Szczur

Autor: Extraterranka

 

Robercik otworzył oczy i natychmiast tego pożałował…

Poprzednia noc pozostawiła po sobie pewne efekty, które teraz dawały o sobie znać z ogromną siłą. Właściwie to z ostatnich kilkunastu godzin pozostała mu ogromna pustka.

Po paru minutach bezczynnego wpatrywania się w obskurny sufit akademickiego pokoju odważył się podnieść głowę o kilka centymetrów. Widok, jaki roztaczał się przed jego oczami był tak przerażający, że momentalnie wrócił do punktu wyjścia. Po całej podłodze walały się puszki po piwie i butelki po jakichś mocniejszych mieszankach. We wszelkich możliwych miejscach poupychane były resztki jedzenia, opakowania po chipsach i brudne talerze. Na dodatek jego dwaj współlokatorzy leżeli na swoich łóżkach w pełnym ubraniu, a pościel jednego z nich była bardzo sugestywnie ubrudzona w okolicach twarzy. Ale nie to było najgorsze.

Najgorsze było uczucie, jakby ktoś na jego głowie zacisnął potężne imadło i z lubością zaciskał je coraz bardziej. Wszystkie odgłosy z sąsiednich pokoi oraz z korytarza dobiegały do niego niczym gigantyczne dudnienie. Robercik marzył w tym momencie tylko o tym, żeby znaleźć się w miejscu, gdzie nie istnieją absolutnie żadne dźwięki i żeby płynęły tamtędy strumienie wody. Najlepiej w jak największych ilościach. Może być nawet wodospad. Nie, pod wodospadem jest stanowczo za głośno…

W efekcie tych rozmyślań chłopak zdołał się wreszcie zwlec z łóżka, bo dojmujące pragnienie wygrało z poczuciem totalnej niemocy. Depcząc z ogromnym hałasem po puszkach i kopiąc butelki doczołgał się do prowizorycznej kuchni, znajdującej się na tyłach szafy ubraniowej i zamarł. Po szafkach kuchennych maszerował sobie w najlepsze gigantyczny szczur.

Robercik w ciągu kilku miesięcy mieszkania w akademiku zdołał przywyknąć do grzyba na ścianie, różnej maści robaków, a nawet myszy. Jednak szczurów nikt nigdy nie widział! Na dodatek zwierzę wyraźnie w nosie miało bliskie spotkanie z przerażonym człowiekiem i spokojnie wyjadało resztki z wczorajszej imprezy. I tutaj się przeliczyło, bo ów człowiek wykazał się ostatecznie instynktem wojowniczym, chwycił imponujących rozmiarów nóż i zaatakował szkodnika. Walił na oślep, nie zwracając nawet uwagi na to, że przy takiej ilości ciosów szczur już od dawna jest martwy. Wreszcie jednak opanował się i popatrzył z przerażeniem na efekty swoich działań.

Resztki gryzonia wywołały u niego odruch wymiotny, ale dalej było jeszcze gorzej, ponieważ Robercik zrobił prawdziwie krwawą jatkę. Wszystko dokoła zbryzgane było na czerwono, od szafek kuchennych i ściany, po ubranie sprawcy zbrodni. Chłopakowi zrobiło się słabo. Usiadł na podłodze i usiłował wszystko ogarnąć.

Po pierwsze – czy ktoś to widział. Nieśmiało wyjrzał zza szafy, czy współlokatorzy przypadkiem się nie ocknęli. Na szczęście spali kamiennym, pijackim snem. Widocznie wlali w siebie jeszcze więcej niż on sam. Uff, jeden problem z głowy.

Po drugie – co teraz zrobić. Przez głowę przewijała mu się tylko jedna myśl: posprzątać jak najszybciej. Ale jak już zacznie porządki w kuchni, to resztę pokoju też. Inaczej będzie wyglądać to trochę podejrzanie.

Po trzecie – skąd, do kurwy nędzy, wziął się ten szczur?!

Ponieważ problem numer trzy na razie był nierozwiązywalny, Robercik wziął się na rozwiązywanie drugiego. Na wstępie postanowił się jednak przebrać. Wymknął się też cichcem do łazienki i zmył z siebie zakrzepniętą już krew. Sprzątanie zaczął oczywiście od kuchni, a pozostałości po szczurze zebrał w foliowy worek i upchnął na razie do kosza na śmieci.

