Wpisy archiwalne z: Listopad 2010

Zima

29 listopada 2010, 12:14

Czy pamiętacie zimę, która nie zaskoczyła by drogowców?

Ja nie. To się jeszcze nie wydarzyło za mojego życia.

Koncert bożonarodzeniowy?

25 listopada 2010, 11:26

Czym będzie się różnił koncert z okazji Bożego Narodzenia w szkole Cammeray Public School w Australii od innych takich koncertów?

W tej szkole wydano zakaz śpiewania na tym koncercie piosenek o Jezusie. Podobno dlatego, że mogło by to urazić uczucia niechrześcijan.

Nie wiem, czy takie piosenki by ich uraziły, ale taki zakaz na pewno ich rozbawi. Choćby dlatego, że niechrześcijanie zdają sobie sprawę z tego, czym jest Boże Narodzenie i z absurdalności zakazu mówienia i śpiewania o Jezusie w ramach obchodzenia tego święta.

Łk 18,35-43 – nie daj się zagłuszyć

15 listopada 2010, 06:00

Łk 18,35-43

Kiedy Jezus zbliżył się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał, że tłum przeciąga, dowiadywał się, co się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi. Wtedy zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie.
A gdy się zbliżył, zapytał go: „Co chcesz, abym ci uczynił?”  Odpowiedział: „Panie, żebym przejrzał”. Jezus mu odrzekł: „Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła”. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu.

Powyższy fragment Ewangelii zawierający opis kolejnego cudu dokonanego przez Pana Jezusa podczas jego działalności na ziemi jest zasadniczo pokazaniem mocy wypływającej z wiary człowieka. Chrystus bowiem, chociaż uzdrawia człowieka swoją mocą, wskazuje na wiarę uzdrowionego jako źródło uzdrowienia…

Tak przeważnie zaczynają się wszelkie interpretacje tego opisu. Może nie dokładnie takimi słowami, ale sens jest zachowany. Ja zaś chciałbym zwrócić waszą uwagę na inny ważny aspekt tego uzdrowienia, który czasem gubi się przy rozmyślaniu na jego temat. Chrystus powiedział: „Twa wiara cię uzdrowiła” i to nie podlega negacji. Warto jednak popatrzeć na tą wiarę dokładniej.

Można powiedzieć, że była ona niezachwiana, ufna i szczera, bo taką ją widzimy. Przede wszystkim jednak trzeba powiedzieć, że ta wiara nie dała się zagłuszyć przez ludzi, którzy stali obok. Ślepiec, kiedy dowiedział się, że Chrystus  właśnie koło niego przechodzi, zaczął głośno wołać i prosić go o ulitowanie się nad nim. Jednakże, kiedy ludzie stojący obok próbowali go uciszyć i sprawić, aby zamilkł, ten człowiek się nie poddał, ale tym głośniej i żarliwiej krzyczał do Pana Jezusa.  Nie poddał się presji i nie pozwolił na to, aby zamknięto mu usta.

Wiara tak silna, że nie pozwalająca się uciszyć człowiekowi, który ma jakąś „sprawę do Boga”, kiedy inni ludzie na niego nastają i chcą, aby zamilkł. Wiara, która każe głośno wołać i nagabywać się Bogu. Wiara, której chyba jednak nam często brakuje…

Bo czy nie tkwi gdzieś głęboko w nas przekonanie, że Bogu nie można się naprzykrzać? Czy nie dajemy się przekonać innym, że są sprawy, w których nie powinniśmy przychodzić do Boga?

„Kto spożywa niegodnie…”

13 listopada 2010, 11:03

Na forum PROTESTANCI znalazłem nowy zarzut wysunięty pod adresem Mszy Świętej sprawowanej w Kościele katolickim:

Dzisiejsza msza w KK to oprócz czytania Pisma Świętego, to jeden wielki stek bzdur. Najpierw ksiądz cytuje słowa Jezusa”…róbcie to na moją pamiątkę”, a jak ktoś chce iść do komunii, to najpierw wysyłają go do spowiedzi! Pytam, jakim prawem decydują o tym!!! Czy Jezus tez kazał Apostołom się wyspowiadać, zanim rodał chleb i wino?

Jedną z rzeczy, które nieodmiennie mnie bawią od dłuższego czasu, jest powtarzana przez osoby, które piszą zarzuty takie jak powyższy, teza, że doskonale znają tekst Pisma Świętego i treść nauczania katolickiego. Jednakże nie o tym miała być mowa, co uznają takie osoby. Autor tego zarzutu postawił konkretne pytanie: Jakim prawem księża nakazują najpierw się wyspowiadać, a dopiero potem przystępować do Komunii Świętej? Pytanie istotne, bo kryjące w sobie dwie rzeczy, z których jedna jest widoczna dla wszystkich, a druga ukryta w podtekście.

