Wpisy archiwalne z: Grudzień 2010

Post i modlitwa – Łk 2,36-40

30 grudnia 2010, 15:54

Łk 2,36-40

Gdy Rodzice przynieśli Dzieciątko Jezus do świątyni, była tam prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą.  Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy.  A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret.  Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.

Kiedy jest czytany ten fragment Pisma Świętego, to jak przypuszczam, niewiele osób zwraca uwagę na to, co prorokini Anna czyniła jako służbę Bogu przez całe swoje życie. Większość z nas, jak mniemam, bardziej zwraca uwagę na to, ze owa kobieta była prorokiem i rozgłaszała zgromadzonym ludziom informacje o Chrystusie.

Warto jednak czasem zatrzymać się nad tym fragmentem, w którym ewangelista przekazuje nam informację odnośnie tego, w jaki sposób prorokini Anna służyła Bogu w świątyni Jerozolimskiej:

Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą.

Ważne słowa. Wskazują nam na dwa sposoby służby Bogu, które może praktykować praktycznie każda osoba, a o których chyba nie wiele osób sobie zdaje sprawę z tego, że właśnie Bogu w ten sposób służą: Post i modlitwa. Każdy z nas bowiem zapewne jak słyszy te słowa, to bardziej kojarzy je z umartwianiem się i egzorcyzmami („Ten zaś rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i postem” – Mt 17,21), niż właśnie ze służbą Bogu. A szkoda, bowiem może wtedy inaczej byśmy podchodzili do kwestii piątkowego postu: Zamiast widzieć w nim wyłącznie obowiązek zaczęli byśmy patrzeć na niego jako na jeszcze jeden sposób służenia Bogu. Tak samo pacierz czy modlitwa w czasie Mszy Świętej stała by się nie tylko rozmową z Bogiem…

Pomyślcie nad tym i służcie Bogu postem i modlitwą.

Czym się różni wróbel…

29 grudnia 2010, 11:43

Powiadają, że wróbel ma dwie nogi, a szczególnie lewą.

Dowcip, jak każdy abstrakcyjny, niezrozumiały. Tak samo niezrozumiałe jak ten dowcip jest także to, że niekatolicy w swoim uporze nie chcą zrozumieć tego, że w Kościele katolickim do wielu spraw podchodzi się inaczej, niż się to czyni np. wśród protestantów n-tego pokolenia.

Tak przykładowo ostatnio tknęła mnie diametralna różnica w podejściu do wspominania wydarzeń z życia Chrystusa w czasie obchodzenia świąt czy to Bożego Narodzenia czy Wielkanocy i brak zrozumienia dla tej różnicy u niekatolików. Oni bowiem podchodzą do tego jako do czystego wspomnienia tamtych wydarzeń i traktują to jako rzecz zamkniętą – ot, jak gdyby czytali podręcznik do historii. Tymczasem w Kościele katolickim obchodzenie wspomnienia danego wydarzenia jest niejako uczestnictwem w nim. Towarzyszeniem Chrystusowi w tym, czego doświadczał i co przeżywał, a nie tylko suchym odczytaniem informacji i przypomnieniem tego, co się działo.

Niestety, klapeczkowe patrzenie antykatolika na KK nie pozwoli mu na dostrzeżenie tego faktu i będzie się oburzał, że np. śpiewa się kolędy będące kołysankami, bo przecież „Chrystus nie jest już dzieckiem”. Tego zaś, że w ten sposób katolik chce się włączyć w życie Chrystusa i uczcić także to, iż był On bezbronnym dzieckiem wymagającym opieki, to już nie będzie chciał dostrzec. Bo i po co? Wtedy musiałby jednak zrozumieć tą różnicę, o której pisałem na początki, i nie mógłby się oburzać na katolików z powodu np. kolędy „Lulajże Jezuniu”.

Daleki Bóg

27 grudnia 2010, 11:39

Kiedy ktoś stawia katolikowi zarzut odnośnie proszenia świętych o wstawiennictwo u Boga, to w wielu przypadkach kwituje go mniej lub bardziej zawoalowanym stwierdzeniem, że w ten sposób Kościół katolicki oddala Boga od człowieka. Wszak skoro katolik prosi o coś świętych, to znaczy, że do Boga ma daleko i boi się/nie chce/nie może zwracać się do niego bezpośrednio. O tym, że to błędny pogląd, pisałem już kilka razy. Dzisiaj tknęła mnie inna sprawa: Osoby, które tak twierdzą, zazwyczaj po wytoczeniu argumentów zaczynają przekonywać, że dopiero porzucając KK można znaleźć się naprawdę blisko Boga i „nawiązać z nim osobistą więź”.

Nic bardziej mylnego.

Przepatrzyłem sobie właśnie w myślach „dostępność” Boga w kolejnych pokoleniach wyznań osób, które takie tezy mi prezentowały i doszedłem do wniosku, że im później dane wyznanie powstało na łonie potomków Reformacji, tym do Boga dalej. Tym mniej On jest obecny bezpośrednio w życiu człowieka, a tym bardziej Jego obecność skupia się na mówieniu człowieka do Boga i łaskach, co do których nie bardzo jest pewność, czy rzeczywiście zostały udzielone. Im dalej bowiem w las, tym więcej sposobów otrzymywania łask od Boga i przebywania w bliskości z nim zostaje odrzucone.

Przekazywanie Ducha Świętego?

Nie ma.

Spożywanie Ciała i Krwi Chrystusa?

Nie ma.

Namaszczenie chorych olejem w imię Pana połączone z odpuszczeniem grzechów?

Nie ma.

Odpuszczenie grzechów?

