Wpisy archiwalne z: Październik 2010

Tajemnica

30 października 2010, 06:00

Dlaczego antykatolickim apologetom nie warto cytować jakichkolwiek dokumentów Kościoła katolickiego lub fragmentów Biblii potwierdzających katolickie nauczanie?

Ponieważ ich nie interesuje nic, co mogło by wyrwać ich ze stworzonego przez siebie małego antykatolickiego światka. Natomiast przyjęcie do wiadomości jak brzmią prawdziwe wiara i nauczanie KK oraz faktu istnienia podstaw w Piśmie Świętym zburzyło by ten świat w całości. To zaś jest dla nich nie do przyjęcia, bo gdzie oni by się podzieli bez swojego antykatolicyzmu?

„Nie powinien”

29 października 2010, 17:26

W Polsce toczy się dyskusja na temat ustawy o in vitro. Ma ona miejsce w przestrzeni publicznej, ma miejsce w domach. Głosy znajdziemy tak w realu jak i w sieci. Smutną sprawą, o której już zresztą pisałem, są próby ograniczenia prawa niektórych do wypowiadania się tej materii. Dokładniej zaś rzecz biorąc , zakazania Kościołowi katolickiemu wypowiedzi. Jeden z głosów, autorstwa Haereticusa, nawołujących do tego, aby księża i biskupi nie wypowiadali się w kwestii in vitro znalazłem w komentarzach do wpisu pt. „kolejne dobre pytanie„.*

To, że Kościół nie powinien mieszać się do spraw Państwa to jest pewne. Natomiast z całą pewnością ma pełne prawo mieć swoje zdanie i ma także prawo nakładać ekskomunikę. Ma prawo też informować o tym, że tak się stanie, co nie jest wcale zastraszaniem – o czym bredziła dziś pani Środa na antenie TV. Warto by było natomiast, aby panowie w czarnych i purpurowych sukniach, a także ten jeden, który nosi białą, zaczęli słuchać także drugiej strony, bo póki co albo wcale nie dopuszczają jej do głosu, albo zupełnie nie zwracają uwagi na to, co mówi. No ale tak czy siak z cała pewnością nie mają prawa o takich sprawach decydować, bo tu jest Polska a nie Watykan (co im się, niestety, dość często myli)!

Haereticus najwyraźniej zapomniał, że biskupi czy prezbiterzy nie decydują o kształcie prawa polskiego czy ustaw uchwalanych przez polski Parlament. Trudno mi orzec dlaczego tak się stało, że tego nie pamięta, ale dla osób, które mogą słabo znać prawo kanoniczne i inne przepisy dotyczące duchownych, przypomnę, że duchowni nie mogą kandydować na jakiekolwiek urzędy świeckie. Inaczej mówiąc: Nie mogą zostać parlamentarzystami i decydować o kształcie ustawi np. o in vitro. Najwyraźniej jednak dla niego mieszanie się Kościoła do spraw państwa to właśnie wypowiadanie się na temat tego, co się w państwie dzieje i jak się mają ustawy do nauczania i wiary chrześcijańskiej. Trochę to dziwi w świetle faktu, że te słowa zostały napisane przez człowieka, który bardzo mocno i dobitnie stwierdzał, że jest chrześcijaninem.

Zastanawiam się także nad tym, na czym miało by według niego polegać „wysłuchanie drugiej strony” albo „zwrócenie uwagi na to, co mówi” przez Kościół katolicki. Czyżby żywił przekonanie, że ma to być pokiwanie ze współczuciem nad losem „biednych bezpłodnych” i uznanie, że chociaż ta metoda jest wg KK zła, to nie można psuć czyjegoś dobrego samopoczucia i należy zaprzestać głośnego wypowiadania nauczania Kościoła w tej materii? Trudno nie odnieść takiego właśnie wrażenia odnośnie przekonań Haereticusa: Możecie mieć własne zdanie, ale wypowiadajcie je w kościołach, a nie publicznie.

Haereticus jak chce, tak może sobie myśleć – jego wola. Gorsza sprawa jest natomiast taka, że te głosy pojawiają się coraz częściej i coraz bardziej natarczywie, a wielu katolików zaczyna im ulegać i powtarzać. Niestety, dali sobie wmówić, że Kościół rzeczywiście powinien ograniczyć wypowiadanie swojej opinii do własnego podwórka. W dodatku nie powinien zajmować się kwestią np. ustawy o in vitro, bo przecież to jest prywatna sprawa każdego człowieka co o tym myśli i czy będzie z niej korzystał.

