Wpisy archiwalne z kategorii: Myśli nieuczesane

Manipulacja

17 stycznia 2012, 08:00

Przez ostatnie kilka miesięcy śledziłam „sądowe” programy TVN-u, czyli „Sędzia Anna Maria Wesołowska” oraz „Sąd rodzinny”. No cóż, niedługo się już nimi nacieszę, bo stacja postanowiła zdjąć je z ramówki. Ale zaraz zaraz, nie o tym chciałam pisać. Otóż oglądanie ich przysparzało mi czasem bardzo ciekawych obserwacji odnośnie technik manipulacyjnych, które stosowali scenarzyści w/w programów. Szczególnie moją uwagę dwa odcinki „Wesołowskiej”, poświęcone tak palącym i dyskusyjnym kwestiom, jak aborcja i eutanazja.

Zacznę od aborcji. Oskarżonym jest lekarz, który miał przeprowadzić ją nielegalnie u matki piątki dzieci. Wszystko zrobione bardzo schematycznie i stereotypowo. Jest mąż, który w ciągu dziewięciu lat spłodził sześcioro (licząc z nienarodzonym)  potomków, i na dodatek zarabia niewiele mimo że jest przy tym bardzo pracowity. Jest żona, która nie wyrabia już w opiece nad całą gromadką i ma już dosyć. Ponadto są jeszcze: lekarz z poglądem, że każda kobieta ma prawo decydować o swoim ciele; wredna teściowa, która narzeka, że nie może pomóc w wychowywaniu, bo zdrowie jej nie pozwala, ale wygląda całkiem nieźle; no i jest jeszcze siostra żony, czyli osoba, która faktycznie dokonała aborcji. Niby wszystko pięknie. Egoistyczny mąż ośmiela się powiedzieć, że ile spłodzi, tyle jego żona urodzi. Przytłoczona obowiązkami żona, płacze, że usunie każdą następną ciążę, ale że też „to nienarodzone dziecko śni jej się po nocach”. Nic więc dziwnego dla twórców, że musiała szukać pomocy w nielegalnej aborcji.

Tyle na temat odcinka. W momencie, kiedy to oglądałam, przed oczami stanęła mi końcowa scena z filmu „Syndrom”. Dla tych co, nie wiedzą, to dokument o małżeństwie, które kilka lat temu dokonało aborcji farmakologicznej. Przez cały czas filmu opowiadają o tym, dlaczego się na to zdecydowali oraz jakie były konsekwencje tej decyzji. Na koniec oboje udają się na grób-pomnik dzieci, które zmarły przed urodzeniem. I wtedy ona patrzy z bólem w oczach, a on zaczyna płakać. Nie, nie pomyliłam się, płacze mężczyzna. Wcześniej też stwierdzają kilka bardzo istotnych rzeczy: „To, co wydaje się nam nieszczęściem, może być tak naprawdę szczęściem.”, „Myślałam: po co dzieci? Ważniejsze są inne sprawy. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, co tak naprawdę tracimy.”

Druga sprawa – eutanazja. I znowu mamy schematyzm i stereotypy. Młoda kobieta oskarżona o zabicie ciężko chorej babci swojego męża. Oczywiście postawiona jest naprzeciwko całej rodziny tegoż męża, a nawet jego samego. Wszyscy okazują się być samolubni, egoistyczni, nikt się chorą nie interesował, a wszyscy czatowali na jej majątek. Tylko oskarżona zajmowała się nią niczym rodzona wnuczka, i jak się okazało, zabiła na wyraźną prośbę staruszki oraz przekonana, że robi to z miłości. Pojawił się też list zmarłej z podziękowaniem za dokonanie tego „czynu miłości”. Przerażające jest to, że co prawda według wyroku ona została skazana, bo sama przyznała się do winy, ale z odstąpieniem od wykonania kary. Na dodatek głos przyjaciółki ofiary stwierdzającej, że „nikt nie rozumie starych ludzi” oraz że w chorobie można powiedzieć coś takiego, czego nie powiedziałoby się wcześniej.

