Wpisy archiwalne z: Sierpień 2010

Słowa Boga

30 sierpnia 2010, 23:00

Jak się dowiadujemy od protestanta o nicku Haereticus, to że Bóg jasno i jednoznacznie powie o kimś, że umarł, nie jest równoznaczne  z tym, że dana osoba rzeczywiście nie żyje. Według tego protestanta takie stwierdzenie Boga zapisane w Biblii może oznaczać, że po prostu „nie wiadomo co się z tym człowiekiem stało”:

Co do śmierci Mojżesza też nie wiadomo do końca – nikogo przy tym nie było i nikt też nie złożył go do grobu. Być może Mojżesz także nie umarł, lecz został zabrany.

(…) tam, gdzie mowa o śmierci i pogrzebie Mojżesza mamy do czynienia z opisem historycznym – i tu pozostaje miejsce na ludzie domysły. Ludzie mogli nie wiedzieć co się stało, bo NIKT TEGO NIE WIDZIAŁ. A słowa, że „Mojżesz umarł”… Pamiętaj, że nie zawsze to samo słowo ma to samo znaczenie – a sprawa tym bardziej skomplikowana jest w przypadku Biblii.

Aby zobrazować całą absurdalność powyższych wypowiedzi i ich sprzeczność z tekstem Pisma Świętego przytaczam teraz dwa fragmenty Biblii z informacjami na rzeczony temat. Jako pierwsza idzie wypowiedź narratora:

Pwt 34:5 BT „Tam, w krainie Moabu, według postanowienia Pana, umarł Mojżesz, sługa Pański.”

Do kompletu mamy jeszcze wypowiedź Boga skierowaną do Jozuego:

Joz 1:2 BT Mojżesz, sługa mój, umarł; teraz więc wstań, przepraw się przez ten oto Jordan, ty i cały ten lud, do ziemi, którą Ja daję Izraelitom.

Dla pokazania kuriozalności całej sytuacji pozwolę sobie przytoczyć jeszcze jeden fragment wypowiedzi Haereticusa: Wierzę Bogu. Gdyby ktoś nie wierzył, że on rzeczywiście tak napisał, zapraszam do kliknięcia w ten link.


To fakt

28 sierpnia 2010, 12:20

N-te pokolenia wyznań protestanckich to jednak religia księgi. Tam nie ma nauk „chrześcijańskich”, są wyłącznie „biblijne”. Po prostu wiara w Biblię.

Droga wojewódzka

26 sierpnia 2010, 06:00

Widziałem już różne drogi w Polsce. Raz lepsze, raz gorsze, czasem dziura dziurę dziurą poganiała, czasem doskonały, gładki asfalt. Jednak takiej drogi wojewódzkiej, którą miał „przyjemność” jechać autor poniżego tekstu, nie miałem jeszcze okazji oglądać. Przekonajcie się sami:

Polskie drogi

Skłonność osądzania

25 sierpnia 2010, 11:08

W ludziach istnieje pęd do osądzania innych osób. Mamy to chyba zapisane w genach, bo widzę to nie tylko u innych osób, ale dostrzegam także u siebie. Lubimy, niestety, ferować przeróżnymi wyrokami i ocenami, ze szczególnym uwzględnieniem tych skazujących. Szczególnie często wobec osób, co do których poglądów mamy obiekcje lub całkowicie z nimi się nie zgadzamy.W takim przypadku… Piekło to za słaba kara dla człowieka, który myśli odmiennie od nas.

Sądzicie, że zmyślam?

Niestety, wielokrotnie spotkałem się z takimi osądami np. wobec mnie od ludzi, którzy mieniąc się chrześcijanami i twierdząc, że „tylko mnie ostrzegają”, ferowały wyroki potępienia czy „wiecznej śmierci” (zależy od tego, w co wydający wyrok wierzy). Smutna sprawa: Osoby, które twierdzą, że miłują swoich bliźnich, niemalże z lubością przytaczały cytaty, które w ich mniemaniu, miały stanowić dowód, że czeka mnie taki, a nie inny los.

Przyznam się, że nie rozumiem takiego zachowania. Sam, chociaż również mam tendencje do osądzania, jeszcze o nikim nie odważyłem wydać się wyroku, że zostanie lub jest potępiony. To po prostu nie mieści mi się w głowie, aby zajmować miejsce Boga i ferować takie wyroki. Tym bardziej, że sam Zbawiciel przestrzegał nas, aby nie osądzać innych, bo jakim sądem my osądzimy, takim i nas osądzą (por. Mt 7:1-2).

