Powiadają, że zły to ptak, co własne gniazdo kala, i słusznie czynią kiedy tak mówią. Jednak wielu, zbyt wielu, nie dostrzega, że są właśnie takimi ptakami, co kalają własne gniazdo. Obmawianie, rzucanie nie popartych dowodami oskarżeń, wypominanie, dziwne żale… Wszystko co najgorsze na porządku dziennym.
Wiecie, to jest taka gorzka refleksja spowodowana dyskusją z kolega w robocie, gdzie w ciągu paru minut rzucono mi w twarz standardowy komplet oskarżeń pod adresem Kościoła. Standardowy także pod względem „statystyk”.
Zaczęło się od kwestii namawiania posłów przez biskupów do tego, aby wprowadzić w Polsce zakaz stosowania in vitro. Szybko jednak rozmowa na temat in vitro przeskoczyła na tematy poboczne, gdzie okazało się, że pod pojęciem „Kościół” kolega zasadniczo rozumie biskupów i księży. Gdy zaś do tego doszło, to zaczęło się wypominanie, czego to „Kościół” nie robi: a to, że nie apeluje w kwestii alkoholizmu, to że nie działa w sprawie dzieci w domach dziecka, a to że pedofilia i celibat jest „be” itd. itp.
Kumpel oczywiście nie zauważał, że powtarza sztampowe pseudoargumenty, które mają podważać autorytet Kościoła i księży, ale mnie zaczęło zastanawiać, czy na tym ma polegać wg. niego bycie katolikiem, że występuje się przeciwko Kościołowi. Oczywiście ja dostrzegam różne niedociągnięcia w postępowaniu katolików, bo nikt nie jest bezgrzeszny, ale są pewne granice. Skoro katolik w dyskusji zaczyna obrzucać swój Kościół pomówieniami i kłamstwami, to jest już coś nie tak z tym człowiekiem.
Martwi mnie fakt, że coraz większa ilość katolików zaczyna tak postępować.