Kto tu kogo utrzymuje?

5 kwietnia 2012, 22:00

Mój proboszcz przekazał swoim podopiecznym bardzo ważną informację:

„To nie państwo utrzymuje Kościół katolicki. To Kościół utrzymuje państwo polskie.”

Obrazoburcze? Nie bardzo. Dowcip, jak zwykle, tkwi w szczegółach. Tym razem w tym prostym fakcie, że Kościół katolicki to nie są sami księża. To jest ogół wszystkich katolików.

W Polsce katolicy stanowią ponad 90% społeczeństwa. W efekcie większość podatków, które są odprowadzane do budżetu, pochodzą z kieszeni katolików. To zaś sprawia, że to KK utrzymuje RP.

Nowa zakładka w menu

3 kwietnia 2012, 13:38

Jeżeli ktoś czyta regularnie mojego bloga, to dzisiaj zauważył nową zakładkę w górnym menu: „Apologetyka”. Zasadniczo jej cele wyjaśniam w artykuliku wstępnym, do którego prowadzi kliknięcie w jej pierwsza pozycję, ale chciałem zaznaczyć jeszcze jedną rzecz:

Te artykuły nie będą wyczerpywać tematów, bo nie zasadniczo nie są w stanie. Nawet duże, książkowe opracowania przeznaczone dla osób szukających pomocy w dyskusjach z antykatolickimi apologetami nie są w stanie tego uczynić. Z bardzo prozaicznej przyczyny: Nie jest możliwe przewidzenie wszystkich wariacji argumentów, które zostaną w dyskusji przedstawione jako „dowody winy” Kościoła katolickiego.

To zaś sprawia, że artykuły będą przedstawiać główną oś argumentacji, której zasadniczo należy się trzymać i nie dać z niej zbić. Wystarczą do zamknięcia ust początkującemu apologecie, który postanowi nawracać z katolicyzmu na protestantyzm, baptyzm, adwentyzm, jehowityzm czy inne wyznanie bazujące w większym lub mniejszym stopniu na odrzucaniu wiary katolickiej. W przypadku napotkania zaawansowanego „nawracacza” proponuję po prostu przerwać rozmowę i pójść swoją drogą w celu pogłębienia wiedzy na temat wiary i nauczania Kościoła katolickiego, a moje artykuły wykorzystać jako wskazówkę co do kierunku poszukiwań.

 

 

 

Moralność Kalego n-ty raz…

2 kwietnia 2012, 06:00

Forum Protestanci.info obfituje w osoby, które przejawiają moralność Kalego. Niestety, jest to choroba dotykająca, z tego co zauważyłem, przede wszystkim protestantów. Jej przedstawicielem jest między innymi jeden z Junior Adminów: Lash. Popisem hipokryzji, którą zaprezentował, jest post zamieszczony przez niego w temacie: Nowe narodzenie, chrzest Duchem Świętym i uwierzenie.

Na czym polega dowcip?

Ilekroć protestant prosi katolika o uzasadnienie jakiegoś nauczania za pomocą Pisma Świętego, tylekroć albo od razu, albo po prezentacji fragmentów Biblii, pada zastrzeżenie, że nie proszono o interpretacje. Ma być czarno na białym i niemal dosłownie (dozwolone drobne odstępstwa) zapisana treść nauki, o której uzasadnienie poproszono.

Przykład: Kiedy protestant prosi o uzasadnienie nauczania o Przeistoczeniu, to cytat zawierający słowa Chrystusa z Wieczernika w połączeniu z 6 rozdziałem Ewangelii Jana są absolutnie niewystarczające. Dlaczego? Ponieważ są to fragmenty interpretowane przez Kościół katolicki „pod wymyśloną w XI wieku naukę”. Wystarczający byłby fragment, w którym Jezus lub apostołowie stwierdzają, że „chleb przeistacza się w Ciało, a wino w Krew Chrystusa”. Słowa „to jest” to za mało.