Po co więc ryzykować własne zbawienie? Jak dla mnie to się po prostu nie opłaca.

Kurs biblijny, lekcja B1

24 sierpnia 2010, 12:45

Parę dni temu dostałem kolejną lekcję w ramach kursu. Dzisiaj jest wtorek, a ja jej jeszcze zbytnio nie ruszyłem i nawet wiem dlaczego: Z trzech podpunktów tylko jeden dotyczy pracy nad czystym tekstem Pisma Świętego. Pozostałe, niestety, polegają na przeczytaniu lub odsłuchaniu wykładów teologów protestanckich, a potem udzielenia odpowiedzi praktycznie na ich podstawie. W dodatku te dwa zadania, polegające na opracowaniu wykładów protestanckich, są praktycznie poznawaniem teologii i wiary protestanckiej, a nie tekstu Pisma Świętego.

Przyznam się, że nie tego spodziewałem się po kursie.

Dostrzec całokształt

23 sierpnia 2010, 12:49

To nie jest takie proste, jak by się na pierwszy rzut oka wydawało. Dostrzeżenie całości jakiegoś złożonego problemu, jakiegoś systemu, społeczeństwa czy czegokolwiek, co zawiera w sobie wiele elementów wymaga umiejętności przestawienia się na inny sposób patrzenia niż codzienny.

Pewnie kojarzycie hasło: „Zakręć kran, bo trzeba oszczędzać wodę.” Pytanie brzmi: Kto z was zastanowił się nad tym, jaką wodę się oszczędza w momencie, kiedy zakręcamy kran? Przypuszczam, że uczyniliście to dopiero w tym momencie.

Inny przykład: „Podwyższenie podatków poprawi stan budżetu państwa.” Przypuszczam, że w tym miejscu więcej osób przemyślało kwestię w jaki sposób podniesienie podatków wpłynie na ceny i przychody tak producentów, jak i państwa na skutek ich podwyżki. Jednak, jak mniemam, spory odsetek osób nad tym się nie zastanowił.

Dalej… Hm… Dalej można te przykłady mnożyć z każdej praktycznie dziedziny wiedzy, jednak zasadniczo to nie jest konieczne. Problem leży w fakcie, że świat który nas otacza, nie jest zbiorowiskiem odizolowanych od siebie fragmentów, które na siebie nie oddziaływają lub między którymi nie ma żadnych związków. Wszystko jest powiązane ze sobą w układ wzajemnych zależności, których ignorowanie, aczkolwiek czasem dopuszczalne, to jednak nie jest możliwe na dłuższą metę. To tak jak z nauką chemii: Można oderwać od siebie poszczególne prawa czy procesy i strać się zrozumieć je pojedynczo, ale jeżeli nie będziemy posiadali pełnego obrazu i znajomości wszystkich, to próbując przeprowadzić jakieś skomplikowane reakcje zderzymy się z tym, że po prostu nie będziemy w stanie jej zrozumieć.

To mi przypomina problem z moimi „ukochanymi” przeciwnikami Kościoła katolickiego: Biorą jakiś fragment „e”, bez patrzenia na całość od „a” do „z”, a potem są zdziwieni, że fragment „e” wydaje się być nielogiczny. Jak jednak może być inaczej, skoro nie mają oglądu na całość? Po prostu się nie da. Tak samo „ekolodzy” będą twierdzić, że woda się marnuje, kiedy kapie kran, bo nie zwracają uwagi na to, że czy ona przeleci przez kran, czy popłynie do morza np. w rzece, z której jest pobierana i kierowana do kranów, to i tak w ostateczności będzie w oceanie (z którego odparuje i spadnie z deszczem na pola, po czym do rzek i kranów…).

Każdy powinien więc wykształcić w sobie zdolność do patrzenia na cały problem czy system, bo bez tego nie da się prawidłowo ocenić, czy dana rzecz ma sens, czy go nie posiada. Często bowiem o sensowności nie decyduje to, na co najpierw się zwraca uwagę, ale jakiś dodatkowy element, który jest ukryty gdzieś dalej lub głębiej…

Konstytucyjna świeckość państwa

21 sierpnia 2010, 06:00

Zaraz… Przecież takiego zapisu nie ma w Konstytucji RP. Się mi wzięło i pomerdało, kiedy pisałem tytuł wpisu. To chyba efekt tej natarczywej propagandy ateistów, liberałów oraz, co gorsza, niektórych chrześcijan, że palnąłem taką bzdurę w tytule. Co z resztą nawet mnie nie dziwi, bo kiedy posłucha się tych wszystkich głosów, które nawołują do przywrócenia „świeckości Państwa Polskiego” i twierdzą, że tak nakazuje ustawa zasadnicza, to w końcu można samemu zacząć w to wierzyć, że taki zapis istnieje.

