Wpisy archiwalne z kategorii: Z pomysłów innowierców

Pewnik

14 marca 2011, 11:21

Można być pewnym, że jeżeli jakiś antykatolik zabierze się za polemizowanie z nauczaniem katolickim, to nie przedstawi ani jego podstaw, ani nie zaprezentuje całości nauk w danym temacie. Gwarantowane jest, że wybierze tylko to, co pasuje mu do argumentów, które sobie wymyślił, a wszystko, co je obali, skrzętnie pominie milczeniem. Ot, na ten przykład, niejaki Hardi na jednym z for protestanckich zamieścił takie zdanie na temat Eucharystii:

KRK wmawiam ludziom, że te trochę mąki wymieszane z wodą i upieczone, zamienia się w ciało, które dają do spożycia swoim wiernym.

Oczywiście, jak można było oczekiwać, pominął milczeniem te „drobne szczegóły”, że:

1. Chleb nie „zamienia się”, a następuje jego przeistoczenie.

2. Ciało, o którym mowa, to Ciało Chrystusa.

3. Przeistoczenie dokonuje się mocą Boga.

4. Podstawą dla tej wiary są słowa Chrystusa wypowiedziane w Wieczerniku.

 

„Przecież widzę…”

3 marca 2011, 11:01

Rozmowa z człowiekiem, który jest święcie przekonany, że katolicy modlą się do rzeźb czy obrazów potrafi być niezmiernie frustrująca. Oczywiście dla katolika, bo niekatolik będzie pewien swojej racji, że takie praktyki mają miejsce w Kościele katolickim. Większość takich dialogów jest dość standardowa i poniższy, chociaż fikcyjny, będzie dobrze oddawał taką rozmowę.

- Katolicy są bałwochwalcami, po mają obrazy i rzeźby w domach i kościołach – orzekł niekatolik.

- Tylko, że jeszcze nie dowodzi bałwochwalstwa – odparował członek Kościoła katolickiego.

- Dowodzi, bo katolicy modlą się do tych rzeźb – odparował rozmówca.

- A skąd ty wiesz, że katolicy się do nich modlą?

- Przecież widzę jak się modlą chociażby do obrazu w Częstochowie – obwieścił z triumfem przeciwnik KK.

- Widzisz??? A czy znasz serca i myśli ludzi, którzy modlą się przed obrazem Matki Bożek na Jasnej Górze?

- Nie muszę znać, bo widzę jak modlą się do tego obrazu!

W tym miejscu ręce po prostu opadają z bezsilności i rozpaczy nad poziomem człowieka, który na podstawie „widzę” ocenia to, czy osoba klęcząca przed obrazem modli się do tego obrazu, czy do osoby przedstawionej na obrazie. Buta i przekonanie o własnej nieomylności, które pozwalają takiemu chłystkowi, bo inaczej nie można nazwać osoby wydającej taki werdykt, oceniać na podstawie tego, na co patrzy, że obserwowany człowiek nie modli się do Boga lub świętego, są tak porażające, że trudno to w ogóle wyrazić słowami. To jest po prostu koszmar, jak bardzo niekatolicy tego „gatunku” są zaślepieni przez swoje przekonania na temat KK, że na podstawie „widzę” twierdzą, ze na pewno są w stanie powiedzieć co czyni katolik i do czego się modli.

 

„Prawdziwy chrześcijanie”

2 lutego 2011, 18:08

Dawien dawno temu trafiłem w sieci na wpis na blogu znajomego protestanta, w którym znalazłem taki fragment:

Dzięki Bogu w Polsce można klękać, wstawać, siadać i przyjmować komunię kiedy się chce, jak się chce i w którym kościele się chce. Z tej wolności korzystamy również my – prawdziwi chrześcijanie.

