Ręce opadają…
29 lutego 2012, 22:09Powiem tak:
To, co zobaczyłem na tym filmie, przeraziło mnie totalnie. Jak go obejrzycie, to sami przekonacie się dlaczego tak się stało.
Powiem tak:
To, co zobaczyłem na tym filmie, przeraziło mnie totalnie. Jak go obejrzycie, to sami przekonacie się dlaczego tak się stało.
Zerknąłem sobie dzisiaj na forum biblijne. Dawno mnie tam nie było, więc zastanawiałem się, co tam ciekawego się dzieje. Z dziesiątków wątków, które tam powstały w czasie mojej nieobecności, zaintrygował mnie jeden: Na temat świadectwa Mai Frykowskiej. W nim zaś zadziwiło mnie narzekanie jednego z userów na politykę jednego z wyznań chrześcijańskich odnośnie publikacji ich materiałów filmowych na różnych serwisach. Konkretniej, to w kwestii usunięcia z Yout Tube filmów, które oni wyprodukowali (zrzut ekranu):
Hardi:
najbardziej ucierpiały na tym szczere osoby, bo tylko tacy dawali to na YT, wystarczyło poczytać komentarze tych co umieszczali, konsekwencja tego jest taka, że nie jedno konto z treściami chrześcijańskimi zostało zablokowane, a tym którym nie zablokowali dali półroczny zakaz wklejania filmików dłuższych niż 15 minut. Krótko mówiąc owoc umieszczenia tego świadectwa to spustoszenie i zniszczenie, a stoją za tym autorzy tego filmiku, przykro mi to pisać ale taka jest prawda, są odpowiedzialni za ten stan, to nie świat, ale to wina kościoła, że nie jedno konto z treściami chrześcijańskimi zostało zablokowane
Warto dodać, że Hardi również należy do kręgu osób, którym You Tube nakazało usunięcie świadectwa Mai Frykowskiej z ich profili i dało ostrzeżenie, iż w przypadku dalszego naruszania praw autorskich konto może zostać zablokowane.
Wracając do zacytowanej powyżej odpowiedzi, to trudno nie nabrać przekonania, że dla Hardiego ważniejsze jest rozpowszechnianie czyjegoś świadectwa, nawet jeżeli to łamie prawo, niż stosowanie się do zasad czy regulaminów. Prawo, a zanim portal You Tube, podaje bowiem, że nie wolno zamieszczać w sposób ogólnodostępny materiałów, do których nie ma się praw autorskich (za wyjątkiem cytatów lub małych utworów w ramach opracowań). Wrzucenie na You Tuba czystego filmu, bez dodania czegokolwiek, a potem udostępnienie go dla wszystkich osób stanowi ewidentne naruszenie prawa autorskiego i nie dziwi reakcja portalu, który nakazał usunięcie materiału.
Oczywiście, jak to często bywa w takich przypadkach, Hardi, chociaż naruszył prawo i regulamin, nie uważa, że to on jest winny. Jak to bowiem wina może być po jego stronie, skoro on chciał dobrze? Szuka więc winnych wokół i zrzuca ją tak na świadectwo („owoc umieszczenia tego świadectwa to spustoszenie i zniszczenie”), jak i na wyznanie, do którego dołączyła Maja Frykowska („odpowiedzialni za ten stan, to nie świat, ale to wina kościoła, że nie jedno konto z treściami chrześcijańskimi zostało zablokowane”). Teraz zaś odpowiedzmy szczerze na pytanie: Czy to jest owoc świadectwa i odpowiedzialność tego wyznania?
