Modne, nieprawdaż?
Para, która jest ze sobą od jakiegoś czasu postanawia sprawdzić, czy zdołają żyć razem w małżeństwie i stwierdza, że zamieszkają wspólnie „tak na próbę”. Co bowiem będzie, jeżeli się po ślubie okaże, że nijak do siebie nie pasują? Że nie potrafią się pogodzić i dojść do porozumienia w najprostszych sprawach? Totalna masakra i śmierć w męczarniach albo rozwód. Skoro więc ich mieszkanie ze sobą nikogo nie skrzywdzi, to nie tylko można, a wręcz trzeba to zrobić.
Brzmi logicznie?
Bzdura. Brzmi strasznie.
Mieszkanie na próbę, aby sprawdzić, czy para jest do siebie dopasowana, to jeden wielki mit. Pomijając już fakt, że oni na pewno zgrzeszą łamiąc VI przykazanie, to test nie jest miarodajny, ponieważ inaczej podchodzi się do tematu szukania rozwiązań w momencie, kiedy wiadomo, że można się w każdej chwili rozstać, a inaczej wtedy, kiedy nie ma możliwości rozejścia się. To tak jak z próbnymi egzaminami: Nie ma presji, że jak coś się nie uda, to koniec pieśni i sprawa zawalona. Nie ma po prostu tej woli walki, aby jednak jakieś porozumienie osiągnąć i dojść ze sobą do ładu i składu. Małżeństwo, nierozerwalne oczywiście, stanowi tę motywację, aby jednak się dogadać.
Tak nawiasem, to warto pamiętać, że narzeczeństwo wymyślono po to, aby para miała czas na rezygnację ze ślubu (nawet w ostatniej chwili), a nie jako miłą tradycję bez znaczenia. Dlatego też powinno ono być odpowiednio długie (minimum rok), a nie „dziś oświadczyny, jutro ślub, a pojutrze chrzciny”. Szansa na udanie się małżeństwa, które zostało zawarte po tygodniowej znajomości są minimalne. Wiem to z własnego otoczenia.
related post
Tags: małżeństwo, narzeczeństwo
Świetny argument. Ja zawsze dodaje, że gdyby takie „sprawdzanie się przed ślubem” było chociaż w połowie skuteczne, to na Zachodzie liczba rozwodów byłaby mniejsza niż chociażby u nas. A jak jest, pokazują statystyki. Tam przecież wspólne mieszkanie oraz współżycie bez ślubu jest na porządku dziennym, a jakoś ludzie się częściej rozwodzą.
Dla mnie również argument pt. „trzeba się sprawdzić” można między bajki włożyć.
Pozdrawiam.
przecież nawet super małżeństwa rozpadają się i po 10, 20 a nawet 30 latach bycia razem – i nie wiadomo jak to wygląda w statystykach czy byli przed małżeństwem ze sobą tak jak radzisz – minimum rok czy 1 dzień …
A moje zdanie jest takie że skoro ludzie mają się ze sobą kłócić i na siłę uszczęśliwiać to lepiej jak faktycznie wezmą rozwód i przestaną się nawzajem męczyć
- główny problem polega na tym że ludzie przed ślubem udają kogoś innego niż naprawdę są i gdyby nie żyli ze sobą jako małżeństwo to bardziej by dbali o to żeby nie zniszczyć związku.
Pisałem o małżeństwach, które szybko zawarte równie szybko się rozpadły, a nie o tych, które rozsypały się po 30 latach.
Rozwód to może wziąć małżeństwo, które zawarło ślub cywilny, natomiast dla ślubu zawartego w Kościele rozwodu nie ma. To raz. Zaś po drugie, to para powinna zacząć pracować nad związkiem i jego trwałością w momencie zawarcia małżeństwa, a nie wtedy, kiedy coś się zaczyna psuć.