Żywię jednak nadzieję i głęboką wiarę, że takich osób będzie niewiele, a biskupi i prezbiterzy nie przestaną głośno i publicznie mówić o tym, co Kościół w danych kwestiach naucza. Nawet wtedy, kiedy idzie „pod prąd”.

.

* Nawiasem mówiąc ten wpis również odnosi się do in vitro, ale autor napisał go w taki sposób i operował takimi argumentami, że po prostu nie wypada go omawiać, bo było by to uznanie, że można tak pisać.

Błędne koło – Rozpoznawanie herezji

28 października 2010, 16:04

W komentarzach do wpisu pt. Uwielbienie (muzyczne) cz. 2 na blogu pisanego przez Przemysława Golę, wywiązała się taka krótka wymiana zdań:

Einstein: Jak rozpoznać, czy zbór głosi herezję, skoro twierdzi, że na Biblii się opiera?

Przemysław Gola: Właśnie po to została nam dana Biblia, abyśmy mogli skonfrontować z nią to, co głosi dany nauczyciel.  Po tym poznajemy, że dany zbór głosi herezję, że jego nauczanie nie jest zgodne z Biblią.

E.: Tylko skąd wiedzieć, że to nie ja źle rozumiem Biblię i tworzę herezje na jej podstawie? Może to jednak zbór głosi prawidłowo, a moje rozumienie jest błędne?

P.G.: Porusza Pan ważną kwestię. Mianowicie, czy możemy mieć pewność, że nie popadliśmy w zwiedzenie? Wszak człowiek zwiedziony nie wie, że jest zwiedziony.  To prawda, że człowiek zwiedziony nie wie, że jest zwiedziony. Dlatego mówimy, że  właściwa wiara jest również darem Bożym. To Bóg przez Ducha Świętego otwiera oczy i prowadzi do właściwej wiary tych, nad którymi się zlituje i którzy przyjmą ów dar wiary.  Jednakże jest również czynnik ludzki, który zależy od nas. Mianowicie samo Pismo mówi, jak nie być zwiedzionym przez byle oszustwo ludzkie.

E.: Ja jednak nie pytam o to, jak nie być „zwiedzionym przez oszustwo ludzkie”. Chciałbym po prostu dowiedzieć skąd mam skąd mam wiedzieć, że to nie ja błądzę w swoich interpretacjach Pisma Świętego?

P.G.: Poprzez zapoznanie się z tym Pismem! Myślę, że pytanie jest podobne do: „skąd mam wiedzieć, że nie jestem daltonistą”.

Są tam jeszcze w tym momencie trzy dodatkowe wypowiedzi, ale to co zacytowałem jest już wystarczające, ponieważ widać już tytułowe zatoczenie koła przy rozpoznawaniu herezji.

Protestanci i inni chrześcijanie wywodzący się z tego nurtu odstępstwa od Kościoła katolickiego, żyją w przekonaniu, że Biblia jest wyznacznikiem i „nadrzędną instancją” jeżeli chodzi o tworzenie, uzasadnianie i rozpoznawanie właściwego nauczania. Są także święcie przekonani, że każdy człowiek może wyjaśniać i interpretować teksty zawarte w księgach Pisma Świętego. W efekcie protestantyzm jest jednym z najbardziej podzielonych nurtów chrześcijaństwa, w którym codziennie dochodzi do coraz to nowych podziałów i tworzenia kolejnych wyznań na skutek rozchodzenia się interpretacji Biblii w różnych wspólnotach i wyznaniach protestanckich.

Jednakże, ponieważ każdy chce mieć jakieś poczucie stabilizacji, a sola scriptura daje im ku temu wygodną podstawę uciszającą ewentualne zawahania dobrego samopoczucia co do kwestii właściwego rozumienia Słowa Bożego, powstaje swoiste błędne koło mające na celu wmówienie sobie, że dobrze się czyni odrzucając nauczanie wspólnoty, do której się należy. Jest nim, widoczne w rozmowie zacytowanej powyżej, przekonanie, że „Pismo Święte służy do rozpoznawania herezji”. Oczywiście do rozpoznawania ich nie tylko w zborze, do którego protestant należy, ale także do rozpoznawania ich w swoim własnym myśleniu bez konfrontowania z poglądami innych ludzi, którzy przecież mogą się mylić, a Biblia mylić się nie może.