Nie ma (tu jest próba stwierdzania, że Bóg odpuszcza jak człowiek je bezpośrednio jemu wyznaje, ale jak poucza Biblia, Bóg dał tę władzę ludziom, aby to w jego imieniu czynili).

Małżeństwo z zaproszeniem Boga do działania w nim?

Nie ma.

Prezbiterzy z charyzmatami od Boga do sprawowania posługi?

Nie ma.

Chrzest będący narodzeniem na nowo?

I  jest, i nie ma, bo chociaż chrzest jest w imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego, to jednak takie wyznania twierdzą, że narodzenie na nowo dokonuje się w czasie nawrócenia, a nie chrztu.

Tak patrząc z boku trzeba zresztą trzeba powiedzieć, że im „nowsze” wyznanie, tym większe w nim przekonanie, że Bóg w swoich kontaktach z człowiekiem i przekazywaniu mu swoich łask w ogóle nie posługuje się materią i przedmiotami. I chociażby wskazywało się na dziesiątki przykładów z Pisma Świętego, gdzie np. Chrystus posługiwał się przedmiotami (w tym błotem), do udzielania swoich darów ludziom, to takie wyznania będą temu zaprzeczać ze wszystkich sił.

Chyba tylko dlatego, że KK posługuje się przedmiotami…

Radość z seksu

25 grudnia 2010, 06:00

Wiele osób żyje w błędnym przekonaniu, że Kościół katolicki naucza, iż celem aktu płciowego jest tylko i wyłącznie poczęcie potomstwa. Cóż, dla nich wszystkich mam ciekawy artykuł do przeczytania. Mam nadzieję, że po jego lekturze zmienią opinię na temat nauczania Kościoła katolickiego w kwestii współżycia małżeńskiego.

Radość z seksu

Życzenia

24 grudnia 2010, 00:01

Wszystkim czytelnikom mojego bloga, zarówno tym, którzy mnie lubią, jak i osobom żywiącym do mnie negatywne odczucia, z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę serdecznie jednego:

Obyśmy kiedyś wspólnie stanęli przed Bogiem w niebie i spędzili wieczność razem z nim.

Genialne

23 grudnia 2010, 19:05

Telewizja Polsat wymyśliła wreszcie sposób, aby widzowie zapłacili za teleturniej, który będą oglądać, oraz zasponsorowali nagrody dla jego uczestników: Stworzyli teleturniej dziejący się na żywo, w którym widzowie będą głosować za pomocą SMSów na gracza, który ma wygrać. Do pełni „szczęścia” dodali opcję, że zgłoszenia do teleturnieju będą dokonywały się również za pomocą wiadomości SMS, zaś weźmie w nim udział pięć losowo wybranych osób z pośród tych, które się zgłosiły. Koszt SMSa to tylko 4,88 zł z VAT.

Niezłe. Ciekawe jedynie, czy to wypali…

Mam jednak takie przeczucie, że w Polsce znajdzie się dostatecznie wiele osób, które dadzą się nabrać na oferowaną nagrodę główną i program zarobi krocie. W końcu przecież kto by się oparł pokusie wysłania jednego SMSa, skoro w przypadku dostania się do programu i zajęcia choćby czwartego miejsca, jego koszt zwróci się minimum pięćtysięcykrotnie?

Czym się różni?

20 grudnia 2010, 20:49

Czym się różni chrześcijanka skazana w państwie muzułmańskim na karę śmierci za „bluźnierstwo przeciwko Mahometowi” od muzułmanki skazanej na śmierć za cudzołóstwo?

W przypadku tej drugiej wszyscy martwią się tym, że otrzymała wyrok śmierci i ślą petycje o jej uwolnienie. W kwestii chrześcijanki o wstrzymanie wykonania wyroku nawołują głównie organizacje chrześcijańskie. Reszta świata ma to w… miejscu, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę.

W oparach absurdu

16 grudnia 2010, 21:18

Są takie dni, kiedy mam ochotę rzucić ten świat i poszukać sobie jakiejś miłej pustelni daleko od cywilizacji. Odejść od tego zakłamania i popapranego sposobu myślenia „nowoczesnych” ludzi i schować się przed kretynizmami, które powoli zaczynają dominować w naszej cywilizacji.

Jak się bowiem dowiadujemy z najnowszych doniesień, sąd apelacyjny w Brukseli przyznał dziecku odszkodowanie 430 tys euro za to, że nie przeprowadzono na nim „aborcji terapeutycznej”. Co  bardziej absurdalne, sąd w uzasadnieniu dla wyroku stwierdził, że jego zabicie leżało w „bezsprzecznym i uprawnionym interesie dziecka”. Dlaczego? Ponieważ w dwa lata po narodzeniu okazało się, że cierpi na chorobę genetyczną, zaś w czasie ciąży rodzice poddali córkę badaniom prenatalnym z wyraźnym zaznaczeniem, że jeżeli będzie chora, to ją zabiją.

Horror.

Zamiast posadzić rodziców do paki za zamiar zabójstwa na swoim dziecku, sąd przyznaje dziewczynce ogromne odszkodowanie za to, że na skutek błędnego wyniku badania nie została zamordowana przez swoją matkę i ojca.

Nie powiem już czego można dostać, kiedy czyta się, że zabójstwo chorego dziecka przed narodzeniem to „terapeutyczna aborcja”. Od kiedy bowiem zabicie chorego jest terapią??? Dziwię się, że w Belgii nie zaczęto stosować tej metody leczenia powszechnie, a nie tylko na dzieciach przed narodzinami. Ileż to by bowiem problemów rozwiązało i oszczędziło wydatków, gdyby dokonywać „terapeutycznej eutanazji” na chorych…