Zwolennicy eutanazji, jak się okazuje, potrafią być wyjątkowymi hipokrytami. Żeby nie rzucać słów na wiatr, przytoczę tutaj tekst Franciszka Kucharczaka:

Magdalena Środa przejechała się w GW po min. Rostowskim za „barbarzyńskie i haniebne” rozporządzenie zezwalające na usypianie starych psów, wysłużonych przy wykrywaniu narkotyków. Nie przekonuje jej powołanie się przez ministerstwo na „definicje eutanazji”. „Ileż to ludzi w Polsce usypia swoje zwierzęta, mówiąc o ich starości, gdy tak naprawdę nie chcą się już nimi opiekować. Mało kto jakoś dostrzega, że zwierzę, tak jak człowiek, ma prawo do godnej starości” – pisze Środa. W 2009 r. ta sama Środa namawiała do eutanazji ludzi: „W Polsce za często okazuje się szacunek dla życia ludzkiego, piętrząc zakazy i nakazy, zamiast realnie pomagać. Tymczasem nasze społeczeństwo się starzeje, technika idzie do przodu, niedługo wielu z nas może się zmierzyć z problemem godnej starości czy umierania”.

Tak na marginesie, to dzisiejszy odcinek tez był ciekawy, ale z innych względów. Na zajawkach wyglądało na to, że wśród świadków pojawi się ksiądz korzystający z usług prostytutki. Okazało się jednak, że było wprost przeciwnie, bo spotykał się z nią, bo chciał jej pomóc i namawiał na porzucenie tego procederu. Bez komentarza.

Oburzeni

15 stycznia 2012, 18:37

W ostatnich czasach namnożyło się wielu różnej maści oburzonych, którzy protestują przeciwko tej czy tamtej sprawie. Z racji mojego aktualnego zajęcia mam wątpliwą przyjemność obserwowania jednej z takich grup: ludzi, którzy nie mogą przeboleć tego, że od 1 marca 2012 roku Cyfra+ podnosi ceny pakietów, które oferuje swoim abonentom.

Co ciekawe, prawie wszyscy uważają postępowanie operatora za „świństwo”, „dojenie klienta”, „oszustwo” itp. Jeszcze ciekawsze, że żadna z tych osób nie miała w swojej umowie zapisu, iż cena abonamentu nie ulegnie zmianie, a wszyscy podpisali akceptację regulaminu, w którym jak wół stoi taki fragment:

5.   Operator CYFRY+ zastrzega sobie prawo do podwyższania opłat opisanych  w Cenniku w trybie art. 15 § 8 Regulaminu. W takim wypadku Abonent ma prawo do wypowiedzenia Umowy w terminie 14 dni od daty otrzymania zawiadomienia  o opisanym powyżej podwyższeniu opłat opisanych w Cenniku, ze skutkiem  na koniec miesiąca kalendarzowego obowiązywania dotychczasowych stawek  tych opłat.

Protestujący doskonale je znali i wiedzieli, że podpisując umowę o abonament godzą się na to, że może być podwyżka opłat. Niestety, najwyraźniej jednak nie potrafią się z tym pogodzić, więc obecnie toczą olbrzymią kampanię przeciwko Cyfrze i nawołują do zrywania umów. Nie wiem jak czynią inni ludzie, którzy dostrzegają, że Cyfra miała prawo podwyższać ceny, ale ja mnie to zachowanie zarówno mierzi jak i śmieszy.

Śmieszy, ponieważ choćby nawet wyszli z siebie i stanęli obok, to i tak nie zmienią niczego w fakcie, że podwyżka cen jest zgodna z regulaminem i nie jest w żaden sposób oszustwem czy robieniem ludzi w konia.

Mierzi, ponieważ te protesty są przejawem hipokryzji tych ludzi. Stawiam bowiem zakład, że nie pisał oburzonych postów na forach ze względu na wzrost cen chleba, masła, benzyny itd, ani nie wzywał do bojkotu tych produktów. Dlatego w mojej ocenie nie zachowują nawet resztek godności, bo takie zachowanie ewidentnie trąci hipokryzją jeżeli nie protestowali np. przeciwko podwyżkom cen w swoim spożywczaku i nie wysyłali listów z rezygnacją z usług do jego właściciela. Wyrazili bowiem zgodę na regulamin i wszystkie jego punkty, a teraz gardłują, że Cyfra dopuszcza się oszustw podnosząc ceny.

Czasem te teksty, które padają na infolinii czy czytam je na forum, są tak żałosne, że aż przykro patrzeć jak ci ludzie robią z siebie osoby, ujmijmy to delikatnie, o ograniczonej inteligencji. Nic bowiem im nie da to „wyrażanie opinii”, albowiem fakty pozostaną niezmienne, a ich protesty bezzasadne.

Dlaczego nie zatrudniam młodych

9 grudnia 2011, 13:39

Zastanawiałem się nad tym, dlaczego młodym osobom często jest trudno znaleźć pracę. Odpowiedź znalazłem w artykule, którego przeczytanie wszystkim polecam. Jest to krótki opis przejść pracodawcy z pracownikami z obecnego młodego pokolenia:

Dlaczego nie zatrudniam młodych?

