Przeglądając Onet trafiłem na ciekawy artykulik na temat nowego pomysłu minister pracy na temat OFE:
Minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak uważa, że każdy obywatel powinien mieć prawo decydowania, co stanie się z pieniędzmi, z których w przyszłości będzie wypłacana jego emerytura. Dlatego chce zlikwidować przymusowe oszczędzanie w OFE.
Przez chwilę idea wydawała mi się słuszna, ale kiedy po paru minutach przeczytałem to zdanie ponownie, dotarło do mnie, że to wcale nie jest dobre rozwiązanie. Wręcz przeciwnie: Jest to kolejna próba łatania gigantycznej dziury budżetowej ZUS.
Popatrzcie zresztą sami: Pani Fotyga twierdzi, że chce, aby każdy obywatel miał prawo decydowania co się stanie z pieniędzmi, z których w przyszłosci będzie wypłacana emerytura. Według niej kluczem do tego decydowania jest prawo wyboru pomiędzy oszczędzaniem w ZUS, a oszczędzaniem w ZUS i OFE. Uważa również, że udział w rynku kapitałowym powinien być dobrowolny.
No dobrze, a co z udziałem w ZUS?
Tutaj już, jak wynika ze słów pani minister, udział pozostaje obowiązkowy. Nie można zrezygnować z „odkładania” pieniędzy w tym molochu. Wolnoć Tomku wybierać sposób odkładania na emeryturę, ale tylko pomiędzy: „Odkładam do OFE” i „nie odkładam do OFE”. Rezygnacja z ZUSu w grę nie wchodzi i całkowite przejście do funduszu.
Nie mamy co jeszcze liczyć na to, że wreszcie zostanie nam dane pełne prawo do wybrania sposobu odkładania na emeryturę. Pewnie jeszcze przez długie lata rząd będzie uważał, że obywatelowi trzeba zabrać pieniądze i za niego je „odkładać” na lata, kiedy nie będzie w stanie zapracować na swoje utrzymanie.