To, co każdy jak mniemam widzi, jest sprawą podstawową: Wymóg godnego, czyli z czystym sumieniem, przystępowania do Komunii. Autor ma najwyraźniej trudność z zaakceptowaniem tego, że ktoś powiedział jasno i jednoznacznie, że nie każdy może spożywać Ciało i Krew Chrystusa. Buntuje się. Tymczasem, jak w wielu przypadkach, wystarczy poczytać Pismo Święte, aby spostrzec, że przestrogę przed niegodnym spożywaniem Eucharystii sformułował już w I wieku św. Paweł w swoim 1 liście do Koryntian:

1 Kor 11,20-28

20 Tak więc, gdy się zbieracie, nie ma u was spożywania Wieczerzy Pańskiej. 21 Każdy bowiem już wcześniej zabiera się do własnego jedzenia, i tak się zdarza, że jeden jest głodny, podczas gdy drugi nietrzeźwy. 22 Czyż nie macie domów, aby tam jeść i pić? Czy chcecie znieważać Boże zgromadzenie i zawstydzać tych, którzy nic nie mają? Cóż wam powiem? Czy będę was chwalił? Nie, za to was nie chwalę! 23 Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb 24 i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: «To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to na moją pamiątkę». 25 Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: «Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę». 26 Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie. 27 Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. 28 Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. 29 Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije.

Tu jest właśnie podany powód, dla którego księża i biskupi „gonią” wiernych do spowiedzi przed przystąpieniem do Komunii Świętej – wersy 27 i 29, a dokładniej zawarta w nich wina i wyrok za spożywanie Ciała i Krwi Chrystusa w sposób niegodny. Zaś właśnie przystąpienie do Stołu Pańskiego z grzechem ciężkim na sumieniu jest jednym ze sposobów na to, aby spożywać Ciało i Krew Zbawiciela bez zważania na nie.  Przed tym właśnie chcą ustrzec wiernych ich duszpasterze.

Niestety są osoby, tak jak autor przytoczonego na wstępie zarzutu, którym nie bardzo się to podoba z racji na to, co jest ukrytą w podtekście sprawą: „Ja nie mam zamiaru nikomu opowiadać o tym, co uczyniłem złego. Nikt z ludzi nie ma prawa o tym wiedzieć i się o to dopytywać!”  Typowy, wielokrotnie już przeze mnie obserwowany bunt przeciwko Sakramentowi Pojednania. Bunt podwójnie przykry do oglądania, bo tak jawne odrzucanie łaski od Boga, łaski uzyskania odpuszczenia grzechów, trudno jest  oglądać bez smutku.

To jest już jednak materiał na inny wpis.

Dwie grupy

9 listopada 2010, 10:38

Ludzi, którzy czytają opisy Ostatniej Wieczerzy można podzielić na dwie grupy:

1. „Jakżeż on może dać swoje Ciało do spożycia, a Krew do wypicia? To niemożliwe.”

2. „Panie, Ty masz słowa życia wiecznego, więc wierzę we wszystko, co powiedziałeś.”

Jedność a „sprawy drugorzędne”

8 listopada 2010, 06:00

Jedność Kościoła jest jednym z ciekawszych tematów, o których można porozmawiać lub porozmyślać. Istnieje tutaj sporo ścieżek, którymi można podążyć w swoich dociekaniach, ale mnie ostatnimi czasy najbardziej uderzyła kwestia jedności, która jest niezależna od „spraw drugorzędnych”. To zaś stało się znowu za przyczyną kolejnej dyskusji w sieci, którą miałem okazję obserwować, a w której kolejny raz wyszedł na wierzch problem jedności chrześcijan i istnienia jednego Kościoła.

Osią mojej zadumy stało się stwierdzenie, że chociaż wyznania protestanckie dzielą się na x różnych odłamów i odłamików, to są one jednością ponieważ w kwestiach ważnych wyznają jedną wiarą, a różnią się między sobą w sprawach drugorzędnych.

Pomyślałem sobie:

Co to za jedność, skoro sprawy drugorzędne powodują powstanie rozłamów? Czy w ogóle to są sprawy drugorzędne, skoro w ich kwestii nie zdołano dojść do porozumienia i powrócić do pełnej jedności wyznań protestanckich?

Szczerość jest cnotą więc nie będę owijał w bawełnę: Czy kwestię, która powoduje rozłam, można w ogóle nazwać mianem „sprawa drugorzędna”?

Nie można.

