Moja żona ma zwyczaj czytania wpisów na przypadkowych blogach, na które napotyka się podczas buszowania po sieci. Czasami zdarza się, że jakieś ciekawe wpisy, na które natrafiła w czasie takiego szperania, pozostawia mi otwarte, abym się z nimi zapoznał. Tym razem był to pełen „żalu”, a dokładniej rzecz biorąc to oburzenia wpis kobiety, która psioczyła na księdza za to, że nie wyraził zgodny na to, aby była matką chrzestną dla dziecka swojej siostry (tekst wpisu –>).
Zaczyna się to w ten oto sposób:
Za dwa tygodnie mają odbyć się chrzciny mojego bratanka. A że ja jestem jedyną siostrą mamy Pawełka to miałam zostać chrzestną. Tak, miałam!Cza przeszły!!
Okazało się, że na chrzestną się nie nadaję. Że nie będę dobrym przykładem dla małego, duchowym przykładem…
Otóż, ksiądz z parafii , w której mały bedzie chrzczony zażyczył sobie zaświadczenia z koscioła , do którego ja chodzę o tym, że chodzę… Niby nic, ale tutaj zaczęły się schody. Poszłam do kancelarii parafialnej, poszłam z Jedynym i ksiądz zapytał , czy mieszkamy razem. Ja nie zamierzam kłamać i oczywiście powiedziałam, że i owszem. I się zaczęło. Że nie nadaję się na matkę chrzestną, że żyję w grzechu, że nigdy nie dostanę rozgrzeszenia za to(nigdy?). Więc my mu , że nie było innej opcji, że taniej(tzn. w mojej sytuacji to za darmo) ale on i tak swoje i zaświadczenia nie dostałam i nie dostanę. Nie mogę być chrzestną, przez jeden papierek nie mogę.
Co jak co, ale dziewczyna ma niezłą „wyobraźnię”, skoro zdołała sobie wmówić, że nie może zostać matką chrzestną „przez jeden papierek”. Sami bowiem możecie się przekonać, że przyczyną nie jest „jeden papierek”, ale postawa tejże osoby, która nie dość, że mieszka ze swoim facetem bez ślubu, to jeszcze nie widzi w tym niczego złego i niezgodnego z nauczaniem Kościoła.
Co ciekawe, parę wersów dalej sama potwierdza, że łamie IV przykazanie:
Wiem, że miał rację, że wg nauki kościoła nie wolno współżyć przed ślubem itd. , ale wszyscy jesteśmy ludźmi, nie ranię tym nikogo(wręcz przeciwnie
)
Oczywiście, jak to zwykle bywa w tym „nikogo”, autorka zapomniała o Bogu, którego rani swoim grzechem cudzołóstwa. Zapomniała również, że współżycia poza małżeństwem nie zakazał Kościół, ale uczynił to Bóg w Dekalogu.
Tak czy siak, po tym fragmencie tym bardziej przestaje dziwić postawa księdza, który odmówił zgody na to, aby była chrzestną dla dziecka swojej siostry. Jaki bowiem może dać wzór i przekazać wiarę w Boga osoba, która uważa, ze Go nie krzywdzi swoim naruszaniem szóstego przykazania? Czy ona w ogóle wierzy w Boga i w to, co nam objawił, skoro wyrzuciła Go ze swojego życia?
Mam takie małe wrażenie, że ona traktuje chrzest jako jakąś ceremonię nadania imienia, a nie sakrament, zaś bycie matka chrzestną jako obowiązek dawania prezentów, a nie pomoc w wychowywaniu dziecka.
Dalej mamy taki tekst:
Może powinnam mojej siostrze kazać czekać, aż my się zdecydujemy na ślub i wtedy ochrzcić małego. Jak ktoś (czyli ksiądz) może osądzić, czy jestem dobrym człowiekiem, czy złym. Czy mogę być wzorem duchowym dla dziecka czy nie.
To taka pretensja w stylu: „Nikt nie ma prawa mnie oceniać. Ja jedna mogę wyrokować, czy moje postępowanie jest dobre albo złe. Nikt nie może wytknąć mi grzechu i powiedzieć, że nie nadaję się do czegoś.”
Otóż kapłan, dbając o dobro dziecka, które ma być wychowane w wierze, może, patrząc na to, jak człowiek podchodzi do przestrzegania przykazań i wypełniania nauczania Chrystusa, ocenić czy dana osoba się na matkę chrzestną nadaje. Jeżeli kobieta żyje bez ślubu, chociaż ma możliwość zawarcia małżeństwa, to nie jest dobrym wzorem. Jest anty przykładem dla młodego chrześcijanina. Tutaj cały czas wraca ta sama kwestia: Matka chrzestna ma pomagać w wychowywaniu dziecka, a nie w jego deprawowaniu poprzez dawanie złego przykładu. Życie bez ślubu zawsze będzie bowiem złym, a nie dobrym przykładem.
I jeszcze na koniec, poruszona przez autorkę kwestia spowiedzi:
No i kwestia tego, że NIGDY nie dostanę rozgrzeszenia! To jest już śmieszne. Czyli w sumie nie mam co nawet o tym ślubie myśleć, bo przecież nie dostając rozgrzeszenia nie będę mogła przyjąć komunii, taak? Więc ślubu też nie wezmę. Heh. Czyli w sumie po co spowiedź?
Otóż ona będzie mogła otrzymać rozgrzeszenie, ale po spełnieniu pewnych, bardzo ważnych warunków: Uznania, że jej postępowanie było złe i żalu za nie (czego na razie nie widać) oraz odwrócenia się od grzechu i zaprzestania współżycia ze swoim kochankiem. W tym momencie, kiedy uważa, że współżycie przed ślubem jest dobre i „nie krzywdzi nikogo”, to żaden ksiądz jej nie udzieli rozgrzeszenia.