Na czym polega to błędne koło? Popatrzmy na etapach:

I. Protestant bierze tekst Pisma Świętego i czyta jakiś jego fragment.

II. W/w protestant na podstawie przeczytanego fragmentu dochodzi do określonych wniosków czy nauczania, które przyjmuje za prawdziwe.

III. Celem sprawdzenia, czy dane nauczanie jest prawidłowe, protestant sięga po Biblię i czyta ją w poszukiwaniu potwierdzenia lub zaprzeczenia stworzonej tezie.

Kółko się zamyka.

Czytelnik sam sobie sprawdza błędy w rozumieniu tekstu, który przed chwilą przeczytał, poprzez czytanie tego tekstu. Czy to da jakiś efekt? Mało prawdopodobne. Bardziej realne jest to, że utrwali w sobie przekonanie, że prawidłowo zrozumiał przeczytany tekst, a wszystkie odmienne opinie są po prostu błędne i należy je odrzucić.W efekcie, jeżeli znajdzie jakiś zwolenników dla swoich przekonań, bardzo szybko stworzy kolejne wyznanie, w którym będzie głoszona „jedyna zdrowa nauka, która jest zgodna z Biblią”.

Polska rzeczywitość

26 października 2010, 18:23

Obserwuję tę skrzynkę od miesiąca. Sądziłem, że może zabrano ten defibrylator do naładowania, ale nic się nie zmienia… Jak skrzynka była pusta, tak pustą pozostaje.

Błędne koło – Kanon Pisma Świętego

20 października 2010, 12:31

W dyskusji na temat kanonu Pisma Świętego, w odpowiedzi na moje słowa na temat rozpoznawania ksiąg natchnionych, z ust jednego z niekatolików padły takie słowa jako wyjaśnienie procesu rozpoznawania czy dana księga jest natchniona:

Nie istnieje coś takiego jak ‘księgi startowe’ z tej racji, że przekaz biblijny należy analizować w świetle jego wszystkich fragmentów, a nie tylko jakiegoś jednego centrum.
Rzecz się przedstawia jak z klockami puzzla, gdzie wszystkie one są równe sobie, a obraz się tworzy dopiero po złożeniu całości. Dlatego kanoniczne księgi nie mogą przeczyć same sobie. Natomiast poszczególne pisma niekanoniczne nie tylko, że przeczą pismom kanonicznym, to dodatkowo przeczą innym pismom niekanonicznym. Mówiąc inaczej, istnieje tylko jedna prawda, a kłamstw jest wiele, które nie tylko zaprzeczają prawdzie, ale również przeczą sobie nawzajem.

Dla wyjaśnienia dodam, że autor powyższych słów wyznaje zasadę, że dana księga jest natchniona w momencie, kiedy jej treść harmonizuje z innymi księgami Pisma Świętego i nie zawiera rzeczy, które są z nimi sprzeczne. Przejdźmy jednak do rzeczy i zajmijmy się rozwikłaniem puzzli.

Przede wszystkim widać, że autor tych słów jest przekonany, że człowiek jest skazany na samodzielne przeszukiwanie wszystkich możliwych pism z I wieku w poszukiwaniu tych, które zostały spisane z natchnienia Bożego. Jednocześnie, chociaż istnieje mnogość pism nienatchnionych, o których można się dowiedzieć, ze zawierają kłamstwa dopiero po zestawieniu ich z pełnym zestawem ksiąg natchnionych, to nie ma żadnego punktu wyjściowego, z którego można by wystartować w celu rozpoznania, czy dane księgi są natchnione.* Jednakże, mimo braku jakiejkolwiek skali na starcie, autor jest przekonany, że porównując ze sobą różne księgi jest w stanie ułożyć kanon ksiąg natchnionych z tych wszystkich przemieszanych tekstów. Oczywiście poprzez zestawienie poszczególnych ksiąg z „wszystkim fragmentami przekazu Biblijnego”.

Ciekawostka polega na tym, że według autora rozpoznawanie ksiąg, które są częscią całego przekazu biblijnego, dokonuje się poprzez zestawienie różnych ksiąg przypisywanych autorom z ST i NT z treścią całego przekazu biblijnego.

Hm… Jak wybrać z koszyka cząstkę jabłka, która ma należeć do kompletnego jabłka, przez zestawienie go z kompletnym jabłkiem, do którego ma ona należeć?

Nie da się. Wyprostujmy więc to wszystko i popatrzmy na zacytowany tekst z właściwej perspektywy, czyli poprzez zestawienie go z tym, kim jest i w co wierzy jego autor.

Fakty są takie, że autor jest osobą, która nie należy do Kościoła katolickiego i odrzuca kanon Pisma Świętego ustalony na synodach w Hipponie i Kartaginie. Dodatkowo twierdzi, że Kościół, któremu jest winien posłuszeństwo w kwestiach wiary przestał istnieć w I wieku i wszystkie późniejsze ustalenia go nie dotyczą. Jednakże, ponieważ przyjął kanon Pisma Świętego od protestantów, nie może się przyznać do tego, ponieważ jest to kanon stworzony przez podmienienie w kanonie przyjętym przez chrześcijan w IV wieku listy ksiąg ST na listę pism uznawanych za pochodzące od Boga przez wyznawców judaizmu. Tym samym musiałby uznać, że to co uznaje za pisma spisane z natchnienia Bożego jest kompilacją ustaleń trzech grup ludzi (katolicy, żydzi i protestanci), którym nie musi być posłuszny. Dlatego, ponieważ nie może się do tego przyznać tak przed sobą, jak i przed innymi ludźmi, upiera się, że konieczne jest badanie tekstów pod kątem kanoniczności, aby stworzyć właściwą listę natchnionych tekstów.

Cały tekst o puzzlach, który zacytowałem na początku wpisu, jest po prostu okłamywaniem siebie i otoczenia, że autor dokonał jakiegoś wyboru ksiąg natchnionych na podstawie zestawiania ich ze sobą i „prawdą biblijną”. Dopisywaniem legendy w celu ukrycia prawdy, że autor nie dokonał żadnego wyboru ksiąg natchnionych, ale po prostu przyjął ustalony przez kogoś w XVI wieku kanon Pisma Świętego i tworzeniem mirażu, że tego nie uczynił.

* Coś jak gdyby wziąć Japończyka, który nic nie wie o  językach słowiańskich i kazań mu wybrać z grupy tysiąca osób, należących do narodów słowiańskich, 100 Polaków na podstawie wypowiadanych słów, bez wcześniejszego podania informacji jak brzmi język polski i inne języki słowiańskie.

Straszy i szantażuje

19 października 2010, 11:48

Przeczytałem sobie wywiad udzielony Monice Olejnik na antenie Radia Zet przez rzecznika rządu Pawła Grasia w kwestii listu biskupów do parlamentarzystów w sprawie ustawy o in vitro (stenogram). Szczególnie uderzyła mnie poniższa wymiana zdań, która jest tym bardziej ciekawa, że pan Graś uważa się za katolika:

Monika Olejnik: (…) księża mówią, że to jest hipokryzja, bo z jednej strony mówicie, że jesteście katolikami, posłowie mówią o sobie, że są katolikami, a z drugiej strony nie chcą przestrzegać zasad.

Paweł Graś: Ale to pokazuje tylko, jak tak naprawdę trudna i ciężka w niektórych momentach jest praca polityka, bo trzeba podjąć decyzje w sprawach sumienia, w sprawach takich, które bardzo trudno jest w ramy prawne ubrać, każdy z nas będzie podejmował te decyzje w sumieniu, każdy z nas z Najwyższym będzie się rozliczał sam, bez pośrednika, biskupa, który straszy nas ekskomuniką, każdy weźmie to na swoje, każdy z parlamentarzystów weźmie to na swoje sumienie, szkoda, że Kościół nam nie pomaga w tym tylko straszy i szantażuje.

Nie bardzo rozumiem na czym w tym momencie polega ciężar pracy katolickiego parlamentarzysty, skoro „we własnym sumieniu” ma rozstrzygać w kwestię tej ustawy. Dla katolika, który ma właściwie ukształtowane sumienie i Kościół jest dla niego filarem i podporą prawdy, nie ma tutaj trudnego wyboru. Nie ma problemu z podjęciem decyzji co do tego, jak powinna wyglądać ustawa w sprawie in vitro, bo możliwa jest tylko jedna, jedyna odpowiedź w tej materii: Nie. Dlatego, skoro pan Graś uważa się za katolika, to tę odpowiedź powinien znać i powinna być ona dla niego bezdyskusyjna.