 

Ekumenizm

28 listopada 2011, 10:35

Kolejne zwycięstwo szatana u wielu osób:

Wmówienie im, że zjednoczenie chrześcijan w jeden Kościół jest wypełnianiem się zapowiedzi apokalipsy na temat wielkiej Nierządnicy, a nie modlitwy naszego Zbawiciela o jedność wśród chrześcijan.

Diabeł nie dość, że doprowadził do rozłamów i powstania wielu fałszywych nauk wśród chrześcijan, to jeszcze wmówił ludziom, że jedność Kościoła to nie jest jedność wiary, nauczania i organizacji jakie istniały w I wieku, ale „jedność w Duchu Świętym”. Przekonał tysiące osób, że chrześcijanie nie muszą wierzyć w to samo, aby byli jednym Kościołem, bo o tej jedności decyduje posiadanie Ducha Świętego. Co gorsza, zdołał tez im wmówić, że właściwa interpretacja Biblii jest każdemu z osobna podpowiadana przez Ducha Świętego, oraz zaślepił ich na to, że gdyby to Duch Święty miał te właściwe wyjaśnienia im podsuwać, to każdemu dawałby takie same, a nie różne…

Perfidia doskonała.

Osoba, która wierzy tak, jak powyżej opisałem, nie tylko uzna każde działanie prowadzące do przywrócenia jedności Kościoła za dzieło szatana, to jeszcze będzie święcie przekonana, że właściwie rozumie Biblię, bo Duch Święty ją prowadzi podczas czytania Pisma Świętego. W rzeczywistości będzie jednak tańczyć jak jej diabeł zagra…

 

Polityka na ambonie

25 listopada 2011, 06:00

Centrum Badania Opinii Społecznej sporządziło raport na temat „Polaków obraz rzeczywistości parafialnej”. Jedno z pytań, które postawiono badanym osobom podczas jego sporządzania, brzmiało: „Czy księża mówią o polityce na kazaniach?” Wyniki wyszły bardzo intrygujące.

62% respondentów odpowiedziało, że nigdy takich kazań nie słyszeli. 14% orzekło, że miało to miejsce sporadycznie. Odpowiedzi „często” lub „bardzo często” udzieliło odpowiednio 5 i 2 procent badanych. Pozostałe siedemnaście procent badanych osób nie stwierdziło, że „trudno powiedzieć”.

Ciekawe, nieprawdaż? No to kolejna zagwozdka: Badania przeprowadzono na przełomie września i października, czyli w największego nasilenia kampanii wyborczej. Jak się okazuje, wbrew tezom lansowanym przez np. Gazetę Wyborczą, polityka nie jest gościem na kazaniach głoszonych w czasie Mszy Świętych nawet w czasie kampanii wyborczej.

Oczywiście dla osób, które rzeczywiście do kościoła chodzą, nie są one niczym zaskakującym (ja kazań o polityce też nie słyszałem). Jednak dla ludzi, którzy głoszą tezy o „polityce w Kościele”, powinny stanowić poważne ostrzeżenie, że nie wypada pisać nieprawdy, a przed wygłoszeniem jakiejś opinii należało by osobiście sprawdzić, czy rzeczywiście tak się rzeczy mają, jak to publicznie twierdzą.

Wątpię jednak, czy te badania coś zmienią. Ludzie, którzy są nastawieni na „nie” do Kościoła katolickiego, mają niesamowitą wprost odporność na fakty, które przeczą ich teoriom.

ZUS tonie

22 listopada 2011, 06:00

No niestety, ale spełniają się najgorsze możliwe scenariusze i nawet okradzenie ludzi z pieniędzy, które mieli odkładać w OFE, nie pomogło: ZUS ma coraz większą dziurę w budżecie, której nie da się w łatwy sposób załatać.

Niestety, rządy, które mamy w Polsce, nie myślą w jaki sposób załatwić sprawę, lecz kombinują jak tu stworzyć iluzję do kolejnych wyborów, że jednak coś w tej sprawie starają się załatwić. Problem w tym, że podwyższanie składek, podatków czy przepompowywanie pieniędzy z OFE do ZUS tego problemu nie rozwiąże, ponieważ jest przelewaniem wody do beczki bez dna. Natomiast im dłużej będą uczynić, tym mniej wody będzie do przelania, bo osoby płacące składki będą próbowały się wymigać od wyższych składek powiększając szarą strefę.

