W roku 2008 każdego dnia w majestacie prawa zabijano w Europie 7468 osób.
Minister pracy i OFE
Przeglądając Onet trafiłem na ciekawy artykulik na temat nowego pomysłu minister pracy na temat OFE:
Minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak uważa, że każdy obywatel powinien mieć prawo decydowania, co stanie się z pieniędzmi, z których w przyszłości będzie wypłacana jego emerytura. Dlatego chce zlikwidować przymusowe oszczędzanie w OFE.
Przez chwilę idea wydawała mi się słuszna, ale kiedy po paru minutach przeczytałem to zdanie ponownie, dotarło do mnie, że to wcale nie jest dobre rozwiązanie. Wręcz przeciwnie: Jest to kolejna próba łatania gigantycznej dziury budżetowej ZUS.
Popatrzcie zresztą sami: Pani Fotyga twierdzi, że chce, aby każdy obywatel miał prawo decydowania co się stanie z pieniędzmi, z których w przyszłosci będzie wypłacana emerytura. Według niej kluczem do tego decydowania jest prawo wyboru pomiędzy oszczędzaniem w ZUS, a oszczędzaniem w ZUS i OFE. Uważa również, że udział w rynku kapitałowym powinien być dobrowolny.
No dobrze, a co z udziałem w ZUS?
Tutaj już, jak wynika ze słów pani minister, udział pozostaje obowiązkowy. Nie można zrezygnować z “odkładania” pieniędzy w tym molochu. Wolnoć Tomku wybierać sposób odkładania na emeryturę, ale tylko pomiędzy: “Odkładam do OFE” i “nie odkładam do OFE”. Rezygnacja z ZUSu w grę nie wchodzi i całkowite przejście do funduszu.
Nie mamy co jeszcze liczyć na to, że wreszcie zostanie nam dane pełne prawo do wybrania sposobu odkładania na emeryturę. Pewnie jeszcze przez długie lata rząd będzie uważał, że obywatelowi trzeba zabrać pieniądze i za niego je “odkładać” na lata, kiedy nie będzie w stanie zapracować na swoje utrzymanie.
Emerytury
ZUS powoli pada. Ostatnie doniesienia mówią, że dziura w budżecie tej instytucji w ciągu najbliższych pięciu lat siegnie 350 miliardów złotych. Szacunki te oczywiście dotyczą chwili obecnej i mogą ulec zmianie w najbliższych miesiacach czy latach, ale bardzo wątpliwe jest, aby to manko uległo zmniejszeniu.
Jak jednak może być dobrze w instytucji, która zarządzając finansami tylko je rozdaje, a w ogóle nie zajmuje się ich pomnażaniem? Wszystkie przychody w postaci składek emerytalnych są od ręki wydawane na wypłaty emerytur i funkcjonowanie tej instytucji.
To może jeszcze trochę potrwać, można próbować łatac na bieżąco te dziury, ale bez gruntownej reformy nic z tego nie będzie. ZUS w obecnej formie po prostu musi upaść, bowiem nie można w nieskończoność dokładać z budżetu 1/4 przychodów państwa na utrzymanie tego molocha.
Jednak nie znajdzie się ani jednak partia, która postawi na szalę swoje istnienie na arenie politycznej, aby tego dokonać. Ze strachu przed utratą głosów milionów wyborców będą pompować nasze pieniądzę w tę beczkę bez dna i nic się nie zmieni.
Może się tak zdarzyć, że któregoś roku Polska przez ZUS zbankrutuje. Wtedy jednak winnych nie będzie…
A jednak nie…
Nie żyjemy, przynajmniej jak na razie, w kraju, gdzie o morderstwie wolno powiedzieć, że jest morderstwem. Nie wolno powiedzieć o zabójcy, że jest zabójcą. Nie wolno wskazać na “lekarza” i powiedzieć, że zamordował nienarodzone dziecko. Nie wolno wskazać na “matkę” i powiedzieć, że zabiła lub chciała zabić swoje dziecko.
Wyrok sądu apelacyjnego w sprawie Gościa Niedzielnego vs Alicja Tysiąc jest smutnym przyczynkiem do postępującego rozkładu polskiego sądownictwa. Sędzia orzekający, niestety, podtrzymał wyrok sądu pierwszej instancji, w którym zmienił wyłącznie treść przeprosin, które ma opublikować Gość na swoich łamach.
Szkoda. Feministki i zwolennicy morderstw na zlecenie, nazwanych eufemistycznie aborcjami, będą triumfalnie świętować. Nam pozostaje jedynie modlitwa, żeby sędziowie kolejnej instancji okażą się rozsądniejsi.
Tak nawiasem, to w tekstach omawiających tę sprawę dalej są pisane bzdury w stylu:
Tysiąc wywalczyła w Strasburgu zadośćuczynienie za to, że w Polsce nie pozwolono jej usunąć ciąży, choć urodzenie dziecka mogło grozić jej utratą wzroku.
Primo: Żaden z lekarzy specjalistów nigdy nie wydał orzeczenia, że urodzenie dziecka spowoduje pogorszenie wzroku Alicji Tysiąc.
Secundo: Trybunał nakazał wypłacenie odszkodowania za brak instytucji, do której Alicja Tysiąc mogła by się odwołać od opinii lekarzy.
Na wszelki wypadek: Link do zrzutu ekranu.