Ledwo zdołał uprzątnąć efekty swej krwawej działalności, usłyszał pukanie do drzwi. Przybyszem okazał się być kumpel z piętra. Według mglistych wspomnień Robercika, uczestniczył on chyba we wczorajszej popijawie, a nawet przyniósł ze sobą jakiś egzotyczny trunek w parze z nie mniej egzotycznym znajomym o imieniu, którego za cholerę nikt nie mógł zapamiętać.

– Masz fajki? – Zapytał na wstępie. Robercik pogrzebał w kieszeni dżinsów i wyciągnął pomiętą paczkę. Kumpel wyciągnął na to zapalniczkę i nerwowo zapalił.

– Widziałeś gdzieś może szczura? – westchnął, głęboko zaciągając się przy tym dymem.

Robercika oblał zimny pot.

– Jakiego szczura? – wystękał z nadzieją, że nie słychać drżenia w jego głosie. Kumpel popatrzył na niego z politowaniem.

– He, he, nieźle sobie zabalowaliście. No nie pamiętasz, że (tu nastąpił ciąg niezrozumiałych dźwięków, które chyba oznaczały imię egzotycznego znajomego) przyniósł go ze sobą. Ale koleś nieprzyzwyczajony do procentów całkiem zapomniał, co z nim zrobił.

„Kurwa, kurwa, kurwa” – tylko tyle zdołało przelecieć przez myśl Robercika. Nic lepiej nie oddawało lepiej jego aktualnej sytuacji. Pięknie się wkopał, nie ma co. Z otchłani jego pamięci wyłonił się obraz „Egzotycznego”, który przyszedł do nich wprost ze zdanego egzaminu i odchylając poły marynarki pokazywał z dumą sympatyczny, szczurzy pyszczek. Chwalił się, że to jego maskotka i dzięki niemu zdaje wszystkie egzaminy. Robercikowi co prawda nie mieściło się w głowie, jak on był w stanie ukryć tak ruchliwego zwierzaka pod ubraniem, ale…

Czuł, jak krew odpływa mu z twarzy. Zdawał sobie sprawę z tego, że tuż za jego plecami znajduje się kosz, gdzie w foliowym (a jakże!) worku leżą sobie zwłoki. Co mu do jasnej cholery przyszło do głowy, żeby lecieć na to miłe stworzonko z nożem?

– Eee, ja… No wiesz…

Kumpel przyjrzał się mu uważnie. „Nie patrz do kosza, nie patrz do kosza” – błagał Robercik w myślach. Tamten jednak znowu westchnął ciężko i rozejrzał się po pokoju. Chociaż większość śmieci została już pozbierana, to jednak plamy na pościeli były wiele mówiące. Uśmiechnął się z politowaniem.

– Ty weź coś, bo nie dojdziesz do siebie do wieczora. Chcesz może klina? – zapytał wyjątkowo uprzejmie. – I jak odnajdziesz jakiegoś szczura, to daj znać. Facet mnie chyba zabije, to jakiś jego ukochany zwierzak, a to ja go tutaj ze sobą przyciągnąłem. – powiedział płaczliwie.

Rzucił wypalonego do połowy papierosa na podłogę i wyciągnął rękę po następnego. Robercik oddał mu całą paczkę.

Kumpel poszedł dalej, a Robercikowi znowu zrobiło się słabo. Zabiłem, zabiłem, zabiłem! Boże, jak ja się z tego wykręcę. Kurwa mać, cholera jasna, już nie żyję, zabiją mnie! Popatrzył na kosz. Właśnie, kosz. Śmieci! Trzeba wyrzucić. Złapał worki, do których upchnął resztki po imprezie i zaczął je wynosić. Worek ze szczurem zamknął bardzo dokładnie i wyrzucił jak najdalej od poprzednich. Wracając zobaczył „Egzotycznego”, który dokładnie przeglądał wszystkie kąty w kuchni.

– Ty wydził moja rata? – zapytał zaglądając za rury doprowadzające gaz do kuchenek.

Robercik w pierwszej chwili zbaraniał. Dopiero po chwili uzmysłowił sobie, że „rat” to przecież po angielsku szczur. Pokręcił przecząco głową i szybko ulotnił się do pokoju.

