Wpisy archiwalne z kategorii: Czytania

Dz 9, 26-31

6 maja 2012, 06:00

Dz 9, 26-31

Kiedy Szaweł przybył do Jerozolimy, próbował przyłączyć się do uczniów, lecz wszyscy bali się go, nie wierząc, że jest uczniem. Dopiero Barnaba przygarnął go i zaprowadził do apostołów, i opowiedział im, jak w drodze Szaweł ujrzał Pana, który przemówił do niego, i z jaką siłą przekonania przemawiał w Damaszku w imię Jezusa. Dzięki temu przebywał z nimi w Jerozolimie. Przemawiał też i rozprawiał z hellenistami, którzy usiłowali go zgładzić. Bracia jednak dowiedzieli się o tym, odprowadzili go do Cezarei i wysłali do Tarsu.

A Kościół cieszył się pokojem w całej Judei, Galilei i Samarii. Rozwijał się i żył bogobojnie, i napełniał się pociechą Ducha Świętego.

Święty Paweł. Nawrócony oprawca. Kiedy uwierzył w Chrystusa i zmienił swoje postępowanie, to ludzie, których prześladował, nie mogli w to uwierzyć. Jak to? Ten człowiek, który torturował naszych braci i zabił Szczepana, jest teraz chrześcijaninem? Niemożliwe. A jednak to była prawda. Morderca stał się Apostołem Pogan i świętym Kościoła.

A ja rozmyślam o tym, jak często jednym z zarzutów przeciwko Kościołowi jest wyniesienie na ołtarze ludzi, którzy mają jakieś grzechy na sumieniu. Przecież to się nie godzi, aby kanonizować człowieka, który popierał nawracanie siłą. A czy ktoś protestuje przeciwko temu, że Apostoła Pogan uważamy za świętego?

Świętość nie jest wynikiem bezgrzeszności. Świętość to efekt nawrócenia. Dlatego nie wolno nam odpychać ludzi, którzy się nawracają, bo wydaje się nam, że to niemożliwe, aby wielki grzesznik się zmienił.

Święty Paweł był wielkim grzesznikiem. Został… świętym.

J 10, 11-18

29 kwietnia 2012, 11:38

J 10, 11-18

Jezus powiedział: «Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, do którego owce nie należą, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza. Najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia i jeden pasterz. Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je potem znów odzyskać. Nikt mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca».

Miłość tak wielka, że każe oddać życie za tych, których się kocha.

A Ty? Oddałbyś życie za tych, których kochasz?

1 J 2, 1-5

22 kwietnia 2012, 06:00

1 J 2, 1-5

Dzieci moje, piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli. Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca – Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata.

Po tym zaś poznajemy, że Go znamy, jeżeli zachowujemy Jego przykazania. Kto mówi: «Znam Go», a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą i nie ma w nim prawdy. Kto zaś zachowuje Jego naukę, w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała.

A co powiedzieć o człowieku, który mówi, że Jezus swoje przykazania skierował do ludzi, z którymi rozmawiał podczas swojej działalności na ziemi?  Co powiedzieć o ludziach mówiących, że przykazania Zbawiciela się zdezaktualizowały?

Zastanów się: Czy wypełniasz to, co Chrystus nakazał, czy też może znalazłeś sobie jakąś wymówkę, aby któreś z Jego przykazań odrzucić?

Jeżeli nie zachowujesz przykazań Jezusa to nie mówi, że Go znasz. Powiedz to dopiero wtedy, kiedy już będziesz je wszystkie wypełniał.

 

 

 

1 J 5,1-6

15 kwietnia 2012, 06:00

1 J 5, 1-6

Każdy, kto wierzy, że Jezus jest Mesjaszem, z Boga się narodził i każdy miłujący Tego, który dał życie, miłuje również tego, który życie od Niego otrzymał. Po tym poznajemy, że miłujemy dzieci Boże, gdy miłujemy Boga i wypełniamy Jego przykazania, albowiem miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań, a przykazania Jego nie są ciężkie.

