Wpisy archiwalne z kategorii: Z pomysłów innowierców

Co tak naprawdę wiemy o Wielkanocy? Cz. 2

7 czerwca 2011, 17:33

W pierwszej części wpisu pt. „Co tak naprawdę wiemy o Wielkanocy? zająłem się akapitami artykułu pod tym samym tytułem znajdującego się w tym miejscu, „omawiającymi” kwestię obchodzenia tego święta w pierwszych wiekach istnienia chrześcijaństwa oraz znaczenia i etymologii słowa „Wielkanoc”. Pora na ciąg dalszy.

Ustalmy więc fakty : z ang. Easter, z akadyjskiego- istar, rozpatrzymy najbardziej prawdopodobne wersje np. Isztar (wcześniej Esztar) – w mitologii mezopotamskiej bogini wojny i miłości, z czasem główna i jedyna licząca się bogini panteonu mezopotamskiego; jej kult rozpowszechnił się szeroko na całym obszarze starożytnego Bliskiego Wschodu – w Syrii i Fenicji(Asztarte) .

Ten fragment pasuje do artykułu jak pięść do nosa. Ni z gruszki, ni z pietruszki autor pisze o pogańskiej bogini w kontekście nazwy święta upamiętniającego zmartwychwstanie Chrystusa. Jak by bowiem nie patrzeć, to nie ma związku pomiędzy polską nazwą uroczystości, czyli słowem „Wielkanoc”, a pogańską boginią Istar. O tym, jaki autor ma w tym cel, łatwo się przekonać po lekturze następnego akapitu jego artykułu. Wcześniej warto jednak zwrócić uwagę na ważny fakt: Autor napisał ten fragment jako „wstęp” do wyjaśnienia skąd się wzięła Wielkanoc i rozwinięcie kwestii nazwy. Ciekawe jest to, że na „warsztat” wziął nazwę święta używaną w krajach, w których używa się różnych języków germańskich, a nie nazwy używane w kręgu języków pochodzenia łacińskiego, greckiego czy słowiańskich. Wiecie jak brzmi ta nazwa? Brzmi ona: „Pascha”.

Idźmy dalej:

Eastre” to także germańska bogini wiosny, której oddawano hołd w kwietniu. Biorąc pod uwagę iż najczęściej obchodzimy Wielkanoc w kwietniu teza ta wydaje się być bardzo prawdopodobna. Podczas soboru nicejskiego w 325 roku ustalono, że będzie się ją obchodzić w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca. Więc bardzo prawdopodobną wersją jest fakt, iż Wielkanoc była pierwotnie świętem związanym z przesileniem wiosennym i świętem nadejścia nowego cyklu rocznego, nowego życia. Obrzędów związanych z świętowaniem nowego cyklu życia natury jest bardzo wiele w historii , np. „święto nowego życia” – i to święto uznawane jest za pierwowzór naszej dzisiejszej Wielkanocy, przynajmniej tak utrzymuje większość znawców tematu.

I to jest to, o czym mówiłem. Opierając się na tezie stworzonej z angielskojęzycznej nazwy Wielkanocy, która notabene powstała dopiero około VIII-IX wieku, autor zaczyna dowodzić, że uroczystość upamiętniająca zmartwychwstanie Chrystusa została stworzona z przemalowanego święta na cześć Istar. Sęk w tym, że w swoim tekście pominął ważny fakt: Na soborze Nicejskim ustalono co prawda to, kiedy będzie obchodzona Wielkanoc, ale uczyniono to dlatego, że istniał spór między Wschodem i Zachodem na temat tego, kiedy to powinno mieć miejsce, a nie jak sugeruje, ponieważ szukano święta pogańskiego, które można przemalować na chrześcijańskie. Dodatkowo, wbrew świadectwom z pism z wieków I-III, tworzy „prawdopodobną” tezę, że w Wielkanocy pierwotnie chodziło o uczczenie przesilenia wiosennego i rozpoczęcia „nowego cyklu rocznego”. Co ciekawe twierdzi, że tak „utrzymuje większość znawców tematu”, ale nie przytacza żadnej opinii uczonych w tej kwestii.
C.d.n.

Co tak naprawdę wiemy o Wielkanocy? Cz. 1

3 czerwca 2011, 17:20

Artykuł o takim tytule znalazłem niedawno w wewnątrz firmowym biuletynie w dziale z ciekawostkami. Ponieważ mnie zaintrygował sformułowaniami, z którymi już wielokrotnie się spotykałem w dyskusjach na temat Wielkanocy, stwierdziłem, że warto by go poszukać w sieci. Cóż… Moje przewidywania okazały się słuszne i bez większych problemów trafiłem na witrynę, z której pochodzi: Co tak naprawdę wiemy o Wielkanocy? Poziom „merytoryczny” tekstu tak mnie zaintrygował, że postanowiłem, opierając się na fragmentach tego tekstu, napisać dokładnie co tak naprawdę wiemy o Wielkanocy. Prześledźmy więc krok po kroku ten artykuł i zapoznajmy się z tym, jak się rzeczywiście sprawy mają:

Na pewno wiemy, iż Wielkanoc jest świętem upamiętniającym zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa tzw. Zmartwychwstanie Pańskie. Warto jednak wiedzieć, iż w Nowym Testamencie i w żadnym z pism Ojców Apostolskich nie ma żadnej wzmianki o Wielkanocy, a pierwsi chrześcijanie nie obchodzili takiego święta. Skąd więc wywodzi się Wielkanoc, gdzie są jej początki ?

Niestety, już w pierwszym akapicie autor dopuszcza się, najprawdopodobniej nieświadomie, pisania nieprawdy. O ile faktem jest, że rzeczywiście w Nowym Testamencie nie ma niczego na temat świętowania Wielkanocy, to w kwestii pism Ojców Kościoła i obchodzenia tego święta przez pierwszych chrześcijan sprawy wyglądają zdecydowanie inaczej. Świadczy o tym chociażby żyjący w II wieku Tertulian:

„Najbardziej uroczystym dniem [dla] chrztu jest Wielkanoc. (…) Następnie okres Zielonych Świąt jest również stosowny dla udzielania chrztu. Jest to okres najradośniejszy tak z powodu częstego ukazywania się Zmartwychwstałego wśród uczniów, jak również przekazanie nam daru Ducha św., i wreszcie objawienia nadziei na ponowne przyjście Pana. Albowiem, jak wstąpił do nieba, tak przyjdzie ponownie, to znaczy w Zielone święta. Lecz również i Jeremiasz, gdy mówi: ‘I zgromadzą ich z najdalszego krańca ziemi w owym dniu uroczystym’ [Jr 31:8], wskazywał na Wielkanoc i Zielone święta, które są dniami uroczystymi w najwłaściwszym sensie. Poza tym każdy dzień Pański, każda godzina, każda chwila jest stosowna dla udzielania chrztu. Zresztą, jeśli nawet w uroczystości jest jakaś różnica, to dla łaski nic to nie znaczy”

Tertulian (ur. 155) „O chrzcie” 19

Jak więc widać z powyższego tekstu, Wielkanoc wywodzi się od pierwszych chrześcijan i jest obchodzona od I wieku.

Idźmy dalej:

Trudno jest ustalić samo znaczenie i pochodzenie wyrazu Wielkanoc, zazwyczaj nie znając pochodzenia jakiegoś wyrazu , wpisywaliśmy w google i zawsze mieliśmy przypis przy danym wyrazie z jakiego języka się wywodzi i co oznacza. W przypadku Wielkanocny nie ma tak łatwo, nie znajdziemy żadnych przypisów wyjaśniających pochodzenie tego wyrazu ale opis samego święta .

Autor najwyraźniej udaje greka, albo zwyczajnie nie rozumie języka polskiego, skoro napisał, że „trudno jest ustalić znaczenie i pochodzenie wyrazu Wielkanoc”.

1. Nie potrzeba Googli, aby wiedzieć co oznacza to słowo – pochodzi z języka polskiego i każda osoba, która zna nasz język, jest świadoma jego znaczenia: Wielka noc.

2. Pochodzenia tego wyrazu też łatwo się domyślić, bo wystarczy uczestnictwo w Mszy Świętej sprawowanej w Wielką Sobotę, aby wiedzieć, że ta nazwa pochodzi od tego, że właśnie w nocy z soboty na niedzielę zmartwychwstał Chrystus, a święto dotyczy tego wydarzenia.

Ciąg dalszy oczywiście nastąpi…

 

 

 

Pastorzy geje

18 marca 2011, 13:15

Poniższy filmik jest smutnym świadectwem na temat tego, jak daleko niektórzy protestanci odeszli od Pisma Świętego.

ZD YouTube FLV Player

Tak nawiasem, to stawiam zakład, że luteranie ze Szwecji ciągle twierdzą, iż opierają się wyłącznie na Biblii i głoszą Ewangelię Jezusa Chrystusa.

 

Pewnik

14 marca 2011, 11:21

Można być pewnym, że jeżeli jakiś antykatolik zabierze się za polemizowanie z nauczaniem katolickim, to nie przedstawi ani jego podstaw, ani nie zaprezentuje całości nauk w danym temacie. Gwarantowane jest, że wybierze tylko to, co pasuje mu do argumentów, które sobie wymyślił, a wszystko, co je obali, skrzętnie pominie milczeniem. Ot, na ten przykład, niejaki Hardi na jednym z for protestanckich zamieścił takie zdanie na temat Eucharystii:

KRK wmawiam ludziom, że te trochę mąki wymieszane z wodą i upieczone, zamienia się w ciało, które dają do spożycia swoim wiernym.

Oczywiście, jak można było oczekiwać, pominął milczeniem te „drobne szczegóły”, że:

1. Chleb nie „zamienia się”, a następuje jego przeistoczenie.

2. Ciało, o którym mowa, to Ciało Chrystusa.

3. Przeistoczenie dokonuje się mocą Boga.

4. Podstawą dla tej wiary są słowa Chrystusa wypowiedziane w Wieczerniku.

 

„Przecież widzę…”

3 marca 2011, 11:01

Rozmowa z człowiekiem, który jest święcie przekonany, że katolicy modlą się do rzeźb czy obrazów potrafi być niezmiernie frustrująca. Oczywiście dla katolika, bo niekatolik będzie pewien swojej racji, że takie praktyki mają miejsce w Kościele katolickim. Większość takich dialogów jest dość standardowa i poniższy, chociaż fikcyjny, będzie dobrze oddawał taką rozmowę.

- Katolicy są bałwochwalcami, po mają obrazy i rzeźby w domach i kościołach – orzekł niekatolik.

- Tylko, że jeszcze nie dowodzi bałwochwalstwa – odparował członek Kościoła katolickiego.

- Dowodzi, bo katolicy modlą się do tych rzeźb – odparował rozmówca.

- A skąd ty wiesz, że katolicy się do nich modlą?

- Przecież widzę jak się modlą chociażby do obrazu w Częstochowie – obwieścił z triumfem przeciwnik KK.

- Widzisz??? A czy znasz serca i myśli ludzi, którzy modlą się przed obrazem Matki Bożek na Jasnej Górze?

- Nie muszę znać, bo widzę jak modlą się do tego obrazu!

W tym miejscu ręce po prostu opadają z bezsilności i rozpaczy nad poziomem człowieka, który na podstawie „widzę” ocenia to, czy osoba klęcząca przed obrazem modli się do tego obrazu, czy do osoby przedstawionej na obrazie. Buta i przekonanie o własnej nieomylności, które pozwalają takiemu chłystkowi, bo inaczej nie można nazwać osoby wydającej taki werdykt, oceniać na podstawie tego, na co patrzy, że obserwowany człowiek nie modli się do Boga lub świętego, są tak porażające, że trudno to w ogóle wyrazić słowami. To jest po prostu koszmar, jak bardzo niekatolicy tego „gatunku” są zaślepieni przez swoje przekonania na temat KK, że na podstawie „widzę” twierdzą, ze na pewno są w stanie powiedzieć co czyni katolik i do czego się modli.

 

„Prawdziwy chrześcijanie”

2 lutego 2011, 18:08

Dawien dawno temu trafiłem w sieci na wpis na blogu znajomego protestanta, w którym znalazłem taki fragment:

Dzięki Bogu w Polsce można klękać, wstawać, siadać i przyjmować komunię kiedy się chce, jak się chce i w którym kościele się chce. Z tej wolności korzystamy również my – prawdziwi chrześcijanie.

Wpis powstał 29 kwietnia 2010 roku, ale dopiero teraz mogę spojrzeć na to z właściwej perspektywy. ;-)

Kiedy przeczytałem te podkreślone słowa po raz pierwszy, to przez chwilę zrobiło mi się ciemno przed oczami i krew mnie zalała ze złości. Po prostu wkurzyłem się totalnie: Staje taki gostek, który porzucił Kościół katolicki na rzecz protestantyzmu i głosi tezy, że to wyłącznie członkowie jego wyznania są chrześcijanami, a katolicy, jak widać powyżej, chrześcijanami nie są. Dzisiaj, z perspektywy prawie 10 miesięcy i o wiele głębszej wiedzy na temat człowieka, który napisał powyższe zacytowane słowa, patrzę na ten tekst z politowaniem, a autora wspominam ze współczuciem.

Przemek, tak bowiem ma na imię autor tej kwestii, zamyka się w coraz mniejszym światku fanatyzmu i odcinania od wszystkiego, co mu się kojarzy z katolicyzmem. Jak zaś można się gniewać na kogoś, komu fanatyzm tak zmniejsza „pole widzenia”, że nie chce dostrzec faktu, iż Kościół katolicki jest wyznaniem chrześcijańskim, a katolicy chrześcijanami?

To po prostu nawet nie wypada. Pozostaje jedynie modlitwa i żywienie nadziei, że Bóg w swoim miłosierdziu otworzy oczy ludziom, którzy w ten sposób myślą, aby dostrzegli, że chrześcijaństwo nie kończy się, ani nie zaczyna, na protestantach n-tego pokolenia wyznań protestanckich.

Sola fide

13 stycznia 2011, 12:56

W regulaminie jednego z licznych for protestanckich znalazłem punkt definiujący, kto jest protestantem. Spośród pięciu wyznaczników protestanckości danej osoby najbardziej zaintrygował mnie ten:

Tylko wiara, a nie dobre uczynki, są podstawą do usprawiedliwienia człowieka przed Bogiem.

Co jak co, ale o autorze tego tekstu można z całą pewnością powiedzieć, że czytając Pismo Święte pominął w nim 2 rozdział listu św. Jakuba. Pada w nim bowiem zdanie, które przekazuje nam całkowicie odmienna naukę na temat usprawiedliwienia:

Jk 2:24 „Widzicie więc, że człowiek dostępuje usprawiedliwienia dzięki uczynkom, a nie przez samą tylko wiarę.

Obawiam się, że tak samo, jak w przypadku większości protestantów, właściciel tego forum, a zarazem autor zacytowanego fragmentu regulaminu, pod sola scriptura rozumie jedynie „sola to co ja chcę w Biblii zobaczyć”. W przeciwnym przypadku nie zaprzeczałby zacytowanym powyżej słowom św. Jakuba na temat tego, czy sama wiara jest wystarczająca do usprawiedliwienia człowieka przed Bogiem.

Wybielanie

3 grudnia 2010, 09:51

Jak przekonać siebie samego, że Jan Kalwin nie jest winien skazania Miguela Serveta na śmierć?

Wmówić sobie, że…

Diabeł poruszył Serce Sereveta aby dokonał SAMOBÓJSTWA w taki sposób aby oczernić Kalwina! i się UDAŁO