Jednym z najczęstszych argumentów przeciwko Kościołowi katolickiemu, którymi są bombardowani katolicy przez wojujących apologetów protestanckich, jest wskazywanie na grzechy tej czy tamtej osoby lub grupy osób. Nie potrafię już policzyć sytuacji, kiedy słyszałem teksty, że „Inkwizycja zrobiła to i tamto”, „ten i ten biskup to uczynił takie złe rzeczy, a już tamten ksiądz to w ogóle wcielenie szatana”. Zdarzało mi się również słyszeć lub czytać świadectwa, że oto ktoś porzucił Kościół, bo zetknął się z jakimś grzesznym kapłanem. Ogólnie rzecz biorąc: Kościół katolicki nie jest Kościołem Chrystusa, bo katolicy grzeszą.
Powyższa metoda „argumentacji” jest wybitnie wredna, ponieważ działa na psychikę człowieka i manipuluje jego przekonaniami zasiewając wątpliwość: „Skoro Kościół założył Chrystus, do niemożliwym jest, aby jego członkowie popełniali aż takie grzechy.” Trudno jest się jej oprzeć.
Oczywiście zwykła znajomość Pisma Świętego wystarcza do pokazania, że jest to błędna teza, ponieważ nawet za Apostołów chrześcijanie dopuszczali się grzechów (włącznie z próbami okłamania Ducha Świętego). Jednakże ostatnio zrozumiałem dlaczego w moim przypadku takie informacje o popełnionych przez kogoś grzechach powodują jedynie smutek i żal, a nie obrzydzenie do Kościoła.
Sprawa jest prosta: Nigdy nie przejmowałem się, ani dłużej nie zatrzymywałem nad złem popełnionym przez innych ludzi. Człowiek jest człowiekiem, a ja nie odpowiadam za grzechy innego człowieka. Po co więc tracić czas na rozmyślanie i deliberowanie nad grzechami popełnionymi przez innego katolika? Taplanie się w cudzych grzechach nie przyczynia się do mojego rozwoju.
Tak na zakończenie warto się zastanowić nad tym, że skoro każdy grzeszy, to twierdzenie, że Kościół katolicki nie jest Kościołem Chrystusa, a są nim wyznania protestanckie, jest pozbawione sensu z racji na to, że protestanci również grzeszą. Wszak nie można przykładać innej miarki do KK, a innej do wyznań protestanckich, nieprawdaż?