Św. Paweł i uczynki

W weekend miałem „ciąg” – naszła mnie wielka ochota na poczytanie listów św. Pawła Apostoła. Tak się złożyło, że „kolejka” zaczęła się od Listu do Galatów, a skończyła na II liście do Tymoteusza. Spora dawka, nieprawdaż? Jednak nie o tym chciałem pisać.

Czytając te listy po raz kolejny uderzyła mnie ta sama kwestia, którą zauważyłem już wcześniej: Paweł nigdzie nie napisał, że sama wiara wystarczy do zbawienia. Owszem, są w nich zdania, które zwolennicy zasady „sola fide” przytaczają jako „potwierdzenie” swojego dogmatu o „wyłącznie wierze”, jednakże kontekst zdecydowanie zmienia ich wymowę.

Ba! List do Galatów, który trafił mi się jako pierwszy, stanowi najdoskonalsze wyjaśnienie tego, o jakich uczynkach pisał apostoł w zdaniu, w którym stwierdził, że uczynki nie dadzą zbawienia: Chodziło o o wypełnianie przepisów Prawa Mojżeszowego. Tylko tyle i aż tyle. Nie ma mowy o tym, że uczynki nie są istotne dla uzyskania zbawienia. Tym bardziej, że w innym miejscu apostoł wyraźnie napisał, że kobieta dostępuje zbawienia nie przez służbę nauczania, ale przez rodzenie dzieci i wytrwanie w wierze i miłości.

3 w 1: Żyd, pastor i ksiądz

Wychowany w judaizmie, przyjął chrzest. Został protestanckim pastorem. Od dwóch miesięcy jest katolickim księdzem.

Historia warta przeczytania. Polecam wszystkim:

3 w 1: Żyd, pastor i ksiądz

Batalia o krzyż

Na „bitwę o krzyż” pod Pałacem Prezydenckim patrzę ze smutkiem.  Przedmiot, który powinien łączyć ludzi, stał się nagle osią podziału i powodem do walk. Co gorsza, stał się powodem, dla którego spora ilość katolików wystąpiła przeciwko ustaleniom Kościoła, podjętych wspólnie z władzami Polski, na temat tego, co należy z tym ustawionym przez harcerzy krzyżem zrobić.

Przykro patrzeć.

Konstytucja Apostolska „Anglicanorum coetibus”

Konstytucja Apostolska „Anglicanorum coetibus” odnośnie do tworzenia Ordynariatów Personalnych dla Anglikanów nawiązujących pełną komunię z Kościołem katolickim to tekst do poczytania dla wszystkich, którzy o niej słyszeli, ale jeszcze nie mieli okazji tego uczynić.

Zapraszam.

I jeszcze jedna myśl o ekumenizmie

Pomijając już istnienie krzykaczy, dla których Kościół katolicki to „Babilon Wielki” itd., kolejną poważną przeszkodą w ekumenizmie pomiędzy wyznaniami protestanckim n-tych pokoleń podziałów na łonie reformacji i Kościołem katolickim, jest samo rozumienie tego pojęcia. W przeciwieństwie do tego, co oni rozumieją pod pojęciem ekumenizm, w Kościele katolickim pod tym słowem rozumiemy to samo, co robiło się od wieków bez używania tego słowa:

Przywracanie pełnej jedności chrześcijan w jednym Kościele, jednej wierze i jednym nauczaniu, tak jak się o to modlił Chrystus w Wieczerniku i do czego wzywali apostołowie, a nie udawanie, że „jesteśmy jednością, mimo że mamy różne poglądy, wiarę i nauczanie”.

Od zera do bohatera…

… czyli kolejna odsłona tematu wałkowanego od wieków.

Nie okłamujmy się. Filmów czy powieści opartych na motywie zwykłego chłopaka przekształcającego się w wielkiego wojownika było już dziesiątki: Karate Kid, Gwiezdne Wojny, Trzech Muszkieterów czy Kung Fu Panda, że wymienię tylko kilka tytułów. Uczeń Czarnoksiężnika, który niedawno wszedł na ekrany, a którego właśnie miałem przyjemność obejrzeć, jest kolejnym przyczynkiem w tej swego rodzaju niekończącej się opowieści. Przyczynkiem, który w mojej opinii, nie jest taki zły, na jaki początkowo wygląda.