Współlokatorzy nadal spali twardym snem sprawiedliwych. No fakt, oni mogą, nie mają zbrodni na sumieniu. Położył się roztrzęsiony na łóżku i starał się jakoś zebrać do kupy. Teraz odczuwał wyrzuty sumienia, że przełożył balowanie z kumplami nad wizytę na łonie rodziny. Prawdę mówiąc, sesję już zdołał zaliczyć, ale nie spieszyło mu się z powrotem do domu. To był jego pierwszy rok studiów i jakoś nie bardzo jeszcze tęsknił. Oszukał więc matkę, że czeka go jeszcze jeden egzamin i przyjedzie dopiero we wtorek. A dziś jest niedziela. Może tak urwać się do domu? Przynajmniej przez dwa tygodnie nie będzie miał na głowie tego zadźganego szczura.

Zaczął się w pośpiechu pakować. Współlokatorzy dopiero teraz dawali jakieś oznaki życia. Ten z nich, który miał brudną pościel, podniósł się z trudem z łóżka, przetarł ze zdumieniem oczy na widok czystego pokoju i Robercika uwijającego się przy plecaku.

– Ej, ty. Co ty tak uciekasz? Dzisiaj jeszcze jest impreza u szczurołapa.

– Że co?

– No to ten dziwny gościu ze szczurem, co był tu wczoraj. Urządza oblewanie egzaminu.

Cholera jasna, tym bardziej musi stąd szybko spadać, bo jak spojrzy w oczy facetowi, któremu zamienił maskotkę na kotlet siekany.

– Dzwoniła moja mama. Chce, żebym szybko wrócił.

– A od kiedy ty jesteś taki rodzinny? Daj spokój. Pewnie chce, żebyś jej coś tam posprzątał albo inne takie.

Zanim Robercik zdążył otworzyć usta, poczuł wibracje w kieszeni. To odezwał się przedmiot jego dumy – telefon komórkowy. Najnowszy model z wibratorem. Na wyświetlaczu pojawił się jego domowy numer. Oznaczało to, że sprawa jest poważna, bo przecież rozmowy z telefonu na komórkę są cholernie drogie. I nie pomylił się, głos mamy był bardzo zdenerwowany.

– Może nie pamiętasz, ale masz chyba jeszcze rodzinę? Więc zamiast szlajać się po mieście może byś przejechał od czasu do czasu. Droga niedaleka, tylko dwie godziny.

– Ale o co chodzi? – Robercik był totalnie zdumiony, a na dodatek w pokoju wszelkie prywatne rozmowy nie wchodziły w grę.

– O co chodzi. Pytasz się jeszcze? Aneta przed chwilą tu była, mówiła że sesja kilka dni temu się skończyła i że w twoim pokoju jakieś popijawy odchodzą. Więc może zamiast do jasnej cholery rozbijać się za moje pieniądze lepiej pomógłbyś mi przy sprzątaniu po remoncie?

No super. Anetka, super wspaniała kujonka zza płotu, która nie dość że chodziła z nim do każdej klasy, to jeszcze poszła na te same studia i do tej samej grupy. I oczywiście ta chodząca doskonałość musiała wszystko wypaplać.

Trudno, z takim głosem rodzicielki się nie dyskutuje. Teraz Robercik nie miał już wyjścia i do domu udać się musiał. Szybko skończył pakowanie, przeleciał jak na skrzydłach przez korytarz, po którym krążyło już kilkanaście osób zaglądających w najbardziej dziwne zakamarki i nawet na dworzec autobusowy przyleciał na piechotę zamiast jak człowiek dojechać komunikacją miejską.

Na początku ucieszył się, że ma świetny pretekst do urwania się z miejsca zbrodni, jednak w autobusie jadącym do domu przyszła refleksja. Wiedział, jakie go czeka tam powitanie, przez co wizyta nie wyglądała już tak zachęcająco.

Czemu ten pieprzony autobus jedzie tak szybko?