Wszystko bowiem, co z Boga zrodzone, zwycięża świat, tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara. A kto zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym? Jezus Chrystus jest tym, który przyszedł przez wodę i krew, i Ducha, nie tylko w wodzie, lecz w wodzie i we krwi. Duch daje świadectwo: bo Duch jest prawdą.

Obserwowałem sobie kiedyś dyskusję, w której jeden rozmówców z lepszym uporem powtarzał, że Przykazania chrześcijan nie obowiązują. Stwierdził między innymi, że ponieważ zbawienie dokonuje się „z łaski przez wiarę” (był protestantem), to przestrzeganie przykazań z racji na to, że jest czynem, a w dodatku częścią Starego Testamentu, nie ma znaczenia i chrześcijanie nie muszą tego czynić.Pomijając już kwestię nieszczęsnych zasad „sola fide” i „sola gratia”, to jak przeczytałem dzisiejsze II czytanie, to pomyślałem sobie: Jak ten człowiek czytał Pismo Święte?

Popatrzcie sami: Pierwsze trzy zdania pokazują, że zachowywanie Przykazań jest okazywaniem miłości do Boga, a także, w konsekwencji, także i miłości bliźniego. Ba! Dla kogoś, kto miłuje Boga, Jego przykazania nie są ciężkie.

W sumie to nawet nie jest dziwne, bo jak może być ciężarem to, co wynika z miłości do Boga i bliźniego? Przecież przykazania, jak się głębiej nad nimi zastanowić, nie są oderwane od rzeczywistości, ale właśnie z tej miłości wypływają. Jak więc nie zachowywać i nie wypełniać tego, co nas ukierunkowuje na prawidłowy tor i uczy doskonałej miłości?

Ja nie bardzo sobie to wyobrażam.

 

Łk 21,1-4

20 listopada 2011, 06:00

Łk 21,1-4

Gdy Jezus podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki.
I rzekł: „Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie”.

Łatwo jest dawać z tego, co się posiada w nadmiarze. Nie ma problemu, żeby podzielić się rzeczami czy dać ofiarę, kiedy ma się 10 tys złotych pensji. Kiedy bowiem ktoś z daje 50 złotych z pensji wynoszącej np. 10 000 zł, to jakie to jest dla niego wyrzeczenie? Gdy natomiast osoba mająca 500 zł oddaje na ofiarę 50 , to ma już poważny uszczerbek w budżecie.

I ktoś mógłby powiedzieć, że nie powinna tego robić, bo przecież nie ma pieniędzy. Jednakże… Czy Chrystus powiedział o tej wdowie, która wrzuciła te dwie monety, że powinna była zachować je dla siebie wydać na utrzymanie? Czy potępił kapłanów, którzy wystawili skarbonę na ofiary dla Świątyni?

Nie uczynił tego

Dlatego tez i my, zamiast pomstować na Kościół, że utrzymuje kapłanów czy kościoły z ofiar wiernych, zastanówmy się raczej nad tym, jak świadczy o ludziach, którzy dają te ofiary, że zdobywają się na te wyrzeczenia. Pomyślcie, czy przyjęcie takiej ofiary jest hańbą dla Kościoła, czy chlubą dla ofiarującego i jego wolą, której Kościół nie może odmawiać.

1 Tes 5,1–6

13 listopada 2011, 06:00

1 Tes 5,1–6

Nie potrzeba wam, bracia, pisać o czasach i chwilach. Sami bowiem dokładnie wiecie, że dzień Pański przyjdzie jak złodziej w nocy.
Kiedy bowiem będą mówić: „Pokój i bezpieczeństwo”, tak niespodziana przyjdzie na nich zagłada, jak bóle na brzemienną, i nie ujdą. Ale wy, bracia, nie jesteście w ciemnościach, aby ów dzień miał was zaskoczyć jak złodziej. Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia. Nie jesteście synami nocy ani ciemności.
Nie śpijmy przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi.