Mam wrażenie, że politycy tak bardzo oderwali się od rzeczywistości szarego obywatela, że nie dostrzegają podstawowych faktów na temat psychiki ludzi mających niewielkie wypłaty czy dochody z małych firm: Obywatel, który będzie miał zarabiać mniej, bo rząd podbije mu podatek lub składkę do ZUS, zacznie kombinować jak tu się zakręcić, aby mnie zapłacić. W efekcie przychody z tych tytułów spadną, zamiast wzrosnąć, i problem będzie się powiększał.

Jedynym rozwiązaniem, które przyniesie długoterminowe efekty (chociaż może na początku przynieść spadek wpływów do budżetu i ZUS) jest obniżenie podatków i składek, oraz ponowne uwolnienie gospodarki z okowów setek przepisów, które uniemożliwiają jej rozwój. Trzeba zlikwidować absurdalne przepisy wymagające pozwoleń czy specjalnych szkoleń do wykonywania dziesiątek zawodów i uprościć procedury zakładania firm. Wtedy ruszy do góry PKB i wpływy do budżetu oraz ZUS, a dziury, po pewnym czasie, zlikwidują się same.

Tytuły i tłumacze

19 listopada 2011, 07:00

Zastanawiam się, czemu polscy tłumacze mają paskudną manierę „poprawiania” tytułów filmów. Do klasyki przeszedł już tytuł „Wirujący seks” zamiast  „Dirty dancing”,

Przykłady można mnożyć bez końca:  „Uwierz w ducha”„Ghost”, „Elektroniczny morderca”„Terminator”, „Sezon na misia”„Open Season”, „Prosto w serce”„Music and Lyrics”, „Obłędny rycerz”„A Knight’s Tale”, „Lemur zwany Rollo”„Fierce Creatures”, „Przypadek Harolda Cricka”„Stranger Than Fiction”, itd., itp…

Nie mniej irytujące są też dziwne dopiski do tytułów, jak np.: „Oskar, czyli 60 kłopotów na minutꔄOscar”,  czy też najnowszy przykład: „Tower Heist: Zemsta cieciów”„Tower Heist”.

Czy te tytuły wymagały takiego „poprawiania”? Nie sądzę. Autor nadając tytuł ma jakiś określony zamysł i zmienianie go na siłę może zupełnie zmienić odbiór filmu. Inną kwestią są też tytuły nieprzetłumaczalne albo takie, które po dosłownym tłumaczeniu brzmią idiotycznie, jak wspomniany „Terminator”, i tutaj zostawienie oryginalnego tytułu jest jak najbardziej na miejscu, np.: „Holiday”.

Mój osobisty apel do tłumaczy: mniej własnej inwencji, więcej wierności oryginałowi!

Zespół Downa

18 listopada 2011, 06:00

W Danii i Włoszech przestały rodzić się dzieci z zespołem Downa. Lekarzom w tych państwach udało się doprowadzić do wyeliminowania tego problemu ze społeczeństwa.

Powstaje oczywiście ważne pytanie: W jaki sposób to osiągnięto?

Niestety, wbrew nadziejom, które rodzi ten zerowy odsetek narodzin dzieci chorych na zespół Downa, nie osiągnięto tego za pomocą jakichś lekarstw, które usuwają skazę genetyczną jeszcze w łonie matki. Problem „rozwiązano” dużo bardziej prozaicznie, posługując się następującą procedurą:

1. Poczęcie.

2. Badania prenatalne.

3. Zabicie nienarodzonego dziecka w momencie, kiedy badania wykażą zespół Downa.

De facto nie mamy więc rozwiązania problemu, ale jego zamiatanie pod dywan i pozbywanie się poprzez zamordowanie osób dotkniętych chorobą. Oczywiscie, jak mniemam, w ramach „miłości” i dbania o „jakość życia”, która gwałtownie pogorszy się w rodzicie „zmuszonej” do opieki nad chorym dzieckiem.

Nie wiem jak was, ale mnie ogarnia przerażenie na samą myśl o tym, że taka sytuacja może zaistnieć także w Polsce. Niestety, polskie prawo dopuszcza zabicie dziecka przed narodzeniem w przypadku wykrycia ciężkiej choroby, więc jest to całkiem możliwe, że dołączymy do listy państw z „wyleczonym” zespołem Downa. Potem zaś, kto wiem, może w podobny sposób rozwiążemy problem innych chorób?

Przeraża mnie myśl o tym, do czego może doprowadzić obecna ustawa na temat aborcji w kwestii chorych dzieci (inne aspekty chwilowo pomijam). Nie możemy mówić, że to tylko gdybanie, bo zagrożenie, iż wprowadzi ona tylnymi drzwiami eugenikę, jest całkowicie realne (vide Dania i Włochy). Powinniśmy najszybciej jak to możliwe doprowadzić do zmiany tej ustawy i wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji.