Wpisy archiwalne z: Luty 2010

„Dużo zdrówka bo to najważniejsze”

22 lutego 2010, 10:03

Jadąc dzisiaj do pracy przez przypadek usłyszałem jak jakaś kobieta składała przez telefon życzenia swojej córce z okazji imienin lub urodzin. Wśród nic usłyszałem zdanie:

„Dużo zdrówka bo to najważniejsze”

Tak trochę to mną wstrząsnęło, pomijając kwestię tego, czy ta kobieta była wierząca, bo przecież zdrowie człowieka wcale nie jest najważniejsze w naszym życiu. Gdybyśmy mieli tylko te kilkadziesiąt lat a potem było koniec absolutny, to rzeczywiście: Zdrowie było by najważniejsze. Jednakże, człowiek nie kończy się w chwili śmierci.Śmierć jest tylko bramą między tym światem, a wiecznością. Między życiem na ziemi, a życiem po śmierci, a następnie po zmartwychwstaniu.

Czy w tej perspektywie zdrowie staje się najważniejszą rzeczą dla człowieka?

Nie wiem jak dla was, ale dla mnie staje się sprawą co najmniej drugorzędną. Na pierwszym miescu, w tej perspektywie, ustawiają się wiara, łaska od Boga i naśladowanie Chrystusa. Bez tych rzeczy nasze życie po śmierci i zmartwychwstaniu stanie się, eufemistycznie mówiąc, dość przykre. W dodatku przez wiecznośc i bez możliwości odmiany losu.

Chyba jednak w naszych życzeniach składanych najbliższym powinno pojawic sie coś innego jako to „najważniejsze”…

Partytety

18 lutego 2010, 09:48

W najbliższych dniach Sejm ma się zająć ustawą o parytetach, czyli wprowadzającą nakaz równego podziału miejsc na listach wyborczych między kobiety i mężczyzn (fifty fifty). Jeżeli ta ustawa przejdzie, to na listach wyborczych partia będzie musiała umieszczać tyle samo kandydatów z obu płci.

Oczywistym jest, że jej uchwalenie zostanie przegłosowane przez feministki jako wielki sukces w walce o „równouprawnienie”.Dla osób trzeźwo myślących równie oczywistym jest, że ta ustawa nie jest walką z dyskryminacją, ale wprowadzaniem dyskryminacji w majestacie prawa.

Popatrzy na partie polityczne i ich skład. Czy udział kobiet w tych organizacjach sięga połowy stanu osobowego? Na pewno nie. To dlaczego taka partia ma wystawiać kandydatów w liczbach, które nie odzwierciedlają jej stanu osobowego? Inna sprawa: Dlaczego ktokolwiek chce pozbawiać partie niezbywalnego prawa do niezawisłego ustalania osób, które chce wystawić jako kandydatów w wyborach? Jeżeli partia chce wystawić samych mężczyzn, to jest to jej pełne prawo, a nie przywilej, który ktoś może im odebrać. Jeżeli chce wystawić same kobiety, to też jest to jej sprawa i nikt nie powinien się w to wtrącać.

Niestety, feministki nie widzą dalej, niż czubka własnego nosa. I patrząc pesymistycznie w przyszłość, to jak tak dalej pójdzie ich walka o prawa kobiet, to za parę lat trzeba będzie zacząć walkę o równouprawnienie mężczyzn.

Jl 2,12-18

17 lutego 2010, 11:34

Tak mówi Pan:
„Nawróćcie się do mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament. Rozdzierajcie jednak wasze serca, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana Boga waszego! On bowiem jest łaskawy, miłosierny, nieskory do gniewu i wielki w łaskawości, a lituje się na widok niedoli. Któż wie, czy się nie zastanowi, czy się nie zlituje i pozostawi po sobie błogosławieństwo plonów na ofiarę z pokarmów i ofiarę płynną dla Pana, Boga waszego. Dmijcie w róg na Syjonie, zarządźcie święty post, ogłoście zgromadzenie. Zbierzcie lud, zwołajcie świętą społeczność, zgromadźcie starców, zbierzcie dzieci i ssących piersi; niech wyjdzie oblubieniec ze swojej komnaty, a oblubienica ze swego pokoju.
Między przedsionkiem a ołtarzem niechaj płaczą kapłani, słudzy Pana! Niech mówią: «Przepuść, Panie, ludowi Twojemu i nie daj dziedzictwa swego na pohańbienie, aby poganie nie zapanowali nad nami. Czemuż mówić mają między narodami: Gdzież jest ich Bóg?»„ Pan zapalił się zazdrosną miłością ku swojej ziemi, i Zmiłował się nad swoim ludem.

To nie jest smutny fragment. To nie jest też fragment, który powinien nas przerażać swoimi wymaganiami. Owszem, jest wezwaniem do nawrócenia, postu i lamentu, ale nie orzeka postępienia tylko daje ogromną nadzieję dla człowieka. Bóg bowiem nie mówi tutaj, że chce nas potępić i skazać na wieczną mękę w piekle. Jahwe wskazuje na swoje miłsierdzie i litość dla grzesznika, którego chce nawrócić na drogę prawego życia.

Dlatego, chociaż grzeszymy i upadamy, ilekroć będziemy szczerze żałować za swoje grzechy, tylekroć On nam je wybaczy. Nie musimy patrzeć na Boga z przerażeniem, ale powinniśmy spoglądać z nadzieją i zaufaniem, ze On chce naszego zbawienia.

Katarynka nr. 3: Ofiara Mszy Świętej.

13 lutego 2010, 06:00

W dyskusji na temat Mszy Świętej jeden z protestantów wypowiedział do katolika następujące słowa:

Prosze, zechciej zrozumiec, ze to,co uczynil na Golgocie Jezus, NIE MOZE BYC PONAWIANE, czy jakos inaczej ofiarowane Bogu przez prezbiterow. Ofiara Pana jest NIEPOWTARZALNA I WYSTARCZAJACA, a to co sie dzieje na mszach nie ma sie nijak do nauczania Pisma Sw.

Kataryneczka przepiękna, ponieważ nie jest możliwym, aby do świadomości takich osób przebiła się prosta informacja, że Msza Święta jest tą samą ofiarą, co złożona przez Chrystusa na krzyżu. Dokumenty Kościoła, gdzie jest to jasno i czarno na białym pokazane, można spokojnie sobie odpuścić. Tacy ludzie doskonale „wiedza”, że Msza to „ponowienie” ofiary Chrystusa, więc nie ma co próbować dyskusji, aby ich przekonać, że jest inaczej.

Szkoda czasu.

Zimowe refleksje o klimacie

12 lutego 2010, 15:21

Patrzę tak sobie za okno, obserwuję padający śnieg i zastanawiam się nad klimatologami i tym, z jak wielką pewnością wypowiadają się na temat zmian w klimacie naszej staruszki Ziemi.

Może i nasza planeta jest niewielka w porównaniu z wielkością wszechświata, ale na skalę ludzką pozostaje olbrzymia. Olbrzymia i niezliczona jest również ilość czynników, które mają wpływ na to, jak wygląda klimat na naszej planecie, tak globalny jak i lokalny. W tym kontekście dość dziwnym wydają się opinie naukowców na temat tego, czy następuje jakakolwiek zmiana. Jeszcze dziwniejsze i pełne pychy stają się prognozy opisujące zmiany i kształt klimatu za lat kilkadziesiąt.

Pomyślcie sami: Na czym opieraja się naukowcy, którzy wypowiadają takie prognozy?

Na pomiarach.

Słusznie. Tylko na podstawie jakich pomiarów, z jakiego okresu i jak wykonanych?

Tu zaczynają się schody. Pomiary, chociaż wykonywane już od długiego czasu, różnią się w sposób bardzo drastyczny i spada ich dokładność i wiarygodność im bardziej w przeszłość się cofamy. O ile jeszcze kilkanaście, może kilkadziesiąt lat temu były one wykonywane z dużą dokładnością, to jednak o pomiarach z początku XX czy z XIX wieku nic pewnego nie możemy powiedzieć.  Ba! Nie obejmują one swoim zasięgiem takiego terenu jak dzisiejsze. To wszystko sprawia, że nie można na ich podstawie budować obrazu klimatu np. w XIX wieku. Dają bowiem wycinkowe dane, obarczone jednak dużym błędem, na temat zmian pogody na ściśle określonym terenie, a nie obraz globalny.

Tak nawiasem mówiąc, to nawet dzisiejsze pomiary dają zaledwie fragmentaryczne dane. O ile bowiem możemy obserwować przepływ powietrza na całej planecie (satelity), to jednak nie możemy tego samego uczynić z wodą, rozkładem temperatur itd. Wnioskowanie więc, że oto dokładnie znamy klimat naszej planety jest cokolwiek nieuzasadnione.

W świetle tego wszystkiego przestaje być dziwne wycofywanie się rakiem i w atmosterze afery niektórych uczonych z prognoz na temat postępujących zmian naszego klimatu i zapowiedzi dotyczących np. topnienia lodowców na skutek „globalnego ocieplenia”. Jeszcze niedawno przewidywano chociażby stopienie się lodowców w Himalajach do roku 2035 i podawano tę datę praktycznie jako pewnik. Dzisiaj już nikt tak nie mówi, natomist uczony, który tę prognozę wypowiedział, ze wstydem musiał się z niej wycofać.

Mam takie ciekawe przeczucie, że za kilkadziesiąt lat nikt już nie będzie pamiętał strachu przed efektem cieplarnianym, natomiast wszyscy będą znacząco pukali się w głowę wspominając zmarnowane pieniądze i naiwność ludzi, którzy w niego uwierzyli.

Mk 7,14-23

10 lutego 2010, 11:00

Jezus przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: „Słuchajcie Mnie wszyscy i zrozumiejcie. Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”.
Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o to przysłowie. Odpowiedział im: „I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na zewnątrz się wydala”. Tak uznał wszystkie potrawy za czyste.
I mówił dalej: „Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym”.

Przeczytałem ten fragment Pisma Świętego i zadumałem się nad tym prostym faktem, na który wskazał Chrystus odnośnie nieczystości człowieka: To człowiek sam siebie czyni nieczystym swoimi myślami i postępowaniem, a nie to,  z czym się styka na swojej drodze. Żaden pokarm, przedmiot itd. nie jest w stanie uczynić człowieka nieczystym przed Bogiem. Grzech nie jest spowodowany przez to, co nas otacza, ale nasze działania.Jakże łatwo o tym zapominamy i usiłujemy zwalić winy za nasze grzechy na innych ludzi czy przedmioty.

Inna kwestia, która mnie naszła po przeczytaniu tego fragmentu, to fakt, że mimo tych słów Ewangelii, gdzie jasno i jednoznacznie napisano, że Chrystus „uznał wszystkie potrawy za czyste”, to pojawiają się ludzie, którzy chcą przywrócić podział potraw na czyste i nieczyste.  Nie wiem za bardzo jakim cudem. Wybiórcze czytanie Ewangelii? Chyba na pewno, bo obrona tego podziału w świetle przytoczonych powyżej słów Chrystusa jest zdecydowanie śmieszna i pozbawiona uzasadnienia.

Chrzestna

10 lutego 2010, 09:14

Moja żona ma zwyczaj czytania wpisów na przypadkowych blogach, na które napotyka się podczas buszowania po sieci. Czasami zdarza się, że jakieś ciekawe wpisy, na które natrafiła w czasie takiego szperania, pozostawia mi otwarte, abym się z nimi zapoznał. Tym razem był to pełen „żalu”, a dokładniej rzecz biorąc to oburzenia wpis kobiety, która psioczyła na księdza za to, że nie wyraził zgodny na to, aby była matką chrzestną dla dziecka swojej siostry (tekst wpisu –>).

Zaczyna się to w ten oto sposób:

Za dwa tygodnie mają odbyć się chrzciny mojego bratanka. A że ja jestem jedyną siostrą mamy Pawełka to  miałam zostać chrzestną. Tak, miałam!Cza przeszły!!

Okazało się, że na chrzestną się nie nadaję. Że nie będę dobrym przykładem dla małego, duchowym przykładem…

Otóż, ksiądz z parafii , w której mały bedzie chrzczony zażyczył sobie zaświadczenia z koscioła , do którego ja chodzę o tym, że chodzę… Niby nic, ale tutaj zaczęły się schody. Poszłam do kancelarii parafialnej, poszłam z Jedynym i ksiądz zapytał , czy mieszkamy razem. Ja nie zamierzam kłamać i oczywiście powiedziałam, że i owszem. I się zaczęło. Że nie nadaję się na matkę chrzestną, że żyję w grzechu, że nigdy nie dostanę rozgrzeszenia za to(nigdy?). Więc my mu , że nie było innej opcji, że taniej(tzn. w mojej sytuacji to za darmo) ale on i tak swoje i zaświadczenia nie dostałam i nie dostanę. Nie mogę być chrzestną, przez jeden papierek nie mogę.

Co jak co, ale dziewczyna ma niezłą „wyobraźnię”, skoro zdołała sobie wmówić, że nie może zostać matką chrzestną „przez jeden papierek”. Sami bowiem możecie się przekonać, że przyczyną nie jest „jeden papierek”, ale postawa tejże osoby, która nie dość, że mieszka ze swoim facetem bez ślubu, to jeszcze nie widzi w tym niczego złego i niezgodnego z nauczaniem Kościoła.