Jednakże, jak widać w podlinkowanym na początku tego wpisu postcie, dla Lasha proszenie przez katolika o prezentację fragmentów zawierających nauczanie protestanckie na zasadach, które przedstawiłem powyżej, to jest trolling i chce za to karać. Protestant, jak to widać z jego wypowiedzi, ma pełne prawo zaprezentować fragment, który interpretuje jako określoną naukę, a katolik nie ma prawa wymagać czystego fragmentu bez załączonej interpretacji. Natomiast protestant od katolika może wymagać, jak widać z praktyki na forum, czystych fragmentów Biblii zawierających nauki katolickie i odrzucać wszelkie interpretacje. Tutaj Lash nie ma nic przeciwko.

Hipokryzja na całego.

 

Ślub z trupem

30 marca 2012, 13:41

Niemożliwe?

A skąd… Jak dowiedziałem się z doniesień prasowych, prezydent Francji Nicolas Sarkozy wydał niedawno zgodę na małżeństwo pewnej kobiety z narzeczonym, który zginął jakiś czas wcześniej z ręki algierskiego terrorysty. Poruszony nieszczęśliwą miłością narzeczonej, postanowił ukoić jej ból po stracie ukochanego.

Najwyraźniej Francja przestaje być normalnym krajem. W państwie, które jest normalne, osobę cierpiącą po stracie ukochanego wysyła się do psychologa, a nie do USC. Tym niemniej trudno oczekiwać, aby kreująca się na postępową Francja kierowała się zdrowym rozsądkiem.

Ciekawe, co będzie dalej? Ślub zrozpaczonego faceta z królową Marią Antoniną? Nie wiem, ale można się spodziewać, że jeden przypadek pociągnie za sobą kolejne. Potem podniosą się głosy „postępowych ludzi”, że poślubienie zmarłego powinno być „prawem” każdego człowieka i tylko czekać batalii przeciwko trupofobom. Oczywiście w ramach tolerancji.

Tak na zakończenie, to trudno oczekiwać, aby kraj, który przez lata zwalczał wiarę, kierował się chrześcijańskimi zasadami. Za mało tam jest wierzących, aby byli w stanie blokować kretyńskie pomysły ateistów i innych „postępowych” ludzi.

 

Powód wstydu

27 marca 2012, 20:29

Szperając po onetowych blogach trafiłem na wpis pt: „zrobił brzuch mojej córce”. Ogólnie rzecz biorąc dotyczy on ciąż pozamałżeńskich i podejścia społeczeństwa do osób, które tak dorobiły się potomstwa. Mnie zaintrygowała końcówka tego tekstu:

Nie jestem wrogiem instytucji małżeństwa. Nie uważam również, że Ci którzy decydują się na ślub zanim mają dzieci robią źle.

Ja tylko nie rozumiem, dlaczego dziecko będące owocem miłości dwojga ludzi jest powodem do wstydu tylko dlatego, że nie zostało poczęte w małżeństwie. Przecież miłości nie należy się wstydzić, dlaczego więc wstydzić się jej owoców?

To jest takie odwracanie kota ogonem i branie czytelnika pod włos, bo istota wstydu wcale nie dotyczy dziecka, które zostało poczęte. Powodem do wstydu jest grzech, który został popełniony przez taką parę.

Nie ma co ukrywać, udawać i owijać w bawełnę tego prostego faktu: Jeżeli przed zawarciem małżeństwa dochodzi do poczęcia dziecka, to taka ciąża jest efektem naruszenia VI przykazania. Pamiętacie co mówi?

Nie cudzołóż.

Jeżeli zaś czegoś mamy się wstydzić, to właśnie grzechów. Niestety, we współczesnym świecie jakoś tak grzech przestaje być powodem do zawstydzenia. Coraz częściej pojawiają się głosy, że np. przedślubna ciąża to jest owoc miłości dwojga ludzi, a nie owoc grzechu. Bóg jednak popatrzy na to inaczej.