Eee… Zszokowało mnie.
Jak dowiadujemy się z doniesień Onetu (cały czas żywię nadzieję, że nieprawdziwego), w Szwajcarii ma zostać wprowadzona do sklepów nowa wersja prezerwatyw, przeznaczonych dla osób nawet w wieku 12 lat.
Nawet nie bardzo wiem, co pisać, bo jeszcze mój mózg nie wrócił na swoje miejsce po tym, jak stanął w poprzek po przeczytaniu tego doniesienia.
Czy ludzkość upadła już tak nisko? Przecież taki produkt jest sygnałem dla dzieci, że współżyjąc przed ślubem nie czynią niczego złego! Skoro dorośli wprowadzają prezerwatywy, które mają “zabezpieczyć” dwunastolatkę/latka przed ciążą, to jak przekonać dziecko, do zachowania czystości?
Stawiam smunty zakład, że ilość ciąż wśród nastolatków w Szwajarii radykalnie wzrośnie w ciągu paru nabliższych lat. Co gorsza, przy odrobinie “szczęścia”, za kilkanaście lat możemy dojść do chwili, kiedy pojawi się bardzo wiele babć i dziadków przed trzydziestką.
Cisza
Widziałem już wiele dziwnych pomysłów naszych posłów, ale idea odgórnego wprowadzenia w polskich pociągach przedziałów, w których nakazana była by absolutna cisza jest jednym z bardziej kretyńskich.
Ja zasadniczo rozumiem, że komuś może przeszkadzać głośna rozmowa czy pasażer słuchający muzyki, ale wykorzystywanie Parlamentu do załatwienia prywatnej sprawy to już zasadniczo “lekka” przesada. Jak się bowiem okazuje, na pomysł takiej ustawy wpadł jeden z posłów, który zmuszony jest do korzystania z usług PKP i przeszkadza mu fakt, że ludzie podróżujący pociągami ze sobą rozmawiają, słuchają muzyki albo załatwiają jakieś interesy przez telefon.
Co ciekawe, jak wypowiedziały się spółki PKP, nikt z pasażerów nie zgłaszał do nich postulatów, aby takie strefy ciszy ustanowić.
“Dużo zdrówka bo to najważniejsze”
Jadąc dzisiaj do pracy przez przypadek usłyszałem jak jakaś kobieta składała przez telefon życzenia swojej córce z okazji imienin lub urodzin. Wśród nic usłyszałem zdanie:
“Dużo zdrówka bo to najważniejsze”
Tak trochę to mną wstrząsnęło, pomijając kwestię tego, czy ta kobieta była wierząca, bo przecież zdrowie człowieka wcale nie jest najważniejsze w naszym życiu. Gdybyśmy mieli tylko te kilkadziesiąt lat a potem było koniec absolutny, to rzeczywiście: Zdrowie było by najważniejsze. Jednakże, człowiek nie kończy się w chwili śmierci.Śmierć jest tylko bramą między tym światem, a wiecznością. Między życiem na ziemi, a życiem po śmierci, a następnie po zmartwychwstaniu.
Czy w tej perspektywie zdrowie staje się najważniejszą rzeczą dla człowieka?
Nie wiem jak dla was, ale dla mnie staje się sprawą co najmniej drugorzędną. Na pierwszym miescu, w tej perspektywie, ustawiają się wiara, łaska od Boga i naśladowanie Chrystusa. Bez tych rzeczy nasze życie po śmierci i zmartwychwstaniu stanie się, eufemistycznie mówiąc, dość przykre. W dodatku przez wiecznośc i bez możliwości odmiany losu.
Chyba jednak w naszych życzeniach składanych najbliższym powinno pojawic sie coś innego jako to “najważniejsze”…
Partytety
W najbliższych dniach Sejm ma się zająć ustawą o parytetach, czyli wprowadzającą nakaz równego podziału miejsc na listach wyborczych między kobiety i mężczyzn (fifty fifty). Jeżeli ta ustawa przejdzie, to na listach wyborczych partia będzie musiała umieszczać tyle samo kandydatów z obu płci.
Oczywistym jest, że jej uchwalenie zostanie przegłosowane przez feministki jako wielki sukces w walce o “równouprawnienie”.Dla osób trzeźwo myślących równie oczywistym jest, że ta ustawa nie jest walką z dyskryminacją, ale wprowadzaniem dyskryminacji w majestacie prawa.
Popatrzy na partie polityczne i ich skład. Czy udział kobiet w tych organizacjach sięga połowy stanu osobowego? Na pewno nie. To dlaczego taka partia ma wystawiać kandydatów w liczbach, które nie odzwierciedlają jej stanu osobowego? Inna sprawa: Dlaczego ktokolwiek chce pozbawiać partie niezbywalnego prawa do niezawisłego ustalania osób, które chce wystawić jako kandydatów w wyborach? Jeżeli partia chce wystawić samych mężczyzn, to jest to jej pełne prawo, a nie przywilej, który ktoś może im odebrać. Jeżeli chce wystawić same kobiety, to też jest to jej sprawa i nikt nie powinien się w to wtrącać.
Niestety, feministki nie widzą dalej, niż czubka własnego nosa. I patrząc pesymistycznie w przyszłość, to jak tak dalej pójdzie ich walka o prawa kobiet, to za parę lat trzeba będzie zacząć walkę o równouprawnienie mężczyzn.