wykonywane z dużą dokładnością, to jednak o pomiarach z początku XX czy z XIX wieku nic pewnego nie możemy powiedzieć. Ba! Nie obejmują one swoim zasięgiem takiego terenu jak dzisiejsze. To wszystko sprawia, że nie można na ich podstawie budować obrazu klimatu np. w XIX wieku. Dają bowiem wycinkowe dane, obarczone jednak dużym błędem, na temat zmian pogody na ściśle określonym terenie, a nie obraz globalny.
Tak nawiasem mówiąc, to nawet dzisiejsze pomiary dają zaledwie fragmentaryczne dane. O ile bowiem możemy obserwować przepływ powietrza na całej planecie (satelity), to jednak nie możemy tego samego uczynić z wodą, rozkładem temperatur itd. Wnioskowanie więc, że oto dokładnie znamy klimat naszej planety jest cokolwiek nieuzasadnione.
W świetle tego wszystkiego przestaje być dziwne wycofywanie się rakiem i w atmosterze afery niektórych uczonych z prognoz na temat postępujących zmian naszego klimatu i zapowiedzi dotyczących np. topnienia lodowców na skutek „globalnego ocieplenia”. Jeszcze niedawno przewidywano chociażby stopienie się lodowców w Himalajach do roku 2035 i podawano tę datę praktycznie jako pewnik. Dzisiaj już nikt tak nie mówi, natomist uczony, który tę prognozę wypowiedział, ze wstydem musiał się z niej wycofać.
Mam takie ciekawe przeczucie, że za kilkadziesiąt lat nikt już nie będzie pamiętał strachu przed efektem cieplarnianym, natomiast wszyscy będą znacząco pukali się w głowę wspominając zmarnowane pieniądze i naiwność ludzi, którzy w niego uwierzyli.