Wpis powstał 29 kwietnia 2010 roku, ale dopiero teraz mogę spojrzeć na to z właściwej perspektywy. ;-)

Kiedy przeczytałem te podkreślone słowa po raz pierwszy, to przez chwilę zrobiło mi się ciemno przed oczami i krew mnie zalała ze złości. Po prostu wkurzyłem się totalnie: Staje taki gostek, który porzucił Kościół katolicki na rzecz protestantyzmu i głosi tezy, że to wyłącznie członkowie jego wyznania są chrześcijanami, a katolicy, jak widać powyżej, chrześcijanami nie są. Dzisiaj, z perspektywy prawie 10 miesięcy i o wiele głębszej wiedzy na temat człowieka, który napisał powyższe zacytowane słowa, patrzę na ten tekst z politowaniem, a autora wspominam ze współczuciem.

Przemek, tak bowiem ma na imię autor tej kwestii, zamyka się w coraz mniejszym światku fanatyzmu i odcinania od wszystkiego, co mu się kojarzy z katolicyzmem. Jak zaś można się gniewać na kogoś, komu fanatyzm tak zmniejsza „pole widzenia”, że nie chce dostrzec faktu, iż Kościół katolicki jest wyznaniem chrześcijańskim, a katolicy chrześcijanami?

To po prostu nawet nie wypada. Pozostaje jedynie modlitwa i żywienie nadziei, że Bóg w swoim miłosierdziu otworzy oczy ludziom, którzy w ten sposób myślą, aby dostrzegli, że chrześcijaństwo nie kończy się, ani nie zaczyna, na protestantach n-tego pokolenia wyznań protestanckich.

Sola fide

13 stycznia 2011, 12:56

W regulaminie jednego z licznych for protestanckich znalazłem punkt definiujący, kto jest protestantem. Spośród pięciu wyznaczników protestanckości danej osoby najbardziej zaintrygował mnie ten:

Tylko wiara, a nie dobre uczynki, są podstawą do usprawiedliwienia człowieka przed Bogiem.

Co jak co, ale o autorze tego tekstu można z całą pewnością powiedzieć, że czytając Pismo Święte pominął w nim 2 rozdział listu św. Jakuba. Pada w nim bowiem zdanie, które przekazuje nam całkowicie odmienna naukę na temat usprawiedliwienia:

Jk 2:24 „Widzicie więc, że człowiek dostępuje usprawiedliwienia dzięki uczynkom, a nie przez samą tylko wiarę.

Obawiam się, że tak samo, jak w przypadku większości protestantów, właściciel tego forum, a zarazem autor zacytowanego fragmentu regulaminu, pod sola scriptura rozumie jedynie „sola to co ja chcę w Biblii zobaczyć”. W przeciwnym przypadku nie zaprzeczałby zacytowanym powyżej słowom św. Jakuba na temat tego, czy sama wiara jest wystarczająca do usprawiedliwienia człowieka przed Bogiem.

Wybielanie

3 grudnia 2010, 09:51

Jak przekonać siebie samego, że Jan Kalwin nie jest winien skazania Miguela Serveta na śmierć?

Wmówić sobie, że…

Diabeł poruszył Serce Sereveta aby dokonał SAMOBÓJSTWA w taki sposób aby oczernić Kalwina! i się UDAŁO


Jedność a „sprawy drugorzędne”

8 listopada 2010, 06:00

Jedność Kościoła jest jednym z ciekawszych tematów, o których można porozmawiać lub porozmyślać. Istnieje tutaj sporo ścieżek, którymi można podążyć w swoich dociekaniach, ale mnie ostatnimi czasy najbardziej uderzyła kwestia jedności, która jest niezależna od „spraw drugorzędnych”. To zaś stało się znowu za przyczyną kolejnej dyskusji w sieci, którą miałem okazję obserwować, a w której kolejny raz wyszedł na wierzch problem jedności chrześcijan i istnienia jednego Kościoła.

Osią mojej zadumy stało się stwierdzenie, że chociaż wyznania protestanckie dzielą się na x różnych odłamów i odłamików, to są one jednością ponieważ w kwestiach ważnych wyznają jedną wiarą, a różnią się między sobą w sprawach drugorzędnych.