I co ja zrobię, kiedy wrócę…

***

Powrót do domu rzeczywiście nie był przyjemny, jednak Robercik szybko się zorientował, że mamie po prostu jest bardzo przykro. Pierwsze dni jego pobytu upływały w dosyć milczącej i ciężkiej atmosferze. Na dodatek jego młodsza siostra chodziła zamyślona z nosem zwieszonym na kwintę i wciąż wzdychała. Udało mu się od niej wydobyć parę informacji. Po pierwsze – przeżywała wielką miłość życia. To co, że już którąś tam z kolei. Teraz to już naprawdę Ten Jedyny. Po drugie – mama po pamiętnej rozmowie telefonicznej powtarzała w kółko: „Jak on mógł mnie tak oszukać”.

Robercik czuł po tym ogromne wyrzuty sumienia i w związku z tym dokładał wszelkich starań, żeby jakoś tę koszmarną atmosferę rozładować. Pracowicie i sumiennie sprzątał pozostałości po remoncie, które zdążyły wleźć w każdą najmniejszą szparę. Chodził na zakupy, gotował obiady, naprawił kilka irytujących awarii. Działania te przyniosły skutek – za każdym razem, kiedy mama wracała z pracy, była wyjątkowo rozanielona i szybko dała się ułagodzić.

Kiedy Robercik uporał się z problemami rodzinnymi, problem szczura powrócił z jeszcze większą siłą. Może znaleźli to cholerstwo w śmietniku i odkryją, że to on? A może wysłać do któregoś z chłopaków pytanie, co z tym szczurem Ale to chyba będzie wyglądało podejrzanie! W co ja się w ogóle wpakowałem!

W nocy chłopaka dręczyły koszmary senne ze szczurem w roli głównej: raz jego resztki zostały wygrzebane przez gigantyczne koty, innym razem stal sobie obok garnka z zupą i gotował w najlepsze. Najgorszy był jednak sen, w którym rzeczony szczur przyszedł i powiedział, że Robercik jako sprawca jego szybkiego zejścia musi się teraz zaopiekować liczną gromadką małych szczurzątek. Im bliżej było wyjazdu, tym nieszczęsny zabójca stawał się coraz bardziej nerwowy, a jego napięcie sięgało już zenitu. Na szczęście sprzątanie i gotowanie pozwalało mu zapomnieć o tym dręczącym problemie.

Nadszedł jednak ten dzień i przerażony Robercik przekroczył próg akademika. Bez problemów dotarł do pokoju. W środku nie było nikogo. Widocznie współlokatorzy jeszcze nie dotarli. Bagaż rozpakowywał wyjątkowo powoli, przeciągając jak długo się dało moment ponownego wyjścia na korytarz. Jednak po kilku godzinach zrobił się głodny, więc udał się do kuchni. Tam stanął twarzą w twarz z „Egzotyczym”. Facet na jego widok o dziwo wydał z siebie radosny okrzyk. Po wszystkich bardzo dziwnych obrzędach powitalnych odchylił połę obciachowego swetra i pokazał… szczurzy pyszczek!

– Ja fajndnął rata! – obwieścił radośnie.

Pod Robercikiem ugięły się nogi i bezwiednie przytrzymał się rury gazowej. „Egzotyczny” wyraźnie się ucieszył, ze ten fakt zrobił na nim tak piorunujące wrażenie i zaczął snuć całą opowieść. Z bezładnego potoku słów wypowiedzianych w różnych językach (jakim cudem ten gościu w ogóle zdaje egzaminy?) Robercik zdołał wyłapać tylko tyle, że nieszczęsne zwierzę odnalazło się dwa piętra wyżej pod wielką stertą ubrań w pokoju faceta, który zdołał wytrzeźwieć dopiero po trzech dniach. Na szczęście szczur miał tam wyjątkowo wiele możliwości posilenia się i ukrycia.

– Jesteś pewien, że to ten twój? – Robercik ze zrozumiałych względów podchodził do tego sceptycznie. W odpowiedzi usłyszał kolejny potok słów podpartych pokazową lekcją wszystkich szczegółów umaszczenia zwierzątka. W tej sytuacji poddał się i uspokojony wrócił do pokoju z talerzem makaronu z keczupem. Zjadł z wyjątkowym apetytem. Nareszcie koniec problemów. Szczur żyje, nikt nie ma pretensji. Wszystko jak trzeba.

Dopiero w środku nocy obudził się z przerażeniem. Brutalna prawda dotarła ze zdwojoną siłą:

Co ja, do kurwy nędzy, zadźgałem?

 

Skomentuj

Musisz być zalogowany aby zamieścić komentarz.