Na tej stronie, w artykule na temat wprowadzenia zakazu stosowania zwykłych żarówek, przeczytać można następujące słowa:
Dzięki zastąpieniu tradycyjnych żarówek energooszczędnymi, obywatele UE zaoszczędzą blisko 40 TWh (co w przybliżeniu odpowiada zużyciu energii przez Rumunię lub 11 milionów europejskich gospodarstw domowych lub też równa się rocznej produkcji 10 elektrowni o mocy 500 megawatów). Pozwoli to również na redukcję emisji CO2 o ok 15 milionów ton rocznie.
Okay, obywatele UE faktycznie ”zaoszczędzą” terawaty energii, czyli w praktyce nie przepuszczą ich przez żarówki zamontowane w swoich domach i mieszkaniach. Jednak musimy sobie postawić pytanie, czy rzeczywiście zostanie ograniczona ilość CO2, który trafi do atmosfery, oraz czy rzeczywiście będziemy mieli oszczędność energii elektrycznej w skali globalnej?
Już samo zdroworozsądkowe popatrzenie na sposób produkcji energii elektrycznej wskazuje na to, że zmniejszenie emisji CO2 do atmosfery to iluzja. Elektrownie pracują w sposób ciągły i muszą dysponować nadmiarem mocy w stosunku do poboru przez użytkowników. Włożenie świetlówki w miejsce żarówki nie sprawi, że nagle spadnie ilość węgla wrzucanego do kotłów i zmniejszy się emisja spalin. Aby takie zmniejszenie emisji miało miejsce trzeba by parę elektrowni lub kotłów wyłączyć, tylko że jakoś nic nie słychać, aby przygotowywano się do czegoś takiego lub już to zrobiono.
Druga sprawa: Zakaz stosowania zwykłych żarówek spowoduje wzrost popytu na świetlówki kompaktowe. Zwiększony popyt da w efekcie wzrost podaży, czyli lawinowe zwiększenie produkcji. Niestety, skutkiem zwiększenia produkcji tych świetlówek będzie wzrost zużycia energii i zanieczyszczeń emitowanych do atmosfery.
Dlaczego?
Świetlówka kompaktowa, w przeciwieństwie do żarówki, ma o wiele bardziej skomplikowaną budowę. To nie jest prosta oprawka ze szklaną bańką zawierającą drucik wolframowy i gaz obojętny lub próżnię. Wewnątrz obudowy znajduje się bowiem skomplikowany układ zapłonowy, bez którego taka świetlówka po prostu nie będzie działać, a którego wyprodukowanie wymaga jednak sporej ilości zachodu i urządzeń. I jak by nie patrzeć, to jednak wyprodukowanie większej podzespołów spowoduje emisję określonej porcji zanieczyszczeń i gazów cieplarnianych. Ba! Stawiam zakład, że wzrośnie również zużycie energii elektrycznej na samą produkcję świetlówki, oraz wszystkie etapy pośrednie przy ich powstawaniu i dystrybucji. O nakładach na utylizację zużytych świetlówek nie wspomnę – nie można jej po prostu wyrzucić na śmietnik jak zwykłej.
Wychodzi na to, że oszczędności czy zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych na skutek zakazu sprzedaży żarówek będą iluzją. Sądzę, że będzie wręcz przeciwnie…