Pomyślałem sobie:

Co to za jedność, skoro sprawy drugorzędne powodują powstanie rozłamów? Czy w ogóle to są sprawy drugorzędne, skoro w ich kwestii nie zdołano dojść do porozumienia i powrócić do pełnej jedności wyznań protestanckich?

Szczerość jest cnotą więc nie będę owijał w bawełnę: Czy kwestię, która powoduje rozłam, można w ogóle nazwać mianem „sprawa drugorzędna”?

Nie można.

Jakaś kwestia jest sprawą drugorzędną wyłącznie w przypadku, kiedy można w jej kwestii dojść do jakiegoś wspólnego mianownika i albo w ogóle nie dojdzie do rozłamu, albo daje się przywrócić jedność. Jeżeli dochodzi do rozłamu albo nie można dojść do jedności, to dana kwestia jest sprawą pierwszorzędną. Sprawą tak ważną, że dwie grupy nie chcą się zgodzić na wypracowanie kompromisu, który pozwoliłby na zachowanie lub przywrócenie jedności, ponieważ uważają, że takie decyzje oznaczały by zdradę lub wyparcie się wiary. Drugorzędną kwestią, prawdziwą drugorzędną kwestią, jest na przykład istniejąca w Kościele katolickim różnica w kwestii celibatu między Kościołem rzymskokatolickim a Kościołem grekokatolickim – mimo, że nauczanie w tej kwestii jest odmienne, to nie powoduje to zerwania wspólnoty i rozłamu w Kościele.

Drugi rząd nie dzieli. Drugi rząd zawsze się dopasuje do pierwszego.

Błędne koło – Rozpoznawanie herezji

28 października 2010, 16:04

W komentarzach do wpisu pt. Uwielbienie (muzyczne) cz. 2 na blogu pisanego przez Przemysława Golę, wywiązała się taka krótka wymiana zdań:

Einstein: Jak rozpoznać, czy zbór głosi herezję, skoro twierdzi, że na Biblii się opiera?

Przemysław Gola: Właśnie po to została nam dana Biblia, abyśmy mogli skonfrontować z nią to, co głosi dany nauczyciel.  Po tym poznajemy, że dany zbór głosi herezję, że jego nauczanie nie jest zgodne z Biblią.

E.: Tylko skąd wiedzieć, że to nie ja źle rozumiem Biblię i tworzę herezje na jej podstawie? Może to jednak zbór głosi prawidłowo, a moje rozumienie jest błędne?

P.G.: Porusza Pan ważną kwestię. Mianowicie, czy możemy mieć pewność, że nie popadliśmy w zwiedzenie? Wszak człowiek zwiedziony nie wie, że jest zwiedziony.  To prawda, że człowiek zwiedziony nie wie, że jest zwiedziony. Dlatego mówimy, że  właściwa wiara jest również darem Bożym. To Bóg przez Ducha Świętego otwiera oczy i prowadzi do właściwej wiary tych, nad którymi się zlituje i którzy przyjmą ów dar wiary.  Jednakże jest również czynnik ludzki, który zależy od nas. Mianowicie samo Pismo mówi, jak nie być zwiedzionym przez byle oszustwo ludzkie.

E.: Ja jednak nie pytam o to, jak nie być „zwiedzionym przez oszustwo ludzkie”. Chciałbym po prostu dowiedzieć skąd mam skąd mam wiedzieć, że to nie ja błądzę w swoich interpretacjach Pisma Świętego?

P.G.: Poprzez zapoznanie się z tym Pismem! Myślę, że pytanie jest podobne do: „skąd mam wiedzieć, że nie jestem daltonistą”.

Są tam jeszcze w tym momencie trzy dodatkowe wypowiedzi, ale to co zacytowałem jest już wystarczające, ponieważ widać już tytułowe zatoczenie koła przy rozpoznawaniu herezji.

