Świadectwo, które znalazłem na forum PROTESTANCI:
Bracia i siostry!
Piszę te słowa, bo chciałbym bardzo podziękować Wam za umożliwienie mi uczestnictwa na tym zacnym Forum. I choć moja partycypacja polegała głównie na słuchaniu a nie mówieniu uważam, że było ona dla mnie niezwykle pomocna przy rozstrzygnięciu bardzo osobistego problemu, z którym się borykałem: chcąc służyć całym sobą Panu Jezusowi Chrystusowi wzrastać w swej wierze w Kościele będącym Jego Ciałem.
Dyskusje, których byłem tu świadkiem niewątpliwie wzbogaciły mą wiedzę. I za to szczególnie chciałbym podziękować św. Tomkowi, Lashowi, Fantomikowi, Zbyszkowig4 ale także Niebieskiemu i Rembovowi, których opinie i postawy niezwykle sobie ceniłem. Oprócz pogłębienia wiedzy teoretycznej dane mi było dzięki życzliwości Puritana uczestniczyć choć po trosze także praktycznie w życiu religijnym wyznania innego niż to, w którym się wychowywałem. Nie było tego wiele, bo raptem kilka nabożeństw a jednak nie był to czas stracony, bo spędzony wśród ludzi pragnących podążać za Chrystusem.
Najbardziej jednak chciałbym podziękować za modlitwę niektórych z Was, bo wierzę głęboko, że to ona tak naprawdę pomogła mi określić moją chrześcijańską tożsamość.
Był taki czas, kiedy zostało zasiane w moim sercu ziarno zwątpienia. Wtedy pojawiłem się na tym forum. Potem był czas potrzeby pogłębienia swej wiedzy religijnej, co odczytywałem jako najlepsze narzędzie do zdefiniowania własnej chrześcijańskiej tożsamości. I ten czas nie minął, został jednak zapoczątkowany na tym forum i dzięki uczestnikom tego forum.
Muszę przyznać, że dyskusje, które tu śledziłem mocno mnie angażowały i pobudzany nimi dotarłem do wielu, nieznanych mi wcześniej źródeł wiedzy na temat chrześcijaństwa.
W końcu jednak nadszedł czas uświadomienia sobie, że wiedza to nie wszystko, bo do Boga droga prowadzi przez serce, przez wiarę, przez rzeczywiste i całkowite oddanie się Jego prowadzeniu. Wiedza to dobra rzecz. Logika, filozofia, teologia to bez wątpienia pożyteczne aparaty poznawcze. Ale nie jedyne, nie wystarczające i na pewno nie fundamentalne dla istoty chrześcijańskiej wiary i naszych osobistych relacji z Bogiem. Coś, co z pozoru wydaje się absurdalne i niezrozumiałe, coś, co może być widziane jako głupstwo z czasem wszakże może się okazać jedyną prawdą objawioną.
Rzecz zatem nie tyle w dążeniu do poszerzania wiedzy. Jak zaobserwowałem również na tym forum często kończy się to bowiem składaniem ofiary życia bożkom – Erudycji i Inteligencji, zapominając jednocześnie, że imię Boga to Miłość. Sukces raczej leży w rzeczywistym, nie tylko nominalnym zaufaniu Bogu, Jego Światłu i Jego prowadzeniu.
Mając tego świadomość, pragnąc stać się Bożym szaleńcem, chrześcijańskim fundamentalistą i niewolnikiem Chrystusa, będąc w wyniku wsłuchiwania się w dysputy niejednokrotnie u kresu obłędu, nie mając już kompletnie rozeznania, co jest właściwe a co nie przypomniałem sobie ten werset:
A od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je. Mt 11:12 (BT)
Przystąpiłem zatem do gwałtownego „szturmu na niebo”, stając niemalże w jednym szeregu z Jakubem walczącym z aniołem o Boże błogosławieństwo. I Bóg zmiłował się nade mną. Nie pozwolił mi długo czekać. Wyznaczył mi miejsce na Drodze Neokatechumenalnej w Kościele Rzymsko – Katolickim. Dostałem tam to, czego poszukiwałem najpierw w KRK, potem wśród braci chrześcijan – niekatolików. Otrzymałem tu mnóstwo Słowa Bożego, otrzymałem tu żywą wspólnotę braci i sióstr utwierdzając się w przekonaniu, że przynajmniej w moim przypadku nie istnieje potrzeba porzucania Kościoła Katolickiego. Jest w KRK wiele grzechu i nieczystości, wielu biskupów powinno sobie przywiązać kamień młyński do szyi – to fakt. Ale czy istnieje jakaś społeczność na ziemi, w której nie ma grzechu? Utyskując i narzekając na KRK szukałem alternatywy i… nie znalazłem jej. Uznałem zatem, że nie tędy droga. Zamiast skupiać się na wyszukiwaniu błędów w teologii i analizie porównawczej prawd wiary poszczególnych wyznań chrześcijańskich padłem na kolana i poprosiłem Boga o to, by podał mi Swą rękę.
I właśnie w KRK Bóg poruszył moje serce, to tutaj je rozpalił, to tu wpatrując się w biskupa stojącego między nami jak nasz brat zacząłem głębiej pojmować istotę komunii świętych zarówno w wymiarze poziomym (tj. wszystkich żyjących aktualnie na Ziemi) jak i pionowym (a więc tych którzy są w Domu Ojca i tych którzy jeszcze się nie narodzili).
Wiem, że istnieją liczne argumenty biblijne, brzmiące bardzo sensownie, że sakramenty nie istnieją, że wstawiennictwo świętych pachnie spirytyzmem, że Babilon to Watykan. Tylko, że w tym Babilonie, dzięki temu nieistniejącemu sakramentowi Eucharystii i dzięki tej niemożliwej modlitwie świętych zgromadzonych u tronu Najwyższego moje serce zaczęło się radować z realnej, rzeczywistej wizyty swojego nowego gościa – Chrystusa. Nie mogę lekceważyć głosu serca, nie mogę lekceważyć głosu sumienia. Można mówić, że tego wszystkiego, co stanowi fundament katolickiego nauczania i dogmatyki nie ma. Ale to działa, przynosząc na dodatek dobre owoce nawrócenia!
Modliłem się do Ducha Świętego a on mnie przemienił, oddałem Mu swoje grzeszne brudne serce a On zamieszkał w nim realnie zmieniając moje życie, lecząc mnie m. in. z długotrwałego, uciążliwego nałogu.
Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś. Jr 20:7 (BT)
I dalej pragnę być uwodzony, choćby nawet wbrew sobie, jeśli alternatywą wobec mojego „ja” jest Bóg.
Chwała Panu.
Jeszcze raz dziękuję.
Erazm