Tymczasem w Konstytucji niczego takiego nie ma. Zapis, według którego Rzeczpospolita Polska ma zachować świecki charakter, nie istnieje. Jest tam jedynie obecny punkt o treści, która jest o wiele ciekawsza:

Art. 25 p. 2: Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.

Znamienny, nieprawdaż? Nawet nie dotyczy Państwa Polskiego, ale jego władz. W dodatku, jak można się przekonać, nie nakazuje on zachowania „świeckiego charakteru” rządom, ale wyłącznie zachowania bezstronności i zapewnienia swobody wyrażania w życiu publicznym. Inaczej mówiąc, wszelkie protesty czy jęki, że np. Prezydent RP czy Premier pojawił się na Mszy Świętej jako osoba z rządu, a nie powinien tego uczynić, są… sprzeczne z Konstytucją. Tak samo sprzeczne z konstytucją są żądania, aby usuwać krzyże np. ze szkół czy urzędów, czy chociażby sprzed Pałacu Prezydenckiego, bo naruszają „wolność wyznania i świeckość państwa”.

Nie ma co się bać i poddawać presji. Symbole religijne np. w miejscu pracy nie naruszają Konstytucji.

Nie dajcie się okłamywać.

Dogmat a aksjomat

20 sierpnia 2010, 11:07

Krótki dialog o argumentach i dogmatach miedzy mną, a osobą podpisującą się nickiem Biblia Start24, przy okazji omawiania dwóch pseudo argumentów, które w zamierzeniu miały obalać nauczanie o Trójc :

YZ: Tutaj mamy przykłady „argumentów”, które powstają na kanwie tego, co podają antytrynitarne teksty jako treść nauczania o Trójcy.

BS24: Bo oni maja argumenty. Pan ich nie może mieć bo to DOGMAT. (…) czy rozumnie Pan słowo DOGMATYCZNE? Proszę wybaczyć ale nie przyjmuje twierdzeń bez dowodów. Tym sie różnimy

Jak łatwo zauważyć, mój rozmówca żyje w przekonaniu, że dogmat jest czymś w rodzaju aksjomatu: Zdaniem, które zostało przyjęte na zasadzie, że jest tak oczywiste, iż nie wymaga żadnego uzasadnienia. Katolik ma obowiązek je przyjąć bez zadawania pytań o argumenty, które za nim przemawiają, bo niepodważalną prawdą jest fakt, że nie ma niczego, co by dany dogmat potwierdzało i stanowiło jego podstawę.

Cóż, jedynym, co stanowi w tym momencie niepodważalną prawdę jest nieco inna rzecz: Biblia Start24 jest w błędzie odnośnie tego, czym jest dogmat. Zresztą nie tylko on, ale również sporo innych osób, z którymi miałem kiedyś okazję rozmawiać na tematy prawd wiary Kościoła katolickiego. Niestety, przekonanie, że skoro jakaś prawda wiary jest dogmatem, to nie ma dowodów, które by ją potwierdzały, jest dość częste. Nic bardziej błędnego.

Dogmaty, wbrew takim przekonaniom, nie są spisywane na zasadzie „fajnie brzmi, to spisujemy dogmat”. Każda spisywana prawda wiary posiada solidne uzasadnienie, które stanowi podstawę dla określenia, że jest prawidłowa i niezbędna do zbawienia. Bez tego w żadnym przypadku ani sobór, ani papież nie może ogłosić żadnego nauczania jako dogmatu. Żeby nie być gołosłownym, to zapraszam do zapoznania się z dokumentem, który ogłaszał jako dogmat nauczanie o Wniebowzięciu Najświętszej Marii Panny: Konstytucja apostolska Munificentissimus Deus. W długim dokumencie gros tekstu stanowi przedstawienie uzasadnienia i podstaw dla dogmatu, zaś sam dogmat został zapisany praktycznie jednym zdaniem.

Krótko mówiąc:

1. Katolik ma wierzyć w każdą prawdę wiary podawaną mu przez Kościół, nawet jeżeli sam nie zna uzasadnienia.

2. Każda prawda wiary posiada uzasadnienie, na podstawie którego została spisana, nawet jeżeli komuś wydaje się, że takie uzasadnienie nie istnieje.