Protestanci i inni chrześcijanie wywodzący się z tego nurtu odstępstwa od Kościoła katolickiego, żyją w przekonaniu, że Biblia jest wyznacznikiem i „nadrzędną instancją” jeżeli chodzi o tworzenie, uzasadnianie i rozpoznawanie właściwego nauczania. Są także święcie przekonani, że każdy człowiek może wyjaśniać i interpretować teksty zawarte w księgach Pisma Świętego. W efekcie protestantyzm jest jednym z najbardziej podzielonych nurtów chrześcijaństwa, w którym codziennie dochodzi do coraz to nowych podziałów i tworzenia kolejnych wyznań na skutek rozchodzenia się interpretacji Biblii w różnych wspólnotach i wyznaniach protestanckich.

Jednakże, ponieważ każdy chce mieć jakieś poczucie stabilizacji, a sola scriptura daje im ku temu wygodną podstawę uciszającą ewentualne zawahania dobrego samopoczucia co do kwestii właściwego rozumienia Słowa Bożego, powstaje swoiste błędne koło mające na celu wmówienie sobie, że dobrze się czyni odrzucając nauczanie wspólnoty, do której się należy. Jest nim, widoczne w rozmowie zacytowanej powyżej, przekonanie, że „Pismo Święte służy do rozpoznawania herezji”. Oczywiście do rozpoznawania ich nie tylko w zborze, do którego protestant należy, ale także do rozpoznawania ich w swoim własnym myśleniu bez konfrontowania z poglądami innych ludzi, którzy przecież mogą się mylić, a Biblia mylić się nie może.

Na czym polega to błędne koło? Popatrzmy na etapach:

I. Protestant bierze tekst Pisma Świętego i czyta jakiś jego fragment.

II. W/w protestant na podstawie przeczytanego fragmentu dochodzi do określonych wniosków czy nauczania, które przyjmuje za prawdziwe.

III. Celem sprawdzenia, czy dane nauczanie jest prawidłowe, protestant sięga po Biblię i czyta ją w poszukiwaniu potwierdzenia lub zaprzeczenia stworzonej tezie.

Kółko się zamyka.

Czytelnik sam sobie sprawdza błędy w rozumieniu tekstu, który przed chwilą przeczytał, poprzez czytanie tego tekstu. Czy to da jakiś efekt? Mało prawdopodobne. Bardziej realne jest to, że utrwali w sobie przekonanie, że prawidłowo zrozumiał przeczytany tekst, a wszystkie odmienne opinie są po prostu błędne i należy je odrzucić.W efekcie, jeżeli znajdzie jakiś zwolenników dla swoich przekonań, bardzo szybko stworzy kolejne wyznanie, w którym będzie głoszona „jedyna zdrowa nauka, która jest zgodna z Biblią”.

Błędne koło – Kanon Pisma Świętego

20 października 2010, 12:31

W dyskusji na temat kanonu Pisma Świętego, w odpowiedzi na moje słowa na temat rozpoznawania ksiąg natchnionych, z ust jednego z niekatolików padły takie słowa jako wyjaśnienie procesu rozpoznawania czy dana księga jest natchniona:

Nie istnieje coś takiego jak ‘księgi startowe’ z tej racji, że przekaz biblijny należy analizować w świetle jego wszystkich fragmentów, a nie tylko jakiegoś jednego centrum.
Rzecz się przedstawia jak z klockami puzzla, gdzie wszystkie one są równe sobie, a obraz się tworzy dopiero po złożeniu całości. Dlatego kanoniczne księgi nie mogą przeczyć same sobie. Natomiast poszczególne pisma niekanoniczne nie tylko, że przeczą pismom kanonicznym, to dodatkowo przeczą innym pismom niekanonicznym. Mówiąc inaczej, istnieje tylko jedna prawda, a kłamstw jest wiele, które nie tylko zaprzeczają prawdzie, ale również przeczą sobie nawzajem.