Co ciekawe, parę wersów dalej sama potwierdza, że łamie IV przykazanie:

Wiem, że miał rację, że wg nauki kościoła nie wolno współżyć przed ślubem itd. , ale wszyscy jesteśmy ludźmi, nie ranię tym nikogo(wręcz przeciwnie  uśmieszek)

Oczywiście, jak to zwykle bywa w tym „nikogo”, autorka zapomniała o Bogu, którego rani swoim grzechem cudzołóstwa. Zapomniała również, że współżycia poza małżeństwem nie zakazał Kościół, ale uczynił to Bóg w Dekalogu.

Tak czy siak, po tym fragmencie tym bardziej przestaje dziwić postawa księdza, który odmówił zgody na to, aby była chrzestną dla dziecka swojej siostry. Jaki bowiem może dać wzór i przekazać wiarę w Boga osoba, która uważa, ze Go nie krzywdzi swoim naruszaniem szóstego przykazania? Czy ona w ogóle wierzy w Boga i w to, co nam objawił, skoro wyrzuciła Go ze swojego życia?

Mam takie małe wrażenie, że ona traktuje chrzest jako jakąś ceremonię nadania imienia, a nie sakrament, zaś bycie matka chrzestną jako obowiązek dawania prezentów, a nie pomoc w wychowywaniu dziecka.

Dalej mamy taki tekst:

Może powinnam mojej siostrze kazać czekać, aż my się zdecydujemy na ślub i wtedy ochrzcić małego. Jak ktoś (czyli ksiądz) może osądzić, czy jestem dobrym człowiekiem, czy złym. Czy mogę być wzorem duchowym dla dziecka czy nie.

To taka pretensja w stylu: „Nikt nie ma prawa mnie oceniać. Ja jedna mogę wyrokować, czy moje postępowanie jest dobre albo złe. Nikt nie może wytknąć mi grzechu i powiedzieć, że nie nadaję się do czegoś.”

Otóż kapłan, dbając o dobro dziecka, które ma być wychowane w wierze, może, patrząc na to, jak człowiek podchodzi do przestrzegania przykazań i wypełniania nauczania Chrystusa, ocenić czy dana osoba się na matkę chrzestną nadaje. Jeżeli kobieta żyje bez  ślubu, chociaż ma możliwość zawarcia małżeństwa, to nie jest dobrym wzorem. Jest anty przykładem dla młodego chrześcijanina. Tutaj cały czas wraca ta sama kwestia: Matka chrzestna ma pomagać w wychowywaniu dziecka, a nie w jego deprawowaniu poprzez dawanie złego przykładu. Życie bez ślubu zawsze będzie bowiem złym, a nie dobrym przykładem.

I jeszcze na koniec, poruszona przez autorkę kwestia spowiedzi:

No  i kwestia tego, że NIGDY nie dostanę rozgrzeszenia! To jest już śmieszne. Czyli w sumie nie mam co nawet o tym ślubie myśleć, bo przecież nie dostając rozgrzeszenia nie będę mogła przyjąć komunii, taak? Więc ślubu też nie wezmę. Heh. Czyli w sumie po co spowiedź?

Otóż ona będzie mogła otrzymać rozgrzeszenie, ale po spełnieniu pewnych, bardzo ważnych warunków: Uznania, że jej postępowanie było złe i żalu za nie (czego na razie nie widać) oraz odwrócenia się od grzechu i zaprzestania współżycia ze swoim kochankiem. W tym momencie, kiedy uważa, że współżycie przed ślubem jest dobre i „nie krzywdzi nikogo”, to żaden ksiądz jej nie udzieli rozgrzeszenia.

Winniczek

9 lutego 2010, 11:15

Jak donoszą różne agencje prasowe, Unia Europejska zaliczyła ślimaka winniczka do, uwaga, „ryb lądowych”. Wszytko po to, aby rolnicy francuscy mogli otrzymać dotacje unijne na hodowlę tego zwierzęcia.

Są różne absurdy, ale te produkowane przez UE powalają na kolana. Zastanawiam się, czy urzędnicy, którzy produkują takie orzeczenia, chodzili kiedykolwiek do szkoły i czy zastanawiają się w ogóle nad tym, jak bardzo ośmieszają zarówno siebie, jak i całą Unię takimi aktami.