I z czego ona się cieszy?

18 września 2009, 06:00

Pani doktor, której nie wymienię z nazwiska, w wywiadzie dla GW stwierdziła, że podczas procedury in vitro „żadnych przykazań nie łamie”. Ba! Orzekła, że sprzeciw Kościoła Katolickiego wobec tej metody „leczenia” niepłodności jest wynikiem „niewiedzy i z niechęci poznania, czym naprawdę jest in vitro”.

No tak… Wszak w Kościele to są sami oszołomi, bez wykształcenia medycznego, którzy naukę najchętniej cofnęli by do poziomu mniej więcej epoki kamienia łupanego. Szkoda, że pani doktor przy całej swej wiedzy nie dostrzegła, że praktykuje eugenikę i otwarcie się do tego przyznaje:

 Ile zarodków pani wybiera?

- Maksimum dwa, często jeden.

Czym się pani kieruje?

- Patrzę, czy zarodek dobrze rokuje, dzieli się w odpowiedni tempie – dwie komórki w 24 godziny, cztery po 48 godzinach itd. Czy cytoplazma jest jasna? Czy ma ładna otoczkę?

Ładną?

- Równą, cieniutką, przejrzystą. Z brzydkich zarodków też są dzieci, równie urodziwe, ale ładniejsze zarodki dają większą szansę na ciążę.

Pani Doktor, czy Pani już zupełnie wstydu nie ma? Oficjalnie przyznawać się przed wszystkimi do selekcjonowania ludzi? Do wybierania: „ty do lodówki, a ty będziesz miał prawo się rozwijać”?

Pomijam już to, że najwyraźniej Pani Doktor pojęcia o tym, czego i dlaczego naucza Kościół w kwestii in vitro. Wskazane by było, gdyby przed oceną, czy łamie jakieś przykazania zapoznała się z instrukcją Dignitas Personae, która porusza między innymi problem in vitro.

Notabene, polecam to wszystkim, którzy jeszcze się nie zapoznali z nauczaniem Kościoła w tej materii.


related post

Tags: ,

Skomentuj

Musisz być zalogowany aby zamieścić komentarz.