Jakaś kwestia jest sprawą drugorzędną wyłącznie w przypadku, kiedy można w jej kwestii dojść do jakiegoś wspólnego mianownika i albo w ogóle nie dojdzie do rozłamu, albo daje się przywrócić jedność. Jeżeli dochodzi do rozłamu albo nie można dojść do jedności, to dana kwestia jest sprawą pierwszorzędną. Sprawą tak ważną, że dwie grupy nie chcą się zgodzić na wypracowanie kompromisu, który pozwoliłby na zachowanie lub przywrócenie jedności, ponieważ uważają, że takie decyzje oznaczały by zdradę lub wyparcie się wiary. Drugorzędną kwestią, prawdziwą drugorzędną kwestią, jest na przykład istniejąca w Kościele katolickim różnica w kwestii celibatu między Kościołem rzymskokatolickim a Kościołem grekokatolickim – mimo, że nauczanie w tej kwestii jest odmienne, to nie powoduje to zerwania wspólnoty i rozłamu w Kościele.

Drugi rząd nie dzieli. Drugi rząd zawsze się dopasuje do pierwszego.

Kolejkowy problem

6 listopada 2010, 18:50

Stałem sobie właśnie w kolejce do kasy, kiedy nagle podeszła do mnie jakaś kobieta i stwierdziła:

- Ja tu będę stała za panem. Niech pan nikogo nie wpuszcza.

Ponieważ w tym momencie był dość duży tłok przy kasach, to prośba mnie zasadniczo nie zdziwiła. Uznałem po prostu, że kobieta o czymś zapomniała, a nie chcąc stracić w miejsca w kolejce kiedy się po to coś wróci, postanowiła je sobie u mnie „zaklepać”. Jednakże niemal natychmiast usłyszałem sprostowanie:

-  Wie pan, jest duży tłok i nie wiem, która kolejka będzie szybciej się przesuwała…

Zatkało mnie na tyle, że nie zdążyłem odpowiedzieć tej pani, że sama niech pilnuje swojego miejsca a ja nie będę dla niej blokował miejsca, zanim ode mnie odeszła. Na szczęście ta kobieta nie postanowiła zmieniać kolejki i przenosić się za mnie, więc problem sam się zlikwidował.

Tym niemniej to zachowanie, które w kolejce do kasy nieco irytuje, znacznie częściej powtarza się w dużo bardziej poważnych przypadkach, czyli umawianiu się na wizyty do specjalisty czy np. w zaklepywaniu sobie miejsc na uczelniach. Praktycznie powszechnym obyczajem stało się, że ludzie zamiast zapisać się do jednego specjalisty, to z racji na duże kolejki umawiają się na wizyty do kilku kolejnych.  Czynią to zaś dlatego, że chcą sobie przyspieszyć wizytę wychodząc z założenia, że jak są u kilku specjalistów, to na pewno któryś ich w końcu przyjmie. W efekcie tworzą gigant kolejki, w których tak bardzo nie chcą utknąć.

Wąż ugryzł się we własny ogon.

Dyskusje

5 listopada 2010, 11:27

Brałem udział w wielu dyskusjach na temat wiary i Pisma Świętego. Zapalczywie i z przekonaniem prezentowałem swoje poglądy i wiarę popierając je stosownymi fragmentami Biblii i innych tekstów. W sumie napisałem już pewnie miliony słów w wielu miejscach. Dzisiaj, patrząc na toczącą się na forum PROTESTANCI rozmowę pomiędzy protestantem a katolikiem na temat predestynacji, dotarło do mnie, że… szkoda na to czasu. Czasu, który można spędzić w dużo ciekawszy sposób. W dodatku bardziej owocny.

Wniosek, który powyżej napisałem, jest efektem dostrzeżenia, że niezależnie od ilości poświęconego czasu i przedstawionych argumentów, to i tak niczego nie zdołam zmienić. Zapewnia to zarówno mur doskonałej odporności u interlokutorów  co do przyjmowania przedstawianej wiedzy, jak i ich przekonanie o tym, że nikogo i niczego nie potrzebują do wyjaśniania Pisma Świętego, bo sami ją doskonale rozumieją. Całkowitej i niezachwianej pewności, że oni sami, bez niczyjej pomocy, są w stanie zinterpretować i wyjaśnić każdy kawałek Pisma Świętego. To przekonanie w połączeniu z 100% przekonaniem odnośnie tego, że katolik nie może przedstawić im niczego dobrego i prawdziwego, tworzy idealny pancerz.

Skoro zaś nie da się go rozbić, to po co się męczyć?

Dlatego praktycznie przestałem się udzielać w dyskusjach o wierze. Czasem dodam parę postów do jakiegoś tematu wskazując co dokładnie jest nauczanie w Kościele Katolickim i dlaczego, ale bardziej na zasadzie pokazywania jak się rzeczy mają, niż w celu przekonania kogokolwiek co do słuszności danej nauki.

Ścinanie liści z drzewa nie sprawi, że da się je przerobić na opał.