Dziwi mnie więc tekst, że list biskupów do parlamentarzystów oraz słowa innego biskupa, w których przestrzega on przed możliwą ekskomuniką, pan Graś odbiera jako „zastraszanie i szantaż”, a nie jako przypomnienie ze strony swoich duszpasterzy co co tego, jaką decyzję powinni podjąć. Widać rzecznik rządu zapomniał, że praca duszpasterzy nie polega jedynie na głaskaniu po główce, ale także czasem na ostrzejszym przypomnieniu, jak wygląda nauczanie Kościoła w danej materii i tym, że ono obowiązuje katolików.

Może pora, aby Paweł Graś przypomniał sobie, że rola biskupów nie ogranicza się tylko do sprawowania uroczystych Mszy Świętych, bierzmowania katolików i wyświęcania prezbiterów?

Tak nawiasem już mówiąc na zakończenie, to patrząc na całokształt wywiadu, to przypuszczam, że dla Pawła Grasia idealna pomoc Kościoła dla parlamentarzystów katolickich w kwestiach ustanawiania prawa miała by polegać na potakiwaniu i mówieniu, że jakiej decyzji by nie podjęli, to będzie ona ze wszech miar słuszna.

Łk 18,1-8 – wiara i upór

18 października 2010, 11:41

Łk 18,1-8

Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać: „W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: »Obroń mnie przed moim przeciwnikiem«. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: »Chociaż Boga się nie boję ani się z ludźmi nie liczę, to jednak ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie«”.
I Pan dodał: „Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie?
Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”.

To jest wczorajsze czytanie, ale zawiera przesłanie, nad którym warto pochylać się codziennie: Wytrwałość w modlitwie.

Zdarzyło wam się prosić o coś, czego Bóg nie spełnił? Stawiam zakład, że wielokrotnie. Czy jednakże zastanawialiście się nad tym, dlaczego Bóg nie spełnił waszej modlitwy? Przypuszczam, że niewielu z pośród was się nad tym zastanawiało. Ilu z was po kilkukrotnym powtórzeniu modlitwy uznało, ze Bóg ma „coś przeciwko” i dlatego nie spełnił tych próśb? Pewnie większość. Co zaważyło nad tym, że Bóg nie spełnił naszych modlitw? Odpowiedź zaś jest nam między innymi podana w tym fragmencie na przykładzie tejże wdowy.

Popatrzmy na tę kobietę:

Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy w jej zachowaniu, to upór w ponawianiu próśb do sędziego, aby wziął ją w obronę i zajął się jej sprawą. Uparte i ciągłe przychodzenie do tego człowieka ze swoją potrzebą sprawiło, że się ugiął i podjął obrony tej wdowy.

Drugą, równie istotną rzeczą, która zaważyła na ciągłym ponawianiu próśb i ostatecznym sukcesie, była niezachwiana wiara, że ten oto sędzia jest w stanie jej pomóc i na pewno spełni jej prośbę. Bez tej wiary wdowa poddała by się po kilku próbach.

Wiara plus nieustanne wołanie do Boga – dwa nieodzowne składniki, wymienione zresztą przez Chrystusa w podsumowaniu do przypowieści, które są konieczne do tego, aby Bóg spełnił nasze prośby.

Pomyślcie teraz ile z waszych modlitw jest kierowane do Boga z jednoczesnym spełnieniem ich obu? Jak często zdarza się wam wszystkim, że prosicie o coś Boga z wiarą, ale przerywacie kierowanie tej prośby po kilku próbach, kiedy nie ma z Jego strony wyraźnego odzewu i spełnienia próśb? Ile razy nachodzicie Boga ze swoimi prośbami, ale brakuje wam wiary, że Bóg w swej miłości do was je spełni?

Nie wiem jak jest u was, ale ja, do czego muszę się przyznać, mam z tym spore problemy.

Czy martwisz się o sprawy, o które rzeczywiście trzeba się martwić?

16 października 2010, 11:21

Teraz, kiedy już obejrzeliście ten filmik, to odpowiedzcie sobie na pytanie, które zadałem w tytule wpisu. Tylko zróbcie szczerze…