Historia, jak na tego typu film przystało, nie jest zbyt skomplikowana: Główny bohater pozytywny Dave Stutler (grany przez Jay’a Baruchela), jest typową ciamajdą, mistrz Balthazar Blake (Nicolas Cage) przekształcający ciamajdę w bohatera ma własne problemy, główny bohater negatywny Horvath (Alfred Molina) posiada szefa, którego musi uwolnić, oraz ciamajdowatych pomocników. Finalna scena, jak to jest typowe dla tego typu filmów, jest w miarę spektakularna. Nic nowego, nic zbytnio odkrywczego.

Zasadniczo film nawet mi się spodobał. Twórcy, w przeciwieństwie do wielu innych produkcji o magii, podjęli próbę, nawet dość ciekawą, wyjaśnienia czym tak naprawdę jest magia. Ich podejście do problemu, trudno mi ocenić czy nowatorskie, wpasowuje się, w pewnej mierze oczywiście, w prawa fizyki i chemii. Sprawia, że magia przestaje być jakąś dziwną siłą, ale po prostu wykorzystywaniem tego, co już istnieje.

Niestety,  efekcie stworzenia takiej „fizyki magii” scena, która podobno stała się „natchnieniem” do stworzenia całego filmu, stała się niesamowicie sztucznym wtrętem, który chociaż bardzo zabawny, to po zakończeniu projekcji razi swoją sztucznością na kilometr. Nie ma co owijać w bawełnę: Scena z ożywionymi zaklęciem miotłami, mopami i gąbkami, które wyrywają się spod kontroli i wpadają w szał sprzątania, przez co  przerabiają pracownię Dave’a w jezioro podłączone do prądu wygląda całkowicie nierealnie. Zwłaszcza, że kilkanaście minut wcześniej inny czarodziej musiał przez cały czas kontrolować stworzonego przez siebie smoka i kierować jego poruszeniami. W efekcie, chociaż w jej trakcie zaśmiewamy się do łez, po chwili przychodzi refleksja: Gdzie Rzym, a gdzie Krym? Najwyraźniej scenarzyści i reżyser, tak bardzo urzeczeni jej śmiesznością, nie potrafili zdobyć się na decyzję o jej usunięciu z gotowego filmu. Co, niestety, nie wpłynęło dobrze na finalny efekt…

Jeszcze jedna refleksja na zakończenie:

Czytając inne recenzje zauważyłem, że już standardowo jej autorzy pastwią się nad stylem gry Nicolasa Cage’a wytykając mu „zbolałą grę”. Nie mają racji. W tym filmie taka gra jest całkowicie uzasadniona zważywszy na fakt, że postać grana przez tego aktora od ponad 1200 lat szuka człowieka, który pozwoli mu na odzyskanie ukochanej. Ja nie bardzo sobie wyobrażam, aby po dwunastu wiekach oczekiwania i daremnych poszukiwań ktokolwiek tryskał optymizmem, szczęściem i doskonałym samopoczuciem… Stawiam zakład, że taki człowiek byłby właśnie tak zbolały, jak postać Balthazara Blake’a wykreowana przez Nicolasa Cage’a.

Podsumowując, to chociaż film nie jest wiekopomnym dziełem, które wejdzie do kanonu klasyki, to jeżeli ktoś szuka lekkiej rozrywki na wieczór, to według mnie ten film się do tego nadaje. Oczywiście pod warunkiem, że lubi prostą fantasy dziejącą się w realiach Nowego Yorku. Natomiast jeżeli ktoś chodzi tylko na „genialne” filmy, to powinien sobie Ucznia czarnoksiężnika odpuścić. Nie będzie potem jęczał, że stracił kasę na bilet.

O ekumenizmie myśl oderwana

Ekumenizm, patrząc na to co widać w Internecie, jest niemożliwy nie tyle między Kościołem katolickim a protestantyzmem, co między KK a n-tym pokoleniem wyznań protestanckich. Dokładniej rzecz biorąc to z tymi, które jedną z głównych prawd wiary uczyniły przekonanie, że Kościół Katolicki to Babilon Wielki, a papież jest antychrystem.

Nowy prezydent…

Nowy prezydent z PO + stary premier z PO + koalicja rządząca pod przewodnictwem PO = przepychamy ustawy, które poprzedni prezydent zawetował.

Tak przynajmniej wynika z tego, że premier „zarządził” przejrzenie ustawo odrzuconych przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a następnie, po „poprawkach”, przekazanie ich do ponownego rozpatrzenia w polskim parlamencie.

Stawiam zakład, że ewentualne poprawki, o ile w ogóle będą, ograniczą się do kosmetyki,a prezydent nie będzie miał do nich żadnych zastrzeżeń i podpisze je jak tylko trafią na jego biurko.