Dla wyjaśnienia dodam, że autor powyższych słów wyznaje zasadę, że dana księga jest natchniona w momencie, kiedy jej treść harmonizuje z innymi księgami Pisma Świętego i nie zawiera rzeczy, które są z nimi sprzeczne. Przejdźmy jednak do rzeczy i zajmijmy się rozwikłaniem puzzli.

Przede wszystkim widać, że autor tych słów jest przekonany, że człowiek jest skazany na samodzielne przeszukiwanie wszystkich możliwych pism z I wieku w poszukiwaniu tych, które zostały spisane z natchnienia Bożego. Jednocześnie, chociaż istnieje mnogość pism nienatchnionych, o których można się dowiedzieć, ze zawierają kłamstwa dopiero po zestawieniu ich z pełnym zestawem ksiąg natchnionych, to nie ma żadnego punktu wyjściowego, z którego można by wystartować w celu rozpoznania, czy dane księgi są natchnione.* Jednakże, mimo braku jakiejkolwiek skali na starcie, autor jest przekonany, że porównując ze sobą różne księgi jest w stanie ułożyć kanon ksiąg natchnionych z tych wszystkich przemieszanych tekstów. Oczywiście poprzez zestawienie poszczególnych ksiąg z „wszystkim fragmentami przekazu Biblijnego”.

Ciekawostka polega na tym, że według autora rozpoznawanie ksiąg, które są częscią całego przekazu biblijnego, dokonuje się poprzez zestawienie różnych ksiąg przypisywanych autorom z ST i NT z treścią całego przekazu biblijnego.

Hm… Jak wybrać z koszyka cząstkę jabłka, która ma należeć do kompletnego jabłka, przez zestawienie go z kompletnym jabłkiem, do którego ma ona należeć?

Nie da się. Wyprostujmy więc to wszystko i popatrzmy na zacytowany tekst z właściwej perspektywy, czyli poprzez zestawienie go z tym, kim jest i w co wierzy jego autor.

Fakty są takie, że autor jest osobą, która nie należy do Kościoła katolickiego i odrzuca kanon Pisma Świętego ustalony na synodach w Hipponie i Kartaginie. Dodatkowo twierdzi, że Kościół, któremu jest winien posłuszeństwo w kwestiach wiary przestał istnieć w I wieku i wszystkie późniejsze ustalenia go nie dotyczą. Jednakże, ponieważ przyjął kanon Pisma Świętego od protestantów, nie może się przyznać do tego, ponieważ jest to kanon stworzony przez podmienienie w kanonie przyjętym przez chrześcijan w IV wieku listy ksiąg ST na listę pism uznawanych za pochodzące od Boga przez wyznawców judaizmu. Tym samym musiałby uznać, że to co uznaje za pisma spisane z natchnienia Bożego jest kompilacją ustaleń trzech grup ludzi (katolicy, żydzi i protestanci), którym nie musi być posłuszny. Dlatego, ponieważ nie może się do tego przyznać tak przed sobą, jak i przed innymi ludźmi, upiera się, że konieczne jest badanie tekstów pod kątem kanoniczności, aby stworzyć właściwą listę natchnionych tekstów.

Cały tekst o puzzlach, który zacytowałem na początku wpisu, jest po prostu okłamywaniem siebie i otoczenia, że autor dokonał jakiegoś wyboru ksiąg natchnionych na podstawie zestawiania ich ze sobą i „prawdą biblijną”. Dopisywaniem legendy w celu ukrycia prawdy, że autor nie dokonał żadnego wyboru ksiąg natchnionych, ale po prostu przyjął ustalony przez kogoś w XVI wieku kanon Pisma Świętego i tworzeniem mirażu, że tego nie uczynił.

* Coś jak gdyby wziąć Japończyka, który nic nie wie o  językach słowiańskich i kazań mu wybrać z grupy tysiąca osób, należących do narodów słowiańskich, 100 Polaków na podstawie wypowiadanych słów, bez wcześniejszego podania informacji jak brzmi język polski i inne języki słowiańskie.