Powyższy fragment, to drugie czytanie z dzisiejszej niedzieli.  Czytanie, którego wymowy nie trzeba tłumaczyć, bo widać ją jak na dłoni. Fragment nauczania św. Pawła, który za każdym razem jak do niego zaglądam przejmuje mnie dreszczem: Chrystus może powrócić w każdym momencie. Może za sto lat, a może za 10 sekund? Nikt tego nie wie, dlatego Apostoł wzywa nas to do tego aby czuwać. Nie spać i każdej chwili, w każdej sekundzie naszego życia być gotowymi na przyjście Pana, który przyjdzie „jak złodziej w nocy” w momencie, którego się nikt nie spodziewa.

To dla nas ważne, aby być przygotowanym, bo gdy Zbawiciel powróci, to już nie będzie czasu na nawrócenie, na zmianę życia. Pozostanie tylko Sąd Ostateczny i wieczność tam w niebie albo w piekle. Do piekła zaś chyba nikt z nas się nie wybiera…

 

1 Tes 4,13–18

6 listopada 2011, 10:44

1 Tes 4,13–18

Nie chcemy, bracia, waszego trwania w niewiedzy co do tych, którzy umierają, abyście się nie smucili jak wszyscy ci, którzy nie mają nadziei. Jeśli bowiem wierzymy, że Jezus istotnie umarł i zmartwychwstał, to również tych, którzy umarli w Jezusie, Bóg wyprowadzi wraz z Nim. To bowiem głosimy wam jako słowo Pańskie, że my, żywi, pozostawieni na przyjście Pana, nie wyprzedzimy tych, którzy pomarli.

Sam bowiem Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej, a zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi. Potem my, żywi i pozostawieni, wraz z nimi będziemy porwani w powietrze, na obłoki naprzeciw Pana, i w ten sposób zawsze będziemy z Panem. Przeto wzajemnie się pocieszajcie tymi słowami.

Lubię ten fragment 1 listu do Tesaloniczan. Jest on jednym z tych, które umacniają i podnoszą na duchu ludzi cierpiących z powodu utraty bliskich osób.

Św. Paweł, troszcząc się o chrześcijan, którzy stracili kogoś z rodziny, przekazuje pocieszenie w postaci zapowiedzi, że rozstanie wynikające ze śmierci człowieka jest jedynie stanem tymczasowym. Głosi ważną część Ewangelii: „zmarli w Chrystusie powstaną” kiedy Zbawiciel powróci na ziemię, a potem razem z nimi będziemy zabrani do nieba. Apostoł nie pisze tego jako przypuszczenia lub nadziei, ale podaje to jako pewnik, którym mamy pocieszać się w chwilach żałoby.

To są olbrzymie słowa otuchy i pocieszenia, które powinniśmy jak najczęściej sobie przypominać, gdy nachodzi nas moment rozpaczy po utracie bliskich: Śmierć nie jest końcem. Jest po prostu przejściem w inny stan oczekiwania na powrót Chrystusa i zmartwychwstanie ciał.

Mt 10,7-13

11 czerwca 2011, 12:13

Jezus powiedział do swoich Apostołów:
„Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski. Wart jest bowiem robotnik swej strawy.
A gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi, wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie wyjdziecie.
Wchodząc do domu, przywitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was”.

To jest czytanie przewidziane na dzisiaj, ale, w przeciwieństwie do poprzednich wpisów w tym cyklu, nie będę tworzył rozważania na temat tego, jaka nauka jest w nim zawarta dla nas. Po prostu kiedy go przeczytałem, to zrorientowałem się, że jego fragment jest wykorzystywany jako „argument” przeciwko temu, że księża katoliccy utrzymują się ze sprawowanej posługi. Tymczasem, kiedy się mu dokładnie przyjżeć, to on wcale nie ma takiej wymowy. Owszem, jest tam zapis, że darmo należy dawać to, co się od Boga otrzymało, ale nie ma w nim zakazu, aby przyjmować od ludzi ofiary za sprawowaną posługę.

Ba! Jak każdy może się przekonać, jest tam zapis, że można taką ofiarę przyjąć:

Wart jest bowiem robotnik swej strawy.

Praca, którą wykonuje prezbiter, misjonarz czy inna osoba sprawująca posługę w Kościele, zasługuje na zapłatę.