Kto uratuje Święta?

21 grudnia 2009, 18:50

Kiedyś w jednej książeczce z komiksem o Garfieldzie natrafiłam na serię bożonarodzeniową – Garfield oglądał świąteczne filmy, które były dosyć monotematyczne. Mianowicie wszystkie były na zasadzie, że jakieśtam zwierzę ratowało Święta: mysz, lew, a nawet… wąż (mówiąc przy tym „Merry Christmasssssss”). I niestety wcale to nie jest przesada, ponieważ każdego roku jesteśmy zasypywani głupimi filmami zza oceanu, w których ktoś tam ratuje Święta. Ale zaraz zaraz, czy naprawdę Święta, czy tylko Santa Clause’a i prezenty?

Wielkiego odkrycia nie dokonam jeśli stwierdzę, że Święta w ciągu ostatnich 10 lat gdzieś nam się pogubiły. Nadeszły nowe wzorce z Zachodu z Santa Clausem na czele, który wypchnął naszego rodzimego Świętego Mikołaja w Mitrze i z laską biskupią. Praktycznie każdy hollywoodzki film o Świętach polega na tym, że Santa Claus nie może roznieść prezentów i przez to stanie się coś okropnego: Nie będzie Świąt!!!

W tym kontekście podoba mi się film „Grinch – świąt nie będzie”. Bowiem co prawda bohaterowie odzyskali w końcu prezenty, ale dopiero po tym jak odkryli, że w Świętach najważniejsze są… właśnie Święta.

Święta stały się hedonistyczną pogonią za przyjemnościami. Najbardziej to widać w tzw. kalendarzach adwentowych. Dla niewtajemniczonych – to są takie plansze ponumerowane od 1 do 25. Pod każdą liczbą znajdują się drzwiczki, za którymi jest jedna czekoladka. Pod numerem 25 jest oczywiście dużo większa od pozostałych: adwent według popkultury to przyjemne czekanie na jeszcze większą przyjemność, czyli prezenty. Natomiast w Kościele Adwent jest czasem oczekiwania duchowego, kiedy przygotowujemy się na przyjście Pana.

 Czasem myślę, że współczesne Święta przypominają groteskową imprezę urodzinową. Wyobraź sobie, że przychodzisz do domu, a wszyscy świętują Twoje urodziny. Ale nikt nie zauważa Twojego przyjścia. Impreza trwa w najlepsze, goście wyciągają tort, sami zdmuchują świeczki i się nim częstują, zaczynają otwierać prezenty które Tobie przynieśli. Krótko mówiąc – w Twoje święto lepiej się bawią bez Ciebie. Brzmi okropnie? A tak chyba czuje się Jezus co roku.

 Kto więc naprawdę uratuje Święta? Każdy, dla którego przyjście Jezusa jest ważniejsze od przyjścia Santa Clausa.

Ps. Przeciwko samym prezentom nie mam nic. Sama je kupiłam dla najbliższej rodziny, ale bez gonitwy „jak najwięcej, jak najdrożej”. Nie kupiłam ich też dla nich samych, ale aby sprawić radość innym.


related post

Skomentuj

Musisz być zalogowany aby zamieścić komentarz.