Uzasadnienia biblijne

20 marca 2012, 16:53

Powiadają, że Biblią można uzasadnić wszystko. Włącznie z nieistnieniem Boga. To jest wyłącznie kwestia dobrania odpowiednich fragmentów Pisma Świętego i zignorowania wszystkiego innego, co zaprzecza tezie, którą chce się obronić.

Jakiś czas temu na przykład pokazywałem, jak jeden z protestantów uzasadniał Pismem Świętym swoje chamstwo w stosunku do katolików (powołał się na Eliasza przy całkowitym ignorowaniu postawy Chrystusa i Apostołów). Innym przypadkiem takiego zachowania jest odrzucanie Sakramentu Pojednania poprzez powoływanie się na wypowiedź faryzeuszów, którzy negowali prawo Jezusa do odpuszczania grzechów, o treści: „Tylko Bóg może odpuszczać grzechy.” W tym przypadku osoby argumentujące w ten sposób ignorują słowa Jezusa i nauczanie apostołów na temat odpuszczania grzechów. Oczywiście takie przykłady można mnożyć. Mnie jednak zaintrygował kolejny przyczynek do takiego podejścia do Pisma Świętego:

Przemysław Gola podczas swojego wykładu, który zatytułował „Wąska droga”, wypowiada się na temat liczebności swojego zboru w kontekście słów Chrystusa z Ewangelii Mateusza:

Mt 7:13-14
13. Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą.
14. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują.
(BT)

Wykładowca widzi w tym uzasadnienie dla tego, że nie spotykają się „na stadionach”, a  w małych grupach. Co ciekawe, potwierdzenia dla swojej tezy szuka w przypowieści o siewcy. Wyjaśnia, że brama nie jest wąska, a liczba chrześcijan w zborze mała, z powodu jakichś ograniczeń ustanowionych przez Boga (w przenośni określa je jako „zapory”, „pola minowe” czy „zamki”), lecz z racji na to, że „umysły ludzi są tak spaczone, że nie potrafią do tej bramy wejść”. Dlaczego? Przemysław Gola, a przynajmniej tak wynika z jego słów, za bramę, o której mówi Jezus, uznaje parzyście do Boga i uznanie swojej winy. Jeszcze bardziej interesujące, że w dalszych słowach postanowił najwyraźniej tę bramę mocno poszerzyć, bo głosi, iż to z punktu duchowego punktu widzenia jest ona szeroka, bo wystarczy uwierzyć i nie trzeba niczego czynić, co miało by dopomóc zbawieniu, bo na zbawienie nie da się i nie trzeba zapracować.

Abstrahując od tego, że pan Gola odnosi się do pokutującego w jego środowisku błędnego przekonania o głoszeniu przez Kościół katolicki zbawienia z uczynków, to warto jednak się zastanowić nad dwiema rzeczami:

1. Czy słowa Jezusa z Mt 7,13-14 są stwierdzeniem, że chrześcijan będzie niewielu?

2. Czy brama rzeczywiście jest taka szeroka, bo wymaga jedynie przyjęcia zbawienia „za damo”, a jedynie spaczone myślenie ludzi nie pozwala jej przekroczyć?

Odpowiedź na drugie pytanie jest prosta: Nie. Chrystus, kiedy nauczał, nie mówił, że wystarczy w niego uwierzyć i sprawa będzie załatwiona, a zbawienie zagwarantowane. Jego nauki, co dla protestantów jest nieco problematyczne, zawsze podkreślały ogromne znaczenie tego, jak człowiek postępuje, dla zbawienia. Można by tu przytaczać wiele fragmentów, w których Zbawiciel pouczał nas o konieczności współdziałania człowieka w zbawieniu poprzez czyny, ale to było by przepisywanie praktycznie całej Ewangelii. W mojej ocenie najlepszym przykładem takiego nauczania, w dodatku umieszczonym w kontekście zbawienia, jest 25 rozdział Ewangelii wg. św. Mateusza, a dokładniej rzecz biorąc opis sądu nad ludźmi po powrocie Chrystusa w nim zamieszczony (od 31 wersu do końca rozdziału). Jednoznacznie Jezus określa, że zbawieni będą Ci, którzy wykonywali uczynki miłosierdzia, a ludzie ich nie spełniający trafią na mękę wieczną.

Pierwsze pytanie jest o tyle ciekawsze, że odnosi się do kwestii poruszonej przez pana Golę na samym początku, czyli do niewielkiej liczebności jego zboru. W swoim wykładzie Przemysław Gola, tak jak już wspomniałem, uzasadnił niewielką liczbę członków swego wyznania tym, że Chrystus zapowiedział, że jest to efekt działania „ciasnej bramy”. Tylko czy na pewno to jest mowa o liczebności chrześcijan? Wystarczy przeczytać kontekst fragmentu Mt 7,13-14 aby przekonać się, że to nie jest mowa o tym, czy chrześcijan będzie wielu czy też mało. Fragment odnosi się bowiem do kwestii zbawienia i wymagań, które w tym celu trzeba spełnić, a które są mocno wygórowane. Nie jest, wbrew sugestiom Przemysława Goli, zapowiedzią, że chrześcijanie będą stanowić niewielką grupkę ludzi w społeczeństwie. Jednakże, mimo to, autor kazania posługuje się nim do uzasadniania własnych tez. Najwyraźniej nie jest dla niego istotne, czy fragment rzeczywiście mówi o tym, co mu przypisuje, ważne, że można go naciągnąć pod własne potrzeby.

Niestety, nie jest jedynym protestantem, u którego zauważyłem taką tendencję.

SOS dla domu pomocy !

18 marca 2012, 17:00

Siostry boremeuszki potrzebują pomocy finansowej na remont domu opieki kobiet psychicznie chorych i niepełnosprawnych. Jeżeli chcesz pomóc, to zajrzyj na tę stronę:

Ziarnko do ziarenka

Liczy się każda wpłata.

 

 

Poprawianie Pisma Świętego

15 marca 2012, 21:07

Kolejny kamyczek do stosu nieciekawych zachowań protestanckich. Tym razem dołożył go Przemysław Gola, który jest autorem bloga . We wpisie na temat stosowania zasady sola scirptura zamieścił taki tekst:

Podstawową zasadą chrześcijaństwa jest wiara, że tylko Pismo Święte jest nieomylnym drogowskazem dla naszej wiary i postępowania. W I Liście do Koryntian czytamy:

abyście na nas się nauczyli nie rozumieć więcej ponad to, co Pismo mówi, żeby nikt z was nie wynosił się nad drugiego, stając po stronie jednego nauczyciela przeciwko drugiemu (1 Koryntian 4, 6)

Pomijając już kwestię, że pan Gola „zapomniał” najwyraźniej, że to jest podstawowa zasada protestantów, a nie chrześcijan w ogóle, to o wiele bardziej bulwersujący jest tekst, który rzekomo zacytował z Biblii. Dlaczego „rzekomo”? Ponieważ ten fragment został przez św. Pawła sformułowany nieco inaczej:

1 Kor 4:6
6. Mówiąc to, miałem na myśli, bracia, mnie samego i Apollosa, ze względu na was, abyście mogli zrozumieć, że nie wolno wykraczać ponad to, co zostało napisane, i niech nikt w swej pysze nie wynosi się nad drugiego.
(BT)

Paweł, jak widać, nie mówi o „Piśmie”.  Mówi o tym, co zostało „napisane”. Niby to może wydawać się niewielka zmiana, ale jednak znacząca. Ten wers nie odnosi się bowiem do Pisma Świętego, ani nie podaje zasady sola scriptura. Mówi o jakiejś zaginionej katechezie, którą apostoł przesłał do mieszkańców Koryntu. Przeinaczenie tekstu listu św. Pawła jest tutaj poważne.

Zresztą to i nie dziwne, bo protestanci opierając się „tylko na Biblii” nie mają w nim zawartej tej zasady. Szukają więc podpory gdzie tylko się da, a nawet, jak widać powyżej, w tym celu poprawiają teksty ksiąg Pisma Świętego.