No jasne, że nie. Wina leży tylko i wyłącznie po stronie osób, które skopiowały świadectwo i wrzuciły je na swoje profile. Nikt inny jej nie ponosi, a zablokowane konta, limity długości filmów czy ostrzeżenia to owoc działania ludzi, którzy dopuścili się naruszenia prawa polskiego i regulaminu portalu You Tube, a nie świadectwa. Łatwiej jednak zrzucać z siebie odpowiedzialność i udawać, że sprawy nie ma, niż przyznać się przed sobą samym do grzechu. Ba! Hardi w swoim pędzie do „oczyszczenia” sumienia napisał coś takiego:
Nie było też nic o żadnych prawach autorskich, nagle teraz po fakcie pojawił się komunikat: „Uwaga! Prawa autorskie do wszystkich materiałów multimedialnych zawartych na stronach Chrześcijańskiego Kościoła Reformacyjnego zastrzeżone. Wykorzystanie tych materiałów możliwe jest wyłącznie za zgodą wydawcy.”
Uwalili szczerych ludzi, stoją za zablokowaniem nie jednego konta YT z treściami chrześcijańskimi, a dopiero później umieścili tekst o prawach autorskich… ehhh sorki, ale na pewno nie wejdę już na nabo-online bo nie lubię hipokryzji i obłudy…
Kuriozalność tego tekstu polega na tym, że nie musi być zamieszczany tekst o prawach autorskich, aby film podlegał ochronie i nie wolno było go publicznie rozpowszechniać. To wynika z ustawy per se i nie ma konieczności zamieszczania tego typu ostrzeżeń. Jest wręcz przeciwnie: Jeżeli film lub inne dzieło wolno rozpowszechniać, to należy zamieścić w nim lub miejscu publikacji stosowne oświadczenie.
Powiadają: Nieznajomość prawa szkodzi. Nie uprawnia także do zwalania winy za własne grzechy na innych ludzi.
Czytając forum PROTESTANCI trafiłem na kolejną rozmowę na temat chrztu. Temat miał na celu omówienie wpisu na blogu protestanckiego pastora na temat działania chrztu. Dysputa, jak to zwykle w takim przypadku bywa, podzieliła rozmówców na obozy. Moją uwagę przykuła jednak ta wypowiedź jednego z jej uczestników:
Hardi:
osobiście uważam, że słowa z Marka 16.16 i kilka innych, mówią nie o chrzcie wodnym, ale o chrzcie Duchem, gdyż Jan Chrzciciel powiedział o Jezusie jako o tym, który nie będzie chrzcić wodą, ale Duchem i dlatego myślę, że gdy Jezus mówi o potrzebie i ważności chrztu to chodzi o ten, którym On chrzci, a nie Jan
Dla wyjaśnienia sytuacji dodam, że jej autor jest byłym katolikiem, który przeszedł do Zielonoświątkowców (tak mi podpowiada pamięć, bo obecnie nie podaje w podpisie swojego wyznania, a nie jestem w stanie znaleźć wypowiedzi, w której o tym opowiadał).
„Osobiste przekonania”, które powyżej zacytowałem, są doskonałym przykładem tego, co się dzieje, kiedy ktoś odrzuca Kościół i zaczyna uważać, że sama Biblia wystarczy do tego, aby prawidłowo wierzyć. Osoba, która tak postąpi, zaczyna tworzyć własne nauki, które bardzo często są oderwane od wszystkiego, co wiadomo na temat znaczenia poszczególnych nauk wypowiedzianych przez Chrystusa i Apostołów. Oderwani od biskupów lub odrzucający ich autorytet błądzą po manowcach własnego „widzimisiężetakjest”.
Powyższy cytat jest doskonałą ilustracją tej sytuacji: Hardi, odrzucając wszystkie wyjaśnienia i przekazywane informacje na temat chrztu, tworzy własną naukę, że nakaz dany przez Jezusa nie mówi o chrzcie wodnym. Jak bowiem Bóg może czynić coś przez tak prozaiczny przedmiot jak woda? Wszystko musi odbywać się na „wyższym” poziomie: duchowo i Duchem Świętym.
Nawiasem mówiąc, to naszła mnie dzisiaj myśl, że takie odrzucanie wszystkiego co materialne wynika z przekonania niektórych osób, żę Bóg nie zniży się do posługiwania przedmiotem lub człowiekiem do dawania swoich łask.
Rozmowy z apologetami antykatolickimi są zasadniczo pozbawione sensu. Wspierani przez wiarę, że Kościół katolicki to zło ostateczne nie będą słuchać żadnych argumentów, które zaprzeczą ich wizji świata. Odrzucą z marszy nie tylko zwykłe pokazanie rzeczywistości, ale także i świadectwo Pisma Świętego.
Nic ich nie przekona.
W menu po lewej stronie bloga znajdziecie nowego linka. Piszę o tym tutaj, bo jest on o tyle ciekawy, że prowadzi do bloga pt. e-Rozmowy o Dobrej Nowinie prowadzonego przez biskupa diecezji siedleckiej Zbigniewa Kiernikowskiego. Serdecznie tam wszystkich zapraszam.
Metody naturalnego planowania rodziny uważane są przez „postępowe” kobiety i ich wygodnych partnerów za opresyjną katolicką moralność, a przez pary (także niewierzące), które je stosują – za małżeński cement. Gdzie leży prawda?
O tym możecie poczytać w tym artykule:
Jn 12,30-33
Na to rzekł Jezus: Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was. Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie. To powiedział zaznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć.
Rozmyślając nad tym pogrubionym fragmentem Ewangelii w kontekście wypowiedzi jednego z protestantów wierzących w predestynację, naszedł mnie ciekawy wniosek, o którym za chwilę opowiem.
Osoba, o której piszę, stwierdziła, że w tym miejscu Chrystus wypowiadał się wyłącznie o osobach wierzących, bo przecież nie każdy człowiek jest chrześcijaninem, więc w innym przypadku ta wypowiedź była by kłamstwem. Oczywiście powołuje się tutaj na dowód w postaci przytoczenia innego miejsca w NT, w którym Jezus używa tego samego słowa „wszyscy” jako dookreślenia do kwestii wierzących w niego. Błąd tego typu argumentacji jest widoczny dla każdego, ale nie to jest najważniejsze.
Przytoczę jeszcze raz słowa Chrystusa: (…) Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie. Abstrahując od słów tego protestanta, nachodzi mnie myśl, że te słowa są prawdziwe nie dlatego, że dotyczą wierzących w Chrystusa, a z racji na to, że obok Zbawiciela nie można przejść obojętnie. Wszyscy, którzy „dostrzegają” wywyższonego na krzyżu Chrystusa, są przez Niego przyciągani, nawet jak reagują nienawiścią tak na Jego samego, jak i na ludzi podążających za Nim. Bóg bowiem powołuje do wiary i zbawienia wszystkich ludzi (por. 1 Tym 2,3-4), przyciągając ich do Zbawiciela, ale wolą człowieka jest to, jak na to przyciągnięcie zareaguje: Czy przylgnie do krzyża i da się poprowadzić do zbawienia, czy też to wezwanie odrzuci lub zignoruje, nawet reagując nienawiścią do wszystkiego, co Chrystusem związane.
Wybór jest nasz, ale przyciągnięci do Zbawiciela jesteśmy wszyscy.
Dowcip znaleziony na jednym z for, które odwiedzam:
Lech Kaczyński po śmierci trafił do Nieba. Przywitał go Święty Piotr i zaczął oprowadzać. Lecha bardzo zainteresowała masa zegarów, które były rozmieszczone w całym Niebie, więc spytał:
- Co to za zegary i dlaczego wskazują różne godziny?
- Widzisz Leszku, każdy z tych zegarów jest powiązany z jednym człowiekiem, a ich wskazówki przesuwają się do przodu z każdym kłamstwem. W momencie urodzenia zegar wskazuje godzinę 12. Tu dla przykładu masz zegar Matki Teresy – jego wskazówki nawet nie drgnęły.
- A gdzie jest zegar Donalda Tuska?
- Ten robi